Prawie 50 tys. euro za 13 zdjęć. Niemieckie upomnienia uderzają w e-commerce
- Prawie 47 tys. euro za zdjęcia z banku – dlaczego stawki są tak wysokie
- Co ten przypadek oznacza w praktyce dla sprzedawców z Polski
- Logo Stiftung Warentest – kiedy reklama zamienia się w naruszenie prawa
- Darmowe generatory tekstów prawnych też mogą kosztować
- Wspólny mianownik tych spraw – formalności, które niszczą marżę
23.01.2026
Prawie 47 tys. euro za 13 zdjęć produktowych, interwencja znanej niemieckiej fundacji testującej produkty oraz rachunek za brak jednego linku w polityce prywatności. Najnowsze przypadki z niemieckiej praktyki pokazują, że w e-commerce nie chodzi już o oczywiste oszustwa czy agresywną reklamę. Najdroższe błędy kryją się dziś w pozornych drobiazgach: grafice, logotypach i „darmowych” narzędziach prawnych. Dla sprzedawców z Polski, działających lub planujących sprzedaż do Niemiec, to sygnał ostrzegawczy, którego nie wolno zignorować.
Prawie 47 tys. euro za zdjęcia z banku – dlaczego stawki są tak wysokie
Kim jest Izmo Inc. i dlaczego jej zdjęcia są szczególnie „wrażliwe”
Upomnienie wystosowała spółka Izmo Inc., działająca globalnie dostawca profesjonalnych zdjęć produktowych, głównie dla branży motoryzacyjnej. Zdjęcia pochodzą z komercyjnej bazy stockowej izmostock.com i są licencjonowane wyłącznie odpłatnie, na jasno określonych zasadach: zakres terytorialny, czas wykorzystania, kanał publikacji.
W omawianym przypadku sprzedawca miał przez około dwa lata wykorzystywać 13 zdjęć pojazdów i akcesoriów bez jakiejkolwiek licencji. To wystarczyło, by niemiecka kancelaria działająca w imieniu właściciela praw zażądała łącznie 46 954,59 euro.
Jak w Niemczech liczy się opłaty za bezprawne użycie zdjęć
Kluczowe jest to, w jaki sposób w Niemczech kalkuluje się roszczenia przy naruszeniu praw autorskich. Punktem wyjścia jest tzw. fikcyjna opłata licencyjna – kwota, jaką sprzedawca musiałby zapłacić, gdyby od początku legalnie nabył licencję. W tym przypadku przyjęto stawkę bliską 2 tys. euro za jedno zdjęcie, przy uwzględnieniu dwuletniego okresu użycia i rynku niemieckojęzycznego.
Do tego doliczono:
- podwyższenie kwoty z powodu braku oznaczenia autora zdjęć,
- odsetki,
- koszty obsługi prawnej.
Efekt to suma, która dla wielu średnich sklepów internetowych oznacza realne zagrożenie płynności finansowej. Co istotne, niemieckie sądy co do zasady akceptują takie kalkulacje, o ile właściciel praw potrafi wykazać standardowe stawki rynkowe.
Co ten przypadek oznacza w praktyce dla sprzedawców z Polski
Zdjęcia producenta, marketplace i „materiały marketingowe”
Najczęstszy błąd popełniany przez sprzedawców z Polski polega na założeniu, że skoro zdjęcie „krąży w internecie”, to można je bezpiecznie wykorzystać. Dotyczy to zwłaszcza:
- materiałów otrzymanych od producenta lub hurtowni bez pisemnej licencji,
- zdjęć pobranych z kart produktów konkurencji,
- grafik używanych jednocześnie w sklepie własnym i na platformach typu Amazon czy eBay.
W Niemczech każdy z tych kanałów może być traktowany jako osobne pole eksploatacji. Brak jednoznacznej zgody na takie użycie oznacza ryzyko upomnienia – niezależnie od tego, czy sprzedawca działał w złej wierze.
Ryzyko kumulacji kosztów
Opisany przypadek pokazuje też, jak szybko narasta kwota roszczeń. Nawet jeżeli pojedyncze zdjęcie „kosztuje” kilka tysięcy euro, przy większym asortymencie suma rośnie lawinowo. Dla sprzedawcy cross-border oznacza to jedno: audyt zdjęć produktowych nie jest już kosmetyką, lecz elementem zarządzania ryzykiem.
