De minimis 2026: rewolucja w e-commerce czy tylko korekta, którą Temu i Shein szybko obejdą?
- Rola e-Izby: jak polska branża docisnęła Brukselę
- Czy system celny i IT uniosą tę reformę w 2026 roku?
- Czy naprawdę zniknie przewaga Temu i Shein?
- Temu i Shein jako marketplace’y: konkurencja i szansa jednocześnie
- Czy „koniec tanich paczek” faktycznie wzmocni lokalnych sprzedawców?
- Co powinni zrobić polscy sprzedawcy już teraz?
24.11.2025
Unijne instytucje od kilku lat alarmują, że napływ małych przesyłek osiągnął skalę trudną do opanowania. Według danych Komisji Europejskiej, do UE trafia rocznie około 4,6 miliarda małych paczek, z czego około 90–91 procent pochodzi z Chin. Szacuje się, że nawet do 65 procent z nich jest zaniżonych wartościowo, tak aby zmieścić się pod progiem 150 euro i uniknąć należności celnych.
Komisja wskazuje, że nowy system, dostosowany do realiów e-commerce, ma przynieść około 1 miliarda euro dodatkowych rocznych dochodów z ceł oraz ograniczyć skalę nadużyć i nieuczciwej konkurencji wobec europejskich firm. Jednocześnie państwa członkowskie otwarcie przyznają, że ich obecne systemy informatyczne i zasoby kadrowe nie są przygotowane do przetwarzania pełnej dokumentacji celnej dla miliardów niskowartościowych przesyłek.
To właśnie dlatego równolegle do zniesienia de minimis mówi się o konieczności zmasowanej automatyzacji: predeklaracjach elektronicznych, integracjach API, selektywnej kontroli opartej na analizie ryzyka, a także o uproszczonych, ryczałtowych opłatach od paczki. Bez tego grozi nam po prostu „zakorkowanie” granic – fizycznych i cyfrowych.
Rola e-Izby: jak polska branża docisnęła Brukselę
W tym kontekście szczególnie istotna jest rola Izby Gospodarki Elektronicznej (e-Izby). Organizacja od miesięcy aktywnie lobbowała na rzecz zniesienia zwolnienia celnego, m.in. kierując apel branży do Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i polskiej prezydencji oraz prowadząc intensywny dialog z decydentami na poziomie krajowym i unijnym. W praktyce oznaczało to zebranie głosów przedsiębiorców, opracowanie argumentów pokazujących skalę zjawiska „tanich paczek” oraz przekonanie polityków, że dalsze utrzymywanie asymetrii fiskalnej wobec sprzedawców spoza UE szkodzi zarówno konsumentom, jak i lokalnym firmom.
Z punktu widzenia polskich podmiotów e-Izba pokazała, że branża potrafi mówić jednym głosem i realnie wpływać na kształt regulacji. To nie jest drobna zmiana techniczna, ale jedna z największych reform europejskiego e-commerce ostatniej dekady. Dzięki zaangażowaniu organizacji takich jak e-Izba, polskie firmy miały swój udział w tym, że temat został przyspieszony, a nie odłożony na „po 2028 roku”.
Jednocześnie to dopiero początek pracy. Skoro udało się doprowadzić do decyzji politycznej, teraz sektor – także za pośrednictwem e-Izby – będzie musiał uczestniczyć w projektowaniu praktycznych rozwiązań: prostych procedur dla MŚP, sensownych progów uproszczonych opłat, narzędzi wsparcia dla sprzedawców korzystających z cross-border i nowych modeli współpracy z marketplace’ami.
Czy system celny i IT uniosą tę reformę w 2026 roku?
Najbardziej oczywiste pytanie brzmi: czy państwa członkowskie faktycznie zdążą przygotować systemy do poboru ceł od każdej małej paczki już od 2026 roku? Administracje celne wielu krajów są już dziś przeciążone i zmagają się z brakami kadrowymi. Nawet częściowo zautomatyzowane procesy wymagają ogromnych inwestycji w systemy informatyczne, integracje z operatorami i platformami oraz w analitykę danych.
