Amazon.de: błędne podpinanie się pod ASIN a prawo autorskie w Niemczech
- Podpinanie się pod ASIN w Niemczech – standard Amazona, ale nie „immunitet prawny”
- Spór o zdjęcia produktowe – czym jest naruszenie prawa autorskiego w praktyce niemieckiej
- „Podobny” to za mało – kiedy Amazon uznaje identyczność, a sąd już nie
- Co to oznacza dla sprzedawców z Polski sprzedających na Amazon.de
16.01.2026
Podpinanie się pod istniejące oferty (tzw. Anhängen) to codzienność sprzedaży na Amazon. Właśnie dlatego najnowszy przypadek upomnienia (Abmahnung) z Niemiec wywołał poruszenie wśród sprzedawców. Powód? Nie manipulacja zdjęciami, nie kopiowanie opisów, ale – z pozoru – rutynowe dołączenie się do istniejącej karty produktu. Spór pokazuje jednak, że w realiach niemieckiego prawa autorskiego granica między standardem marketplace a naruszeniem prawa bywa cienka. I kosztowna.
Poniżej wyjaśniamy, co dokładnie wydarzyło się w Niemczech, dlaczego kluczowa jest identyczność produktu, oraz co z tej sytuacji wynika dla sprzedawców z Polski działających na Amazon.de.
Podpinanie się pod ASIN w Niemczech – standard Amazona, ale nie „immunitet prawny”
Model Amazona opiera się na jednej, centralnej karcie produktu (ASIN), do której mogą dołączać się kolejni sprzedawcy oferujący ten sam produkt. System premiuje takie działanie: istniejąca karta ma historię sprzedaży, opinie klientów i wypracowaną widoczność. Tworzenie nowego listingu dla tego samego towaru bywa nie tylko nieopłacalne, ale wręcz sprzeczne z zasadami platformy.
W opisywanym przypadku niemiecki sprzedawca zrobił dokładnie to, co robią tysiące merchantów każdego dnia: zaoferował produkt i podpiął się pod istniejącą kartę. Automatycznie zaczął korzystać ze zdjęć produktowych przypisanych do ASIN. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy właściciel praw do zdjęć zakwestionował to użycie.
Uprawniony twierdził, że fotografie zostały stworzone na jego zlecenie, mają indywidualny charakter i nie były objęte licencją pozwalającą innym sprzedawcom na ich wykorzystywanie. W efekcie do sprzedawcy trafiła Abmahnung – formalne, przedsądowe upomnienie w niemieckim systemie prawnym – z żądaniem:
- zaprzestania korzystania ze zdjęć,
- usunięcia ofert,
- złożenia oświadczenia o zaniechaniu naruszeń,
- oraz pokrycia kosztów obsługi prawnej.
Dla wielu sprzedawców to moment zaskoczenia. Skoro Amazon pozwala się podpiąć, to dlaczego nagle pojawia się zarzut naruszenia prawa autorskiego? Odpowiedź leży w niemieckim rozumieniu relacji między prawem marketplace a Urheberrecht, czyli prawem autorskim.
Spór o zdjęcia produktowe – czym jest naruszenie prawa autorskiego w praktyce niemieckiej
Urheberrecht to niemieckie prawo autorskie, które – podobnie jak w całej UE – chroni twórców utworów, w tym fotografii produktowych. Ochrona przysługuje autorowi lub podmiotowi, który nabył prawa (np. producentowi lub marce), i co do zasady obejmuje wyłączne prawo do korzystania z utworu.
Kluczowe jest jednak to, że niemiecka praktyka sądowa od lat uwzględnia specyfikę Amazona. Sądy, w tym OLG Köln (Wyższy Sąd Krajowy w Kolonii), wielokrotnie wskazywały, że jeżeli:
- zdjęcia zostały prawidłowo umieszczone na karcie produktu,
- a kolejny sprzedawca oferuje identyczny towar,
to samo podpięcie się pod ASIN i współkorzystanie ze zdjęć nie stanowi naruszenia prawa autorskiego. Autor zdjęć musi liczyć się z tym, że system Amazona opiera się na wspólnych kartach produktowych i nie daje mu kontroli nad tym, kto sprzedaje ten sam towar.
