Temu, Shein i spółka zalewają UE paczkami. 5,8 mld przesyłek uzasadnia opłatę za tanie przesyłki

Podsumuj artykuł z AI
ChatGPT
Gemini (Kopiuj)

28.01.2026

Do Unii Europejskiej trafia dziś więcej tanich paczek z Azji niż kiedykolwiek wcześniej. Skala zjawiska przestała być statystyczną ciekawostką, a zaczęła realnie wpływać na konkurencję, bezpieczeństwo konsumentów i dochody państw członkowskich. Nic dziwnego, że Bruksela coraz mocniej naciska na wprowadzenie opłaty za takie przesyłki – zanim całkowicie zniknie obecne zwolnienie celne do 150 euro.

Dla sprzedawców z Polski, zwłaszcza tych działających na rynku niemieckim, to jeden z ważniejszych tematów regulacyjnych 2026 roku.

Lawina tanich paczek do UE przestała być marginalnym problemem

Według danych Komisji Europejskiej w 2025 roku do Unii Europejskiej trafiło 5,8 miliarda przesyłek o niskiej wartości, czyli takich, których deklarowana wartość nie przekracza 150 euro. To aż 26-procentowy wzrost rok do roku. Zdecydowana większość tych paczek pochodziła z Chin i była wysyłana bezpośrednio do konsumentów końcowych.

Ten model logistyczny napędzają przede wszystkim globalne platformy sprzedażowe, które wysyłają towar prosto z Azji, omijając klasyczne kanały importowe. Dzięki temu są w stanie oferować bardzo niskie ceny, szybkie kampanie promocyjne i agresywną ekspansję na rynki UE.

Z punktu widzenia Brukseli tempo wzrostu stało się problemem systemowym. Dirk Gotink, eurodeputowany i główny negocjator reformy unijnego prawa celnego, wprost mówi o „tempie nie do utrzymania”. To ważne stanowisko, bo Gotink odpowiada za kształt przyszłych przepisów, które mają całkowicie zmienić sposób obsługi importu e-commerce w UE.

Dla europejskich sprzedawców – w tym firm z Polski sprzedających do Niemiec – oznacza to, że presja regulacyjna nie jest już kwestią „politycznych planów”, lecz realnych decyzji z konkretnymi terminami.

Skąd wziął się problem – granica 150 euro i jej skutki uboczne

Obecny system opiera się na tzw. zwolnieniu celnym dla przesyłek o niskiej wartości. W praktyce oznacza to, że towary importowane do UE o deklarowanej wartości poniżej 150 euro nie podlegają cłu. Rozwiązanie to miało kiedyś uprościć handel i zmniejszyć obciążenie administracyjne po stronie celników.

W erze masowego e-commerce stało się jednak narzędziem do skalowania taniego importu.

Platformy wysyłające bezpośrednio z Azji mogą dzielić zamówienia na pojedyncze paczki, każdą formalnie „poniżej progu”, i w ten sposób unikać kosztów, które ponoszą europejscy sprzedawcy. Ci ostatni muszą rozliczać VAT, cło (jeśli dotyczy), spełniać lokalne wymogi produktowe, finansować logistykę zwrotów i obsługę klienta zgodną z prawem UE.

Problem pogłębia systematyczne zaniżanie wartości przesyłek. Komisja Europejska szacuje, że około 65 procent małych paczek trafiających do UE ma celowo zaniżoną deklarowaną wartość, aby ominąć obowiązki celne. To nie tylko strata dla budżetów państw członkowskich, ale też poważne naruszenie zasad uczciwej konkurencji.

Z perspektywy sprzedawcy z Polski oznacza to konkurowanie z podmiotami, które w praktyce działają poza tym samym reżimem kosztowym i regulacyjnym.

Opłata 3 euro za paczkę jako rozwiązanie przejściowe

W odpowiedzi na rosnącą skalę importu Komisja Europejska planuje wprowadzenie ryczałtowej opłaty w wysokości 3 euro za każdą paczkę o niskiej wartości. Zgodnie z obecnymi zapowiedziami ma ona obowiązywać od 1 lipca 2026 roku, choć europosłowie naciskają, aby realnie wdrożyć ją jak najszybciej.

