Gdy role się odwracają – Chiny boją się o własne technologie

Podsumuj artykuł z AI
ChatGPT
Gemini (Kopiuj)

21.03.2025

Przez lata dominującą narracją w globalnym biznesie było przekonanie, że to Zachód innowuje, a Chiny kopiują. Amerykańskie firmy skarżyły się na wykradanie patentów, hakerzy kradli kody źródłowe, a chińskie fabryki produkowały tańsze zamienniki zachodnich produktów. Teraz sytuacja się odwraca – Chiny, które przez lata były oskarżane o brak własnych innowacji, obawiają się, że ich technologie mogą zostać przejęte przez zagraniczne podmioty.

Jak donosi Financial Times, chińskie ministerstwo handlu wstrzymało zatwierdzenie budowy fabryki BYD w Meksyku, ponieważ obawia się, że tamtejsze zakłady mogą ułatwić transfer zaawansowanej technologii do USA. To zaskakująca zmiana perspektywy – jeszcze kilkanaście lat temu podobne argumenty wysuwali Amerykanie, którzy wprowadzali ograniczenia na dostęp chińskich firm do swoich technologii.

Dziś to Pekin stosuje taką samą retorykę. Chińskie władze blokują ekspansję własnych firm, by chronić strategiczne sektory gospodarki. Dla globalnego biznesu oznacza to nową erę – zamiast otwartych rynków i swobodnej wymiany technologii wkraczamy w epokę protekcjonizmu i wzajemnych blokad.


Koniec jednokierunkowej globalizacji

Jeszcze dekadę temu firmy z Zachodu wchodziły na chiński rynek, licząc na jego ogromny potencjał i tanie koszty produkcji. Chińskie przepisy wymagały od zagranicznych firm dzielenia się know-how, co było warunkiem prowadzenia działalności w Państwie Środka. Dziś, gdy to chińskie firmy stały się liderami w wielu dziedzinach – od e-mobilności po sztuczną inteligencję – władze w Pekinie zmieniają reguły gry i zaczynają chronić własne innowacje.

Decyzja o wstrzymaniu inwestycji BYD w Meksyku to tylko jeden z wielu przykładów nowego podejścia. W Chinach rośnie liczba regulacji, które ograniczają eksport kluczowych technologii, zwłaszcza w sektorze półprzewodników, sztucznej inteligencji i baterii nowej generacji. Dla europejskich i amerykańskich firm oznacza to, że dostęp do chińskiego rynku i jego technologii będzie coraz trudniejszy.


Zmiana układu sił

Przez lata Chiny były postrzegane jako „fabryka świata” – miejsce, gdzie zachodnie firmy przenosiły produkcję, a chińskie firmy korzystały z napływu technologii. Dziś sytuacja się zmienia. Chiny nie tylko produkują, ale również rozwijają przełomowe technologie, które stają się kluczowe dla przyszłości globalnej gospodarki.

To właśnie dlatego Pekin zaczyna obawiać się „szpiegostwa gospodarczego” ze strony Zachodu – podobnie jak wcześniej Stany Zjednoczone obawiały się infiltracji chińskich firm. Można powiedzieć, że role się odwróciły, a świat wkroczył w nową erę geopolitycznej i technologicznej rywalizacji.


Chiny jako rynek zbytu dla europejskich firm

Podczas gdy Zachód obawia się chińskiej ekspansji technologicznej, Chiny stały się jednym z najważniejszych rynków zbytu dla europejskich producentów i sprzedawców. Dynamiczny wzrost klasy średniej, rosnąca siła nabywcza oraz ogromne zainteresowanie zagranicznymi markami sprawiają, że Chiny to atrakcyjny kierunek dla firm z sektora e-commerce, mody, dóbr luksusowych i nawet żywności.

E-commerce w Chinach również otwiera nowe możliwości dla europejskich sprzedawców. Platformy takie jak Tmall Global czy JD Worldwide umożliwiają zagranicznym firmom sprzedaż bez konieczności fizycznej obecności w kraju, co jest ogromnym ułatwieniem. Jednak rosnące napięcia geopolityczne i protekcjonizm mogą wpłynąć na przyszłość tego rynku. Jeśli Chiny będą kontynuować politykę ograniczania dostępu do swoich technologii i zasobów, możliwe, że władze w Pekinie zaczną także faworyzować krajowych producentów kosztem zagranicznych marek.

Dla europejskich firm oznacza to konieczność strategicznego planowania – Chiny pozostają rynkiem ogromnych szans, ale w coraz większym stopniu wymagają elastyczności i dostosowania się do zmieniających się regulacji oraz oczekiwań konsumentów.


Co to oznacza dla e-commerce i globalnego biznesu?

Dla europejskich i polskich firm ta zmiana może mieć poważne konsekwencje. Jeśli Chiny zaczną wprowadzać coraz więcej barier w dostępie do swoich technologii, firmy zajmujące się e-commerce i logistyką mogą odczuć skutki rosnących ograniczeń w łańcuchach dostaw.

Już teraz widzimy rosnącą fragmentację globalnych rynków – amerykańskie firmy ograniczają współpracę z chińskimi dostawcami, a europejscy przedsiębiorcy muszą dostosować się do zmieniających się regulacji dotyczących importu technologii z Chin.

Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: czy świat zmierza w kierunku pełnej technologicznej „zimnej wojny”, w której zarówno Chiny, jak i USA będą blokować wzajemny dostęp do innowacji? A jeśli tak, to jak wpłynie to na globalny handel?

Jedno jest pewne – era jednokierunkowej globalizacji dobiegła końca. Teraz każdy kraj walczy o swoje interesy, a firmy muszą nauczyć się funkcjonować w świecie, w którym dostęp do kluczowych technologii jest coraz bardziej kontrolowany.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

osiemnaście + czternaście =