Dzwoni Trump do Bezosa… czyli jak transparentność cen stała się „aktem politycznym”

Podsumuj artykuł z AI
ChatGPT
Gemini (Kopiuj)

30.04.2025

Zamieszanie wokół rzekomego planu Amazon, by pokazywać klientom końcowym udział ceł w cenie produktów, wstrząsnęło – ale wcale nie globalnym handlem, tylko głównie… LinkedInem. Komentatorzy, eksperci i autorzy portali branżowych błyskawicznie podchwycili temat, sugerując, że gigant z Seattle wchodzi na kurs kolizyjny z administracją Donalda Trumpa. Tyle że w rzeczywistości, jak to często bywa w świecie globalnego e-commerce, fakty są mniej spektakularne niż nagłówki – i znacznie bardziej wieloznaczne.


I znów wracamy do USA…

Z coraz większą częstotliwością temat amerykańskiej polityki handlowej gości na łamach portali poświęconych e-commerce. Częściej, niż byśmy sami tego chcieli, musimy analizować, co dzieje się za oceanem – bo to, co wydaje się lokalną wojną narracyjną, może realnie wpłynąć na ceny, dostępność produktów, strategie sprzedażowe i poziom zaufania konsumenckiego także w Europie.


Co właściwie się wydarzyło?

Według informacji Punchbowl News, Amazon miał zamiar pokazywać klientom informacje o kosztach amerykańskich ceł – szczególnie tych nałożonych na chińskie towary. Chodziło nie o doliczenie opłat, bo te i tak są wliczone w finalną cenę, lecz o ich jawne pokazanie – podobnie jak w Europie prezentujemy udział VAT-u w cenie brutto. Przejrzystość? Z punktu widzenia konsumenta – bezdyskusyjnie. Z punktu widzenia polityki – pole minowe.

Reakcja Białego Domu była błyskawiczna i nerwowa: rzeczniczka prasowa Karoline Leavitt nazwała rzekome plany Amazon „wrogim i politycznym aktem”. Donald Trump osobiście zadzwonił do Jeffa Bezosa. Amazon, pewnie zaskoczony skalą reakcji, wycofał się z pomysłu: „to nie zostało zatwierdzone i nie będzie wdrożone”, dodając, że ewentualnie rozważano coś takiego tylko dla nowej oferty Amazon Haul. Czyli… może jednak było coś na rzeczy?


Czy Amazon naprawdę chciał to wdrożyć?

Pytanie o intencje Amazon pozostaje bez jasnej odpowiedzi. Możliwe, że rzeczywiście analizowano taki wariant tylko w kontekście Haul – odpowiedzi Amazon na platformy pokroju Temu. Możliwe, że plany sięgały dalej, lecz nie zdążono ich sformalizować przed wyciekiem. Faktem jest jedno: sama myśl o przejrzystym pokazaniu struktury ceny wystarczyła, by uruchomić polityczną lawinę.

Z perspektywy sprzedawców i klientów chodziło jedynie o uczciwe pokazanie, co składa się na cenę produktu – dokładnie tak, jak robimy to w Europie z podatkiem VAT. Ale gdy dotyczy to amerykańskich ceł, temat zyskuje ładunek polityczny. Być może Amazon wcale nie chciał komentować polityki celnej, a sama przejrzystość została odczytana jako polityczny gest?


A wszystko to w cieniu tarcz celnych i spowalniającej gospodarki USA

Nie bez znaczenia jest kontekst makroekonomiczny. Gospodarka USA zanotowała w pierwszym kwartale 2025 roku największy spadek od pandemii – PKB skurczył się o 0,3% w ujęciu rocznym. Dla porównania: w poprzednim kwartale wzrost wyniósł jeszcze 2,4%. Administracja Trumpa jest w trakcie chaotycznej ofensywy celnej, która – zdaniem większości ekonomistów – nie tylko zwiększy inflację, ale może wręcz doprowadzić do recesji.

Przyczyną załamania był rosnący deficyt handlowy i zmniejszone wydatki rządowe. Import wzrósł dramatycznie – z -1,9% do aż 41,3%, bo konsumenci i firmy próbowali „wyprzedzić” nowe taryfy, robiąc zapasy. Eksport tymczasem wzrósł ledwie o 1,8%. W takim otoczeniu każdy gest firmy działającej globalnie, jak Amazon, jest analizowany pod lupą i interpretowany jako potencjalne stanowisko wobec rządu.


Sprzedawcy między młotem a kowadłem

Dla sprzedawców – także z Polski – ta historia nie ma jeszcze konkretnych skutków, ale zawiera ważne przesłanie. Amazon, choć dominujący, nie działa w próżni. Jeśli polityka w USA stanie się bardziej nieprzewidywalna, odbije się to na wszystkich uczestnikach rynku. A pokazanie kosztów ceł – nawet jeśli z pozoru przejrzyste i uczciwe – może zostać odczytane jako akt oporu.

Dodatkowo, Amazon naciska na dostawców – szczególnie chińskich – by obniżali ceny i pomogli utrzymać poziom marż. Efektem może być przeniesienie tej presji na europejskich sprzedawców, zwłaszcza w segmentach, które muszą konkurować z ofertą chińską.


Konkluzja?

Nie Amazon sprowokował konflikt – to świat reaguje coraz bardziej nerwowo, w tym przypadku na pomysł oferowania konsumentom przejrzystości, która może i słusznie została odczytana jako komentarz polityczny. Tymczasem niepewność w USA tylko rośnie, a e-handel znów staje się ofiarą wielkiej gry o wpływy. I może właśnie dlatego, zamiast śledzić premiery produktowe czy nowe funkcje reklamowe, znów rozmawiamy o amerykańskich cłach. Bo znów okazuje się, że ekonomia i polityka nie znają granic.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

16 − 9 =