Warto podkreślić dwie istotne rzeczy z punktu widzenia sprzedawcy:
- nie ma znaczenia, że zdjęcia były drogie, profesjonalne lub „customowe”,
- nie da się skutecznie zablokować podpinania się poprzez watermarki, znaki copyright czy dopiski „nur für unseren Shop”. Takie elementy są zresztą sprzeczne z zasadami Amazona dotyczącymi kart produktowych.
Problem zaczyna się w momencie, gdy produkt przestaje być identyczny. Wtedy argument o „systemie Amazona” przestaje działać, a prawo autorskie wraca do gry z pełną mocą.
„Podobny” to za mało – kiedy Amazon uznaje identyczność, a sąd już nie
Z perspektywy prawa niemieckiego decydujące znaczenie ma identyczność produktu, a nie jego podobieństwo. To rozróżnienie bywa problematyczne zwłaszcza dla sprzedawców z Polski, którzy działają w modelu private label lub sourcingu z tych samych fabryk.
W praktyce:
- inny producent,
- inna marka,
- zmieniona specyfikacja,
- inny zestaw akcesoriów,
- nawet kosmetyczna różnica w wykonaniu,
mogą wystarczyć, aby uznać, że oferowany towar nie jest tym samym produktem, co ten przypisany do ASIN.
Jeżeli sprzedawca podpina się pod kartę produktu, która prezentuje wyrób innej marki lub innego producenta, traci podstawę do korzystania ze zdjęć. W takim układzie ich użycie może zostać zakwalifikowane jako naruszenie prawa autorskiego, a Abmahnung staje się prawnie uzasadniona.
To właśnie ten element pojawia się w najnowszych przypadkach upomnień: nie samo „Anhängen”, lecz błędne Anhängen – do karty produktu, która nie odpowiada faktycznie sprzedawanemu towarowi. Amazon może przez długi czas tego nie wychwycić, ale uprawniony do zdjęć – już tak.
Co to oznacza dla sprzedawców z Polski sprzedających na Amazon.de
Dla firm z Polski kluczowe jest zrozumienie, że niemiecka Abmahnung działa ponad granicami. Nie ma znaczenia, że sklep ma siedzibę w Polsce, a magazyn w innym kraju UE. Jeżeli oferta jest kierowana do konsumentów w Niemczech, zastosowanie ma niemieckie prawo.
W praktyce scenariusz wygląda często tak:
polski sprzedawca oferuje produkt bardzo zbliżony do istniejącego, podpina się pod ASIN, korzysta ze zdjęć, sprzedaż działa bez zarzutu. Po kilku miesiącach przychodzi pismo od niemieckiej kancelarii, z terminem kilku dni na reakcję i żądaniem zapłaty kosztów prawnych. Usunięcie oferty to dopiero początek – złożenie nieprzemyślanego oświadczenia o zaniechaniu może rodzić dalsze konsekwencje finansowe przy każdym kolejnym naruszeniu.
Z perspektywy sprzedawcy oznacza to konieczność zmiany podejścia operacyjnego:
- identyczność produktu musi być realna, nie „handlowa”,
- przy private label i własnej marce bezpieczniej jest tworzyć własne listingi i własne zdjęcia,
- nie wolno zakładać, że skoro Amazon pozwala się podpiąć, to ryzyko prawne nie istnieje.
Z perspektywy konsumenta i regulatora niemieckiego logika jest inna: chodzi o przejrzystość ofert i zapobieganie sytuacjom, w których klient kupuje „coś podobnego”, ale nie to samo, co prezentują zdjęcia. Ochrona prawa autorskiego staje się tu narzędziem porządkowania rynku.
Dla sprzedawców z Polski wniosek jest jasny: Amazonowe standardy techniczne nie zastępują analizy prawnej, a koszt błędu w Niemczech bywa znacznie wyższy niż koszt przygotowania własnego, poprawnego listingu.