To rozwiązanie ma charakter przejściowy. Docelowym celem jest bowiem całkowite zniesienie zwolnienia celnego do 150 euro i objęcie wszystkich importowanych towarów – od pierwszego euro – standardowymi procedurami celnymi.

Warto podkreślić, że planowana opłata nie jest klasycznym cłem. To raczej opłata manipulacyjna mająca pokryć koszty obsługi celnej i kontroli masowych przesyłek. Z punktu widzenia UE to sposób na szybkie „zatkanie dziury” w systemie, zanim wejdzie pełna reforma.

Dla sprzedawców z UE istotne jest to, że opłata będzie naliczana od paczki, a nie od wartości towaru. W modelu sprzedaży opartym na tanich, pojedynczych przesyłkach bezpośrednich z Azji oznacza to realny wzrost kosztów jednostkowych – szczególnie przy produktach o bardzo niskiej cenie.

Bezpieczeństwo produktów i presja regulatorów

Finanse i konkurencja to tylko jedna strona problemu. Drugą są standardy bezpieczeństwa produktów trafiających na rynek unijny. Komisja Europejska od dłuższego czasu alarmuje, że część importowanych towarów nie spełnia unijnych norm, a kontrole przy takiej skali przesyłek są bardzo ograniczone.

Szczególnie wrażliwą kategorią są produkty dla dzieci. Testy prowadzone w ostatnich latach przez organizacje branżowe i instytucje konsumenckie pokazują, że znaczna część tanich zabawek sprzedawanych online nie spełnia europejskich wymogów bezpieczeństwa – od problemów mechanicznych po obecność niebezpiecznych substancji chemicznych.

Z perspektywy regulatorów opłata za paczki i reforma celna mają więc podwójny cel: odzyskanie kontroli nad rynkiemoraz ochronę konsumentów. Dla sprzedawców działających legalnie w UE to istotny argument – nie chodzi wyłącznie o ochronę lokalnego handlu, lecz o egzekwowanie tych samych zasad wobec wszystkich.

Nie bez znaczenia jest też kontekst międzynarodowy. Stany Zjednoczone już wcześniej zrezygnowały ze swojego odpowiednika zwolnienia „de minimis”, co wzbudziło obawy, że tanie towary z Azji zostaną masowo przekierowane do Europy. To dodatkowo przyspieszyło działania Brukseli.

Co to oznacza w praktyce dla sprzedawców z Polski

Dla polskich firm sprzedających do Niemiec i innych krajów UE planowane zmiany mogą oznaczać realne przesunięcie punktu równowagi konkurencyjnej. Opłata 3 euro nie sprawi, że tanie platformy znikną z rynku, ale może ograniczyć ich największą przewagę: ekstremalnie niską cenę jednostkową.

W praktyce sprzedawcy z Polski mogą zyskać na kilku poziomach. Po pierwsze, wyrównanie kosztów importuzmniejszy presję cenową w najbardziej wrażliwych kategoriach. Po drugie, większy nacisk na kontrole celne i produktowe może ograniczyć napływ towarów niespełniających norm, co poprawi zaufanie konsumentów do oferty dostępnej na rynku UE.

Z drugiej strony warto pamiętać, że reforma celna będzie miała wpływ także na europejskich sprzedawców korzystających z globalnych łańcuchów dostaw. Firmy importujące towar spoza UE powinny już teraz przygotować się na bardziej sformalizowane procedury, większą transparentność deklaracji i potencjalne zmiany kosztowe.

Z perspektywy sprzedawcy kluczowa jest przewidywalność. Zapowiedź opłaty i likwidacji zwolnienia do 150 euro daje jasny sygnał, że dotychczasowy model masowego, taniego importu bez większych kontroli dobiega końca. Z perspektywy konsumenta i regulatora to próba odzyskania kontroli nad rynkiem, bezpieczeństwem i wpływami budżetowymi.

Nie jest to jeszcze rewolucja, ale wyraźny sygnał kierunku, w którym zmierza europejski e-commerce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

osiemnaście − 14 =