Najczęstsze upomnienia w niemieckim e-commerce: schematy, które regularnie kosztują tysiące euro
- Naruszenia prawa autorskiego: zdjęcia wciąż są najdroższą pułapką
- Ochrona designu: „zbyt podobny” produkt jako stały problem cross-border
- Znaki towarowe w nazwach ofert: słowa, które kosztują najwięcej
- Co te przypadki mówią o rynku niemieckim i ryzyku dla sprzedawców z Polski
- FAQ: najczęstsze pytania sprzedawców o upomnienia w Niemczech
14.01.2026
Prawo autorskie, ochrona designu i znaki towarowe to trzy obszary, w których sprzedawcy internetowi działający w Niemczech najczęściej popełniają kosztowne błędy. Regularne zestawienia upomnień kierowanych do handlu online pokazują, że nie są to incydenty ani jednostkowe „wpadki”, lecz powtarzalne schematy naruszeń, które każdego tygodnia generują realne koszty.
Dla sprzedawców z Polski sprzedających do Niemiec — przez marketplace, własny sklep lub media społecznościowe — to szczególnie istotne. Niemiecki system prawny opiera się na mechanizmie Abmahnung, czyli formalnego upomnienia przedsądowego. Jego celem jest szybkie zakończenie naruszenia, ale koszty — obsługa prawna, odszkodowanie, zobowiązania umowne — niemal zawsze obciążają przedsiębiorcę.
Najnowsze przypadki z ostatnich dni pokazują trzy klasyczne obszary ryzyka, których łączny koszt przekroczył 9 000 euro. Każdy z nich dotyczy sytuacji dobrze znanych polskim sprzedawcom: zdjęć w social mediach, produktów „inspirowanych” znanymi markami oraz nazw ofert na marketplace.
Naruszenia prawa autorskiego: zdjęcia wciąż są najdroższą pułapką
Najczęściej powracającym problemem w niemieckim e-commerce są naruszenia Urheberrecht, czyli prawa autorskiego. W ostatnim czasie upomnienie wystosowała dpa Picture Alliance GmbH, jedna z największych agencji zdjęciowych w Niemczech, reprezentowana przez kancelarię ksp. Rechtsanwälte. Wysokość roszczenia: 4 471,55 euro.
Sprawa dotyczyła publikacji zdjęcia psa na Facebooku. Osoba publikująca nie posiadała praw do wykorzystania fotografii. Kluczowy okazał się jednak nie sam fakt braku licencji, lecz czas trwania naruszenia. Zdjęcie było dostępne online przez ponad dziesięć lat. W niemieckiej praktyce oznacza to możliwość doliczenia odsetek za wieloletnie bezprawne użycie, co znacząco podnosi końcową kwotę.
Ten schemat powtarza się regularnie. Najczęściej problematyczne są:
- zdjęcia pobrane „z internetu”,
- grafiki z banków zdjęć użyte poza zakresem licencji,
- stare treści marketingowe, o których sprzedawca zapomniał,
- materiały publikowane w mediach społecznościowych.
Dla sprzedawców z Polski kluczowe jest zrozumienie, że media społecznościowe traktowane są w Niemczech jak narzędzie handlowe, jeżeli służą promocji marki lub sklepu. Profil firmowy na Facebooku czy Instagramie podlega tym samym zasadom co sklep internetowy. Brak dokumentacji licencyjnej praktycznie uniemożliwia skuteczną obronę.
Co to oznacza w praktyce?
Sprzedawca powinien posiadać archiwum licencji do wszystkich zdjęć wykorzystywanych w komunikacji. Dotyczy to także zdjęć sprzed lat. Szczególną ostrożność należy zachować przy grafikach generowanych przez sztuczną inteligencję — brak jednoznacznych regulacji nie oznacza braku ryzyka po stronie sprzedawcy.
Ochrona designu: „zbyt podobny” produkt jako stały problem cross-border
Drugim regularnie powracającym obszarem upomnień jest ochrona wzoru i designu produktów. W ostatnim przypadku upomnienie wystosowała Reisenthel Accessoires GmbH & Co. KG, reprezentowana przez kancelarię Maiwald. Koszt dla sprzedawcy: 3 200 euro.
Reisenthel zarzucił oferowanie koszyka, który był zbyt podobny do chronionego modelu „Bikebasket”. W niemieckim prawie ochrona designu jest bardzo silna i obejmuje nie tylko identyczne kopie, lecz także produkty uznane za wettbewerbswidrige Nachahmung, czyli niedozwolone naśladownictwo konkurencji.
