Sąd w Monachium: Logo wygenerowane przez AI bez ochrony
- Stan faktyczny: trzy logotypy, brak ochrony
- Dlaczego sąd odmówił ochrony
- Samo „promptowanie” nie wystarczy
- Ciężar dowodu po stronie użytkownika
- Co to oznacza w praktyce dla e-commerce
- Kontekst niemiecki i unijny
- Co powinien zrobić sprzedawca z Polski
- Ryzyko dla modeli biznesowych opartych na AI
- Kierunek jest jasny
20.02.2026
Sąd Rejonowy w Monachium (Amtsgericht München) wyrokiem z 13 lutego 2026 r. (sygn. 142 C 9786/25) orzekł, że logo wygenerowane zasadniczo przez generatywną sztuczną inteligencję nie korzysta z ochrony prawa autorskiego – o ile człowiek nie nadał mu własnego, twórczego charakteru w decydującym zakresie.
To rozstrzygnięcie ma bezpośrednie znaczenie dla handlu internetowego, agencji kreatywnych oraz firm budujących markę w oparciu o treści tworzone przez systemy generatywne. Sąd wyraźnie oddzielił ludzką działalność twórczą od technicznego generowania treści przez algorytmy. I nie chodzi wyłącznie o obrazy czy logotypy, lecz również o teksty, projekty graficzne, a nawet oprogramowanie.
Dla sprzedawców z Polski działających w Niemczech lub planujących ekspansję na rynek niemiecki to sygnał ostrzegawczy: inwestycja w znak graficzny wygenerowany przez narzędzie oparte na sztucznej inteligencji może nie dawać żadnej wyłączności.
Stan faktyczny: trzy logotypy, brak ochrony
Powód zlecił systemowi generatywnej sztucznej inteligencji stworzenie trzech motywów graficznych:
- uścisk dłoni z dzwonkiem,
- kopertę na tle budynku z kolumnami,
- laptop z unoszącą się księgą prawa.
Logotypy zostały opublikowane na jego stronie internetowej. Znajomy skopiował je i również wykorzystał online. Powód uznał się za autora i zażądał zaniechania naruszeń oraz usunięcia grafik. Argumentował, że poprzez szczegółowe polecenia tekstowe (tzw. prompty) i wielokrotne korekty w sposób istotny wpłynął na proces twórczy.
Pozwany wskazał, że faktyczne decyzje projektowe podjął system, a użytkownik jedynie wprowadzał ogólne parametry techniczne.
Dlaczego sąd odmówił ochrony
Sąd oddalił powództwo. W uzasadnieniu podkreślono, że utwór w rozumieniu prawa autorskiego musi stanowić wyraz własnej, twórczej decyzji człowieka. Ochrona przysługuje tylko wtedy, gdy rezultat jest efektem osobistego wkładu twórczego – a nie działania programu.
W ocenie sądu:
- polecenia tekstowe były w dużej mierze ogólne lub techniczne,
- zasadnicze decyzje estetyczne podjął system,
- poprawki miały charakter rzemieślniczy, a nie twórczy.
Kluczowe było ustalenie, kto „zdominował” proces kreacyjny. Jeżeli to narzędzie generatywne decyduje o formie, kompozycji i stylu, nie powstaje utwór chroniony prawem autorskim.
To podejście jest spójne z dotychczasową linią orzeczniczą w Niemczech i Unii Europejskiej, zgodnie z którą ochrona przysługuje wyłącznie przejawom działalności twórczej człowieka. W prawie unijnym podkreśla to orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który wielokrotnie wskazywał, że utwór musi być „własną intelektualną twórczością autora”.
Samo „promptowanie” nie wystarczy
Sąd jednoznacznie stwierdził, że nawet rozbudowane i wielokrotnie modyfikowane polecenia tekstowe nie tworzą automatycznie prawa autorskiego.
Nie ma znaczenia:
- czas poświęcony na dopracowanie zapytań,
- korzystanie z płatnej wersji narzędzia,
- nakłady finansowe lub techniczne.
Prawo autorskie nie chroni inwestycji ani wysiłku. Chroni wyłącznie twórczy wkład intelektualny.
W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca nie może powoływać się na wyłączność tylko dlatego, że „długo pracował nad promptem”. Jeżeli system generatywny samodzielnie proponuje kompozycję i styl, wkład człowieka może zostać uznany za zbyt marginalny.
Ciężar dowodu po stronie użytkownika
Sąd podkreślił również, że to osoba powołująca się na prawo autorskie musi wykazać istnienie własnej twórczości. W przypadku treści wygenerowanych przez sztuczną inteligencję jest to szczególnie trudne.
W praktyce oznacza to konieczność udokumentowania:
- zakresu ingerencji człowieka,
- konkretnych decyzji twórczych,
- elementów, które nie pochodzą z systemu, lecz od autora.
Dla przedsiębiorcy oznacza to ryzyko procesowe. W sporze o kopiowanie logo trzeba byłoby wykazać, że rezultat nie jest w istocie efektem automatycznej generacji.