Historia prób automatyzacji odpraw (także w sektorze prywatnym) pokazuje, że „proste boty” do taryfikacji często generują błędy, prowadzące do złego naliczania ceł i podatków. Bez dopracowanych reguł, wiarygodnych danych od sprzedawców i sprawnej weryfikacji, zautomatyzowane systemy potrafią narobić tyle samo kłopotów, co ręczne procedury. Nic dziwnego, że w samej Brukseli coraz częściej pada stwierdzenie, że utrzymanie ambitnego terminu wdrożenia pełnych obowiązków od 2026 roku może być zwyczajnie nierealne.
W praktyce można spodziewać się scenariusza „miękkiego wejścia”: część państw będzie gotowa technicznie i zacznie pełniej naliczać cła, inne ograniczą się do rozwiązań przejściowych lub będą stosować uproszczone ryczałty tylko dla wybranych kategorii przesyłek. Z perspektywy sprzedawców oznacza to kilka lat niepewności i możliwe różnice w stosowaniu przepisów między poszczególnymi krajami UE.
Czy naprawdę zniknie przewaga Temu i Shein?
Polskie i europejskie środowiska handlowe liczą na to, że zniesienie de minimis zlikwiduje kluczową przewagę kosztową chińskich platform, szczególnie w segmencie najtańszych produktów o bardzo niskiej marży. Rzeczywiście, w tym obszarze nawet niewielkie cło plus koszt obsługi celnej potrafią „zjeść” całą opłacalność sprzedaży. Można oczekiwać, że część ultratanich produktów po prostu zniknie z ofert lub podrożeje na tyle, że przestanie być atrakcyjna wobec alternatyw dostępnych na rynku UE.
Jednak nie należy się spodziewać nagłego załamania importu z Chin czy wycofania Temu i Shein z Europy. Ich przewaga nie polega wyłącznie na braku ceł, ale na całym, ekstremalnie sprawnym łańcuchu dostaw: ogromnych wolumenach, ścisłej współpracy z fabrykami, zaawansowanej analityce popytu, optymalizacji logistyki i agresywnym marketingu. Tego nie da się zniwelować jednym aktem prawnym.
Już dziś widać, że model działania tych platform ewoluuje. Temu intensywnie rozwija sieć magazynów i fulfilmentu w UE, dążąc do tego, aby zdecydowana większość zamówień była realizowana z lokalnych centrów dystrybucyjnych, a nie bezpośrednio z Chin. W takim modelu cło płaci się raz – przy imporcie zbiorczym – a nie od każdej drobnej paczki. Dla platformy i sprzedawców oznacza to lepszą kontrolę nad kosztami, dla konsumenta – nadal niską cenę końcową i szybszą dostawę.
Shein, działający w oparciu o produkcję w małych seriach, ma trudniejsze zadanie, ale zyski i skala działalności dają mu sporą poduszkę finansową na dostosowanie modeli logistyki i cen. W efekcie najbardziej realny scenariusz to nie „koniec chińskich platform”, ale spadek dynamiki wzrostu i zmiana struktury koszyka: więcej towarów lepiej dopasowanych do popytu, mniej przypadkowych, ultratanich gadżetów wysyłanych pojedynczo z drugiego końca świata.
Temu i Shein jako marketplace’y: konkurencja i szansa jednocześnie
Coraz ważniejszym wątkiem, także dla polskich firm, jest rosnąca rola Temu i Shein jako marketplace’ów. Te platformy nie są już tylko kanałem eksportu z Chin do Europy. Zaczynają otwierać się na sprzedawców z UE, oferując im dostęp do ogromnego ruchu i bardzo wrażliwych cenowo konsumentów, przy czym przejmują na siebie znaczną część logistyki i obsługi klienta.
Zniesienie de minimis paradoksalnie może ten trend przyspieszyć. Skoro i tak trzeba będzie zapłacić cło, biznesowo coraz bardziej opłacalne staje się ulokowanie towarów w magazynach na terenie UE, korzystanie z usług fulfilmentu oraz wykorzystywanie platform jako „szkieletu” logistycznego i marketingowego – podobnie jak ma to miejsce od lat w modelu Amazon FBA. Temu i Shein stopniowo wchodzą więc w rolę nie tylko konkurentów, ale także infrastruktury dla europejskich, w tym polskich marek.
Dla sprzedawców z naszego regionu to miecz obosieczny. Z jednej strony pojawia się nowy, potężny kanał sprzedaży z międzynarodowym zasięgiem. Z drugiej – rośnie ryzyko uzależnienia od platform, które w każdej chwili mogą zmienić algorytmy, prowizje, zasady ekspozycji ofert czy wymagania logistyczne. Do tego dochodzi nierówna relacja sił negocjacyjnych i ograniczony dostęp do danych o kliencie końcowym.
