Niemcy: Bez ostrzeżenia nie wolno blokować ofert – wyrok sądu ważny dla całego e-commerce
23.04.2025
Nowy wyrok sądu w Düsseldorfie może całkowicie zmienić sposób, w jaki działają zgłoszenia naruszeń praw własności na Amazon i innych platformach e-commerce. Sędziowie uznali, że właściciel znaku towarowego nie może już „z automatu” zgłaszać naruszeń do platformy, jeśli wcześniej nie spróbuje załatwić sprawy bezpośrednio z danym sprzedawcą. Co więcej – Amazon również został wskazany jako odpowiedzialny za bezpodstawne blokady.
O co chodziło w sprawie?
W skrócie: właścicielka patentu twierdziła, że produkt konkurencji – końcówka do wyciskarki – narusza jej prawa. Zgłosiła to Amazonowi, który zareagował typowo: usunął ofertę, a sprzedawca stracił sprzedaż i pozycję w wynikach wyszukiwania. Tyle że – jak orzekł sąd – patent nie został wcale naruszony. A sprzedawca niesłusznie oskarżony o naruszenie patentu miał rację, żądając nie tylko przywrócenia oferty, ale też odszkodowania w wysokości ponad 36 tys. euro.
To właśnie ten przypadek pokazał, jak bardzo automatyzm w blokowaniu ofert może być szkodliwy – i jak niewielką szansę na obronę mają uczciwi sprzedawcy.
Co zmienia ten wyrok?
Sąd w Düsseldorfie wskazał dwie kluczowe rzeczy:
- Zanim właściciel praw do produktu zgłosi naruszenie na Amazon, musi najpierw wysłać upomnienie (tzw. Abmahnung) do sprzedawcy. To forma oficjalnego ostrzeżenia – bardzo typowa dla niemieckiego prawa, ale nieznana w tej formie w polskim e-commerce. Jeśli sprzedawca po takim upomnieniu nie zareaguje, dopiero wtedy można zawiadomić platformę.
- Amazon nie może automatycznie blokować ofert tylko na podstawie zgłoszenia. Jeśli to zrobi, a zgłoszenie okaże się bezpodstawne, odpowiada za straty poniesione przez sprzedawcę. Sąd jasno wskazał: taka „na zapas” blokada może łamać unijne przepisy o odpowiedzialności platform cyfrowych.
Koniec automatyzmu, czas na analizę
To oznacza prawdziwą rewolucję dla takich gigantów jak Amazon, eBay czy Etsy. Dotąd działało to bardzo prosto: ktoś zgłasza naruszenie, oferta znika. Szybko, bezpiecznie – przynajmniej z perspektywy platformy. Teraz jednak sytuacja się odwraca: jeśli zablokujesz coś bez dowodów, możesz trafić przed sąd. Platformy muszą więc zainwestować w ludzi, którzy potrafią analizować sytuacje prawne – a to oznacza większe koszty, dłuższy czas reakcji i wyższe ryzyko.
Co to oznacza dla sprzedawców?
Po pierwsze: Twoje oferty nie mogą być już blokowane bez dowodów. Jeśli zostałeś zablokowany, a nikt wcześniej się z Tobą nie skontaktował – masz podstawy, by się bronić. W Niemczech (a wkrótce być może też w innych krajach UE) platforma nie może traktować Cię jak winnego tylko dlatego, że ktoś tak twierdzi.
Po drugie: Możesz walczyć o odszkodowanie. Sąd w Düsseldorfie uznał, że błędna blokada skutkowała stratami finansowymi i zasądził konkretne pieniądze na rzecz poszkodowanego. To otwiera drogę do dochodzenia roszczeń także dla polskich sprzedawców – zwłaszcza tych, którzy działają na Amazon.de.
A co z właścicielami marek?
Dla nich to również ostrzeżenie: nie wystarczy kliknąć „zgłoś naruszenie” i czekać, aż Amazon usunie konkurencję.Trzeba najpierw wysłać formalne ostrzeżenie – najlepiej z pomocą kancelarii – i dopiero jeśli to nie przyniesie efektu, można działać dalej. W przeciwnym razie to właściciel marki ponosi odpowiedzialność za ewentualne szkody.
Czy to koniec „Notice & Takedown”?
Nie do końca – sąd nie zakazał tego mechanizmu. Ale jasno zaznaczył: automatyczne reakcje bez analizy są niezgodne z unijnym prawem. To ogromna zmiana w myśleniu o odpowiedzialności w e-commerce.
Podsumowanie
Dla polskich firm sprzedających na Amazonie to bardzo dobra wiadomość. Ich prawa na niemieckim rynku są również lepiej chronione, a niemiecki system prawny zaczyna dostrzegać, że automatyczne zgłoszenia mogą niszczyć uczciwych przedsiębiorców. Warto dokumentować każdą blokadę, żądać uzasadnień i – jeśli trzeba – walczyć o odszkodowanie.