Co to oznacza w praktyce dla e-commerce
Wyrok ma bezpośrednie przełożenie na codzienną działalność sklepów internetowych i marek własnych. Sztuczna inteligencja jest dziś wykorzystywana do tworzenia:
- logo i identyfikacji wizualnej,
- grafik produktowych,
- wizualizacji do mediów społecznościowych,
- projektów stron internetowych,
- opisów produktów i treści marketingowych,
- materiałów wideo.
Jeżeli kluczowy element marki – np. logo – powstaje w przeważającej mierze dzięki narzędziu generatywnemu, może nie podlegać ochronie prawa autorskiego.
Co to oznacza w praktyce?
Wyobraźmy sobie polskiego sprzedawcę, który wchodzi na rynek niemiecki z marką własną. Zleca wygenerowanie logo przez system oparty na sztucznej inteligencji, wdraża je na Amazon i w sklepie internetowym. Po kilku miesiącach konkurent używa bardzo podobnego znaku graficznego. Próba dochodzenia roszczeń może zakończyć się niepowodzeniem, jeśli okaże się, że pierwotne logo nie było utworem w rozumieniu prawa.
Drugi scenariusz: agencja brandingowa oferuje klientowi w Polsce „unikalne logo stworzone przez AI”. Jeśli nie ma realnego, udokumentowanego wkładu projektanta, klient może nie uzyskać wyłączności, mimo zapłaty wynagrodzenia.
Kontekst niemiecki i unijny
Sąd Rejonowy w Monachium jest sądem pierwszej instancji w niemieckim systemie sądownictwa cywilnego. Jego wyroki nie mają mocy precedensu w rozumieniu prawa anglosaskiego, ale często wyznaczają kierunek interpretacyjny, zwłaszcza gdy wpisują się w spójną linię doktryny.
W Niemczech prawo autorskie (Urheberrecht) opiera się – podobnie jak w Polsce – na założeniu, że twórcą może być wyłącznie osoba fizyczna. Nie przewiduje się autorstwa systemu ani „współautorstwa” maszyny.
Na poziomie Unii Europejskiej brak jest obecnie przepisów przyznających ochronę autonomicznym wytworom sztucznej inteligencji. Rozporządzenie w sprawie sztucznej inteligencji reguluje bezpieczeństwo i odpowiedzialność systemów, ale nie tworzy nowej kategorii praw autorskich.
Dla polskich firm sprzedających w Niemczech oznacza to, że nie mogą liczyć na „łagodniejsze” podejście zagranicznego sądu. Standard twórczości jest porównywalny.
Co powinien zrobić sprzedawca z Polski
Jeżeli marka ma być rozwijana w Niemczech lub w innych krajach Unii Europejskiej, warto:
- zlecić stworzenie logo projektantowi, który wykorzystuje narzędzia cyfrowe jedynie pomocniczo, zachowując realną kontrolę twórczą,
- w umowie wyraźnie uregulować przeniesienie autorskich praw majątkowych,
- dokumentować proces twórczy (szkice, wersje pośrednie, decyzje projektowe),
- rozważyć rejestrację znaku towarowego w Niemczech lub w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej.
Rejestracja znaku towarowego to odrębny reżim prawny od prawa autorskiego. Chroni oznaczenie jako znak odróżniający towary lub usługi, niezależnie od poziomu twórczości. W wielu przypadkach to właśnie znak towarowy, a nie prawo autorskie, stanowi realne zabezpieczenie marki w handlu międzynarodowym.
Budowanie wartości marki wyłącznie na grafice wygenerowanej przez system może być zatem ryzykowne – szczególnie w środowisku marketplace, gdzie kopiowanie wizualne jest zjawiskiem powszechnym.
Ryzyko dla modeli biznesowych opartych na AI
Wyrok z Monachium uderza również w część modeli biznesowych, które obiecują „w pełni unikalne” projekty generowane automatycznie. Jeżeli klient nie uzyskuje praw wyłącznych, oferta taka może wymagać ponownego przemyślenia – zarówno pod kątem marketingowym, jak i prawnym.
Dla sprzedawców cross-border oznacza to konieczność weryfikacji:
- czy agencja faktycznie przenosi prawa autorskie,
- czy projekt spełnia kryterium twórczości,
- czy ochrona opiera się raczej na znaku towarowym niż na prawie autorskim.
W sporach międzynarodowych brak ochrony może oznaczać nie tylko utratę przewagi konkurencyjnej, ale również koszty postępowań i ryzyko blokady ofert na platformach sprzedażowych.
Kierunek jest jasny
Sąd w Monachium nie zakwestionował używania sztucznej inteligencji jako narzędzia. Wskazał jednak wyraźnie, że to człowiek musi być rzeczywistym autorem twórczego wkładu.
Dla e-commerce oznacza to rozróżnienie między szybkością i oszczędnością a trwałą ochroną prawną. Narzędzia generatywne przyspieszają procesy, ale nie zastępują autorstwa.
Marka, która ma funkcjonować na rynkach zagranicznych przez lata, wymaga solidnych fundamentów prawnych. W przeciwnym razie może się okazać, że element identyfikacji wizualnej, w który zainwestowano budżet marketingowy, formalnie nie należy do nikogo – i może być używany przez każdego.