Z perspektywy strategii warto więc traktować Temu i Shein podobnie jak Amazon: jako ważny, ale jednak tylko jeden z kilku filarów sprzedaży, a nie jedyne źródło przychodów. Równoległa obecność na innych marketplace’ach (Allegro, Amazon, eBay, Otto, Kaufland, lokalne platformy) oraz rozwój własnych kanałów DTC pozostają kluczowe, jeśli firma chce zachować choć minimalną niezależność.
Czy „koniec tanich paczek” faktycznie wzmocni lokalnych sprzedawców?
Operatorzy tacy jak Orlen Paczka czy firmy kurierskie podkreślają, że odejście od preferencji dla małych przesyłek spoza UE powinno uporządkować rynek: każda paczka będzie musiała mieć pełną deklarację celną i naliczone opłaty, co teoretycznie ograniczy dumping cenowy i uczyni oferty lokalnych i unijnych sprzedawców bardziej konkurencyjnymi.
Warto jednak pamiętać, że reforma podniesie systemowe koszty obsługi przesyłek spoza UE. Konieczne będą nowe procesy celne, integracje danych, systemy do zarządzania należnościami i komunikacją z klientem końcowym w razie dopłat czy opóźnień. Konkurencja między operatorami logistycznymi najpewniej przesunie się z prostego „kto taniej” na „kto sprawniej i czytelniej obsłuży cały proces celny”.
Dla polskich sprzedawców oznacza to, że przewaga nie pojawi się automatycznie wraz z wejściem przepisów. Skorzystają ci, którzy:
- uporządkują dokumentację i klasyfikację towarów,
- zintegrują się systemowo z operatorami i platformami,
- zadbają o przejrzystość całkowitej ceny dla klienta (wraz z cłem, VAT i opłatami dodatkowymi),
- potrafią wykorzystać fakt, że dostarczają z terytorium UE, szybciej, przewidywalniej i z lepszą obsługą posprzedażową.
Ci, którzy tego nie zrobią, mogą paradoksalnie ucierpieć podwójnie: poniosą wyższe koszty obsługi celnej, a jednocześnie nadal będą przegrywać z bardziej zorganizowanymi platformami z Azji, które szybciej dostosują się do nowych zasad.
Co powinni zrobić polscy sprzedawcy już teraz?
Zniesienie de minimis to ważny krok w stronę bardziej sprawiedliwych zasad, ale nie cudowny lek na wszystkie problemy konkurencyjne. Temu i Shein nie znikną z europejskiego rynku – zmienią tylko sposób działania. Trzeba więc zakładać, że ich obecność to „nowa normalność”.
Dla polskich firm rozsądna strategia na najbliższe lata mogłaby wyglądać następująco:
- potraktować decyzję ECOFIN jako sygnał do uporządkowania własnych procesów celnych i danych produktowych (kody CN, opisy, wartości),
- dokładnie przeanalizować, w jakich kategoriach produktowych potencjalne cło najbardziej uderza w chińską konkurencję, a gdzie i tak kluczowa pozostanie skala i efektywność łańcucha dostaw,
- rozważyć wejście lub rozszerzenie obecności na nowych marketplace’ach (w tym Temu czy Shein), ale wyłącznie jako element szerszej, zdywersyfikowanej strategii sprzedażowej,
- aktywnie korzystać z narzędzi i wsparcia organizacji branżowych, takich jak e-Izba, które już dziś uczestniczą w kształtowaniu przepisów i będą mieć wpływ na praktyczne rozwiązania wdrożeniowe.
Koniec de minimis może faktycznie ograniczyć napływ „tanich paczek” w dotychczasowej formie, ale nie zatrzyma globalnych platform, które dysponują kapitałem, technologią i czasem, by przestawić się na nowy model. Jeżeli europejski e-commerce ma na tym realnie zyskać, przewaga lokalnych firm musi zostać zbudowana przede wszystkim na jakości, obsłudze, zaufaniu i mądrze dobranej obecności na wielu kanałach sprzedaży – a nie na liczeniu, że regulacje zrobią całą robotę za biznes.