Logo Stiftung Warentest – kiedy reklama zamienia się w naruszenie prawa
Czym jest Stiftung Warentest i dlaczego jej logo jest chronione podwójnie
Stiftung Warentest to jedna z najbardziej wpływowych instytucji konsumenckich w Niemczech, odpowiednik połączenia urzędu ochrony konsumentów i renomowanego magazynu testowego. Jej logo i znaki testowe są chronione nie tylko prawem autorskim, ale również przepisami o znakach towarowych i nieuczciwej konkurencji.
Użycie logo w celach marketingowych wymaga odpłatnej licencji, ograniczonej czasowo i przypisanej do konkretnych produktów.
Wygaśnięcie licencji jako podstawa do natychmiastowego upomnienia
W opisanym przypadku sprzedawca promował ofertę na eBayu, posługując się logo Stiftung Warentest, mimo że licencja wygasła w listopadzie 2025 r. Reakcja była natychmiastowa: wezwanie do usunięcia logo oraz przypomnienie, że ważność licencji można sprawdzić w dedykowanej aplikacji.
Dla sprzedawców z Polski to ważna lekcja. Nawet jeżeli produkt faktycznie był testowany, a wynik pozytywny, używanie znaku po wygaśnięciu licencji jest traktowane jak wprowadzanie konsumentów w błąd. Skutkiem może być nie tylko upomnienie, ale też zarzut naruszenia prawa konkurencji.
Darmowe generatory tekstów prawnych też mogą kosztować
Na jakiej zasadzie działa AdSimple i gdzie sprzedawcy popełniają błąd
Trzeci przypadek dotyczy generatora polityki prywatności oferowanego przez AdSimple GmbH. Narzędzie jest reklamowane jako bezpłatne, ale pod jednym warunkiem: na stronie musi znajdować się widoczny link do dostawcy tekstu.
Sprzedawca, który usunął lub nie dodał tego odnośnika, otrzymał wezwanie do zapłaty 299 euro – kwoty odpowiadającej licencji premium.
299 euro jako „opłata ratunkowa”
Z punktu widzenia prawa niemieckiego takie działanie mieści się w ramach umowy licencyjnej. Problem polega na tym, że wielu przedsiębiorców nie czyta warunków korzystania z „darmowych” narzędzi. W efekcie oszczędność kilkudziesięciu euro na tekście prawnym kończy się rachunkiem i korespondencją z kancelarią.

Wspólny mianownik tych spraw – formalności, które niszczą marżę
Perspektywa sprzedawcy z Polski
Każdy z opisanych przypadków dotyczy innego obszaru, ale mechanizm jest ten sam: brak kontroli nad formalnościami. Dla sprzedawcy z Polski oznacza to konieczność wdrożenia trzech podstawowych zasad. Po pierwsze, każde zdjęcie musi mieć jasne źródło i zakres licencji, najlepiej udokumentowany na piśmie. Po drugie, logotypy, znaki jakości i wyniki testów wymagają regularnej weryfikacji – nie tylko czy wolno ich używać, ale jak długo. Po trzecie, „darmowe” rozwiązania prawne należy traktować jak umowy, a nie prezenty.
Perspektywa konsumenta i regulatora
Z punktu widzenia niemieckiego konsumenta i instytucji nadzorczych rygorystyczne podejście ma chronić rynek przed wprowadzaniem w błąd i nieuczciwą konkurencją. Jeżeli ktoś korzysta z cudzych zdjęć lub logo bez zgody, zyskuje przewagę kosztem innych. Stąd szybkie reakcje i wysokie kwoty, które mają działać odstraszająco.
Dla polskich firm sprzedających do Niemiec te przypadki są czytelnym sygnałem: w cross-border e-commerce największe ryzyka nie zawsze kryją się w stawkach VAT czy logistyce, lecz w detalach, które łatwo przeoczyć. Zdjęcie, logo czy brak jednego linku mogą kosztować więcej niż cała kampania reklamowa.


