Przełom w sprawie unijnej dyrektywy o łańcuchach dostaw: próba osłabienia przepisów odrzucona przez Parlament Europejski
23.10.2025
W Parlamencie Europejskim nie doszło do przegłosowania kompromisu, który miał znacząco osłabić planowaną unijną dyrektywę o odpowiedzialności przedsiębiorstw w łańcuchach dostaw. Pomimo wcześniejszego porozumienia pomiędzy frakcjami Europejskiej Partii Ludowej (EVP), socjaldemokratami (S&D) i liberałami (Renew), w tajnym głosowaniu kompromis nie uzyskał większości. Oznacza to, że propozycja ograniczenia zakresu obowiązywania tzw. EU-Lieferkettengesetz – czyli europejskiego prawa o łańcuchach dostaw – chwilowo upadła.
Co zakładało osłabienie dyrektywy?
W pierwotnej wersji unijnego projektu obowiązek przestrzegania zasad odpowiedzialnego prowadzenia działalności gospodarczej miał dotyczyć przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 1 000 pracowników i osiągających roczny obrót przekraczający 450 milionów euro. Firmy te musiałyby wykazywać należyte starania (due diligence), by w ich łańcuchach dostaw nie dochodziło do łamania praw człowieka, wyzysku pracowników czy degradacji środowiska naturalnego.
Zgodnie z nowym, odrzuconym kompromisem, próg ten miał zostać drastycznie podniesiony – do 5 000 pracowników i 1,5 miliarda euro rocznego obrotu. W praktyce oznaczałoby to, że obowiązki związane z monitorowaniem łańcuchów dostaw dotyczyłyby tylko największych koncernów, a ogromna większość przedsiębiorstw działających w Unii Europejskiej zostałaby z tych wymogów wyłączona.
Jeszcze bardziej kontrowersyjną propozycją była rezygnacja z cywilnoprawnej odpowiedzialności firm za naruszenia przepisów o należytej staranności. To właśnie ten element stanowił jeden z kluczowych mechanizmów egzekwowania prawa – ofiary łamania praw człowieka lub środowiskowych nadużyć mogłyby bowiem dochodzić swoich roszczeń w sądach krajowych wobec europejskich przedsiębiorstw.
Odrzucenie kompromisu: nieoczekiwany zwrot akcji
Chociaż teoretycznie koalicja EVP, socjaldemokratów i liberałów dysponuje w Parlamencie Europejskim większością, to w tajnym głosowaniu część europosłów musiała zagłosować wbrew ustaleniom frakcji. Jak relacjonowała Tagesschau, brak większości zaskoczył obserwatorów i samych negocjatorów.
Posłanka Zielonych, Anna Cavazzini, określiła wynik głosowania mianem „Super-GAU” dla Europejskiej Partii Ludowej, czyli „katastrofy na pełną skalę”. Z kolei niektórzy socjaldemokraci już wcześniej wyrażali sprzeciw wobec zbyt daleko idących ustępstw wobec dużych korporacji. Lewica i Zieloni argumentowali, że proponowane zmiany całkowicie wypaczałyby sens ustawy, czyniąc z niej „pustą deklarację polityczną”.
Frakcje skrajnie prawicowe również głosowały przeciwko kompromisowi – ich zdaniem prawo i tak zbyt mocno obciąża europejskie przedsiębiorstwa i może zniechęcać do inwestycji.
Co dalej z unijną dyrektywą o łańcuchach dostaw?
Mimo niepowodzenia głosowania proces legislacyjny nie został zakończony. Zgodnie z zapowiedziami, kolejna próba przyjęcia ustawy odbędzie się w listopadzie 2025 roku. Do tego czasu wszystkie frakcje mają możliwość zgłaszania poprawek i nowych propozycji.
Eksperci wskazują, że obecny impas może doprowadzić do wypracowania bardziej wyważonej wersji przepisów, która z jednej strony zabezpieczy prawa człowieka i środowisko, z drugiej zaś – nie będzie nadmiernym obciążeniem dla europejskich firm, zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP).
Co oznacza to dla polskich sprzedawców i eksporterów?
Dla polskich firm sprzedających na rynkach zachodnich – szczególnie w Niemczech, Francji czy Holandii – rozwój unijnej dyrektywy o łańcuchach dostaw ma kluczowe znaczenie. Niezależnie od ostatecznego kształtu przepisów, trend regulacyjny jest jasny: od firm oczekuje się coraz większej przejrzystości i odpowiedzialności w całym łańcuchu dostaw, od surowca po finalny produkt.
Już dziś przedsiębiorstwa współpracujące z dużymi europejskimi partnerami są zobowiązane do przedstawiania danych dotyczących pochodzenia towarów, warunków pracy czy wpływu na środowisko. W przypadku wejścia w życie pełnej wersji dyrektywy – nawet bez osłabień – te obowiązki staną się powszechne.
Dla sprzedawców e-commerce może to oznaczać konieczność dokładniejszego weryfikowania dostawców, zwłaszcza w sektorach takich jak moda, elektronika czy kosmetyki. Platformy sprzedażowe, jak Amazon czy eBay, już dziś wymagają od sprzedawców zgodności z wewnętrznymi kodeksami etycznymi. Wprowadzenie unijnych przepisów może sprawić, że te wymogi zostaną ujednolicone w całej Unii Europejskiej.
Europejski kontekst: Niemcy jako pionier, Unia wciąż się waha
Warto przypomnieć, że Niemcy już od 2023 roku posiadają własną ustawę o łańcuchach dostaw (Lieferkettengesetz), która zobowiązuje firmy zatrudniające ponad 1 000 osób do kontroli swoich dostawców pod kątem naruszeń praw człowieka i norm środowiskowych. Choć przepisy te spotkały się z krytyką części środowisk biznesowych, niemiecki model stał się punktem odniesienia dla unijnej regulacji.
Z tego powodu decyzja Parlamentu Europejskiego ma także polityczne znaczenie: ewentualne osłabienie unijnej wersji dyrektywy mogłoby osłabić konkurencyjność firm z krajów, które już wdrożyły surowsze normy – w tym właśnie Niemiec.
Podsumowanie
Odrzucenie kompromisu w sprawie złagodzenia unijnego prawa o łańcuchach dostaw pokazuje, że Parlament Europejski nie jest gotowy na rezygnację z ambicji ochrony praw człowieka i środowiska. Wynik głosowania otwiera nowy etap negocjacji, który może przesądzić o ostatecznym kształcie jednego z najważniejszych aktów prawnych dla europejskiego biznesu ostatnich lat.
Dla polskich przedsiębiorców to sygnał, by już teraz inwestować w przejrzystość procesów zakupowych, śledzenie pochodzenia produktów i etyczne standardy współpracy z dostawcami – nie tylko ze względu na prawo, ale także rosnące oczekiwania partnerów i konsumentów w całej Europie.