Ten schemat szczególnie często dotyczy sprzedawców:
- importujących towary z Azji,
- oferujących produkty „no name”,
- sprzedających na Amazon i eBay,
- bazujących na opisach typu „inspired by”.
Z perspektywy niemieckiego prawa nie ma znaczenia, czy sprzedawca jest producentem. Odpowiedzialność ponosi podmiot, który wprowadza produkt do obrotu na rynku niemieckim. Argumenty w rodzaju „tak zapewniał dostawca” lub „produkt jest dostępny u innych sprzedawców” nie mają znaczenia prawnego.
Co to oznacza w praktyce dla sprzedawcy z Polski?
Każdy nowy produkt kierowany na rynek niemiecki powinien być sprawdzony pod kątem ochrony designu i znaku towarowego. Wymaga to weryfikacji w bazach DPMA (niemiecki urząd patentowy) oraz EUIPO (urząd unijny). Brak takiej procedury oznacza realne ryzyko kilku tysięcy euro kosztów — niezależnie od wolumenu sprzedaży.
Znaki towarowe w nazwach ofert: słowa, które kosztują najwięcej
Trzecim klasycznym schematem są naruszenia Markenrecht, czyli prawa znaków towarowych. W ostatnim przypadku chodziło o użycie określenia „Banksy-Art” w ofertach na eBay. Upomnienie wystosował właściciel znaku BANKSY-ART, reprezentowany przez kancelarię Jörg Ruland. Kwota roszczenia: 1 372,78 euro.
Sprzedawcy często zakładają, że użycie nazw artystów, marek lub stylów ma charakter wyłącznie opisowy. W niemieckiej praktyce granica między dozwolonym opisem a naruszeniem jest jednak bardzo wąska. Jeżeli nazwa jest używana w celu zwiększenia widoczności oferty lub sugeruje związek handlowy, może zostać uznana za naruszenie znaku towarowego.
Ten schemat powtarza się szczególnie często na marketplace, gdzie tytuł oferty ma kluczowe znaczenie dla sprzedaży. Algorytmy zachęcają do używania popularnych fraz, ale odpowiedzialność prawna spoczywa wyłącznie na sprzedawcy, nie na platformie.
Co to oznacza w praktyce?
Każda nazwa produktu, tytuł aukcji i opis powinny być sprawdzane pod kątem rejestrów znaków towarowych, takich jak TMView czy DPMAregister. Bezpieczniejszym rozwiązaniem jest stosowanie opisów neutralnych, opartych na cechach produktu, a nie na skojarzeniach marketingowych.
Co te przypadki mówią o rynku niemieckim i ryzyku dla sprzedawców z Polski
Te trzy przykłady dotyczą różnych obszarów prawa, ale prowadzą do jednego wniosku: ryzyko w niemieckim e-commerce jest systemowe i przewidywalne. Upomnienia nie są karą za „złą wolę”, lecz narzędziem egzekwowania standardów rynku.
Z perspektywy sprzedawcy z Polski oznacza to konieczność zmiany podejścia:
- z reaktywnego na prewencyjne,
- z „czy ktoś się przyczepi” na „czy to może być przedmiotem upomnienia”,
- z myślenia lokalnego na pełne cross-border compliance.
Z perspektywy konsumenta i regulatora niemieckiego system ten zapewnia przejrzystość, ochronę twórców i uczciwą konkurencję. Z perspektywy przedsiębiorcy — podnosi koszty wejścia, ale pozwala działać w przewidywalnym otoczeniu prawnym.
FAQ: najczęstsze pytania sprzedawców o upomnienia w Niemczech
Czy sprzedawca z Polski może dostać upomnienie z Niemiec?
Tak. Wystarczy, że oferta lub komunikacja jest skierowana do niemieckiego konsumenta.
Czy usunięcie zdjęcia lub oferty rozwiązuje problem?
Nie. Usunięcie naruszenia nie zwalnia z obowiązku zapłaty kosztów za okres, w którym ono trwało.
Który obszar jest najbardziej ryzykowny?
Prawo autorskie i znaki towarowe — są łatwe do monitorowania i szybko generują dowody.
Czy da się całkowicie uniknąć upomnień?
Nie, ale można znacząco ograniczyć ryzyko poprzez procedury, audyty treści i weryfikację produktów przed sprzedażą.


