Amazon odzyskuje przewagę w wyścigu sztucznej inteligencji: mega-kontrakt z OpenAI, płatna SP-API i nowa era monetyzacji narzędzi
- 38 miliardów dolarów dla OpenAI – największy kontrakt infrastrukturalny w historii AWS
- Pozycja Microsoftu pod presją – Amazon kontratakuje w sektorze AI
- SP-API staje się płatne – koniec darmowej integracji z Amazon
- Narzędzia e-commerce muszą przeprojektować swoje modele
- Amazon Marketing Stream zostaje nietknięty – i to nieprzypadkowo
- A co z ryzykiem? Październikowa awaria AWS przypomina o jednej rzeczy
- Czy Alexa wreszcie stanie się użyteczna?
- Wnioski: Amazon wraca na szczyt – ale rachunek zapłacą narzędzia
4.11.2025
Amazon długo był postrzegany jako gigant, który w wyścigu o dominację w sztucznej inteligencji został zepchnięty na dalszy plan przez Microsoft i Google. Jednak początek listopada 2025 roku pokazał, że ta narracja traci aktualność. W ciągu zaledwie kilku dni Amazon ogłosił dwa strategiczne ruchy, które razem mogą diametralnie zmienić jego pozycję – zarówno w globalnym sektorze technologii, jak i w praktycznym funkcjonowaniu całego e-commerce.
Pierwszy z nich to siedmioletni kontrakt z OpenAI o wartości 38 miliardów dolarów, który zapewnia twórcy ChatGPT dostęp do infrastruktury Amazon Web Services (AWS) na niespotykaną dotąd skalę. Drugi – wprowadzenie opłat dla zewnętrznych deweloperów korzystających z Selling Partner API (SP-API), czyli interfejsu stanowiącego kręgosłup tysięcy narzędzi wykorzystywanych przez sprzedawców na Amazon.
Dla całego sektora sprzedaży internetowej to moment przełomowy. Amazon nie tylko odzyskuje tempo w rozwoju sztucznej inteligencji, ale też przekształca swój ekosystem w „maszynę do drukowania pieniędzy”.
38 miliardów dolarów dla OpenAI – największy kontrakt infrastrukturalny w historii AWS
Podpisane 3 listopada porozumienie między Amazon Web Services a OpenAI to dla obu stron umowa strategiczna i symboliczna. Dla OpenAI oznacza ono natychmiastowy dostęp do ogromnej mocy obliczeniowej AWS, zbudowanej z setek tysięcy najnowszych procesorów graficznych NVIDIA (GB200 i GB300) połączonych w klastrach Amazon EC2 UltraServers. Umowa przewiduje możliwość skalowania do dziesiątek milionów CPU, co umożliwi zarówno trenowanie modeli nowej generacji, jak i ich bieżące uruchamianie w produktach takich jak ChatGPT.
Dla Amazon natomiast jest to nie tylko nowy kontrakt, ale także symboliczny powrót do pierwszej ligi graczy AI po okresie, w którym to Microsoft wydawał się niekwestionowanym liderem. Wystarczy przypomnieć, że OpenAI ma z Microsoft podpisaną umowę na 250 miliardów dolarów w usługach Azure, a z Oracle – aż na 300 miliardów. Umowa z AWS jest mniejsza, ale za to realnie uruchamiana już teraz, w odróżnieniu od kontraktu z Oracle, który ruszy dopiero w 2027 roku. Amazon nie chce więc czekać – chce działać.
AWS stawia tu na swoje kluczowe przewagi: bezpieczeństwo, skalowalność i wydajność infrastruktury. Dla użytkowników biznesowych oznacza to, że modele OpenAI będą bardziej dostępne w regionach europejskich i wbudowane głębiej w ekosystem Amazon – w tym w narzędzia takie jak Amazon Bedrock, Amazon SageMaker i Amazon Marketing Cloud. To z kolei oznacza, że polscy sprzedawcy i marki działające na Amazon mogą wkrótce korzystać z rozwiązań generatywnej AI bezpośrednio w tych usługach, bez konieczności pośredników.
Pozycja Microsoftu pod presją – Amazon kontratakuje w sektorze AI
Do tej pory to Microsoft budował przewagę dzięki wyłącznej współpracy z OpenAI. Azure był domem dla modeli GPT, a inwestycje sięgnęły dziesiątek miliardów dolarów. Jednak ostatnia restrukturyzacja OpenAI – w tym przekształcenie organizacji w spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością nastawioną na zysk – otworzyła drogę do współpracy z innymi dostawcami chmur. Amazon błyskawicznie wykorzystał tę lukę.
Dla kontekstu warto dodać, że jeszcze rok temu udział AWS w globalnych wydatkach na chmurę spadał (z 50% w 2018 roku do ok. 38% w 2024), a największe kontrakty z branży AI zgarniali Microsoft, Google i Oracle. Teraz, dzięki partnerstwu z OpenAI, Amazon nie tylko wraca do rozmowy, ale faktycznie zdobywa nowe przyczółki w najbardziej pożądanym sektorze technologicznym.
To także ważny sygnał dla inwestorów. Po ogłoszeniu umowy akcje Amazon wzrosły o ponad 4%, co przełożyło się na niemal 100 miliardów dolarów wzrostu wartości rynkowej. W praktyce to pokazuje, że rynek uznał kontrakt z OpenAI za coś więcej niż PR – za realny motor wzrostu w nadchodzących latach.
SP-API staje się płatne – koniec darmowej integracji z Amazon
Zaledwie kilka godzin po ogłoszeniu współpracy z OpenAI Amazon poinformował o kolejnej, tym razem wewnętrznej rewolucji: od 31 stycznia 2026 roku wszyscy zewnętrzni deweloperzy korzystający z SP-API zapłacą roczny abonament w wysokości 1400 dolarów. To jednak dopiero początek. Od 30 kwietnia 2026 roku wchodzi w życie również model opłat zależny od liczby zapytań typu GET – podstawowych żądań danych, na których opierają się niemal wszystkie aplikacje analityczne i narzędzia e-commerce.
Najniższy poziom Basic pozwoli na 2,5 miliona zapytań miesięcznie bez dodatkowych kosztów. W wersjach Pro (25 mln zapytań) i Plus (250 mln) pojawią się już odpowiednio miesięczne opłaty w wysokości 1000 i 10 000 dolarów. Dodatkowe zapytania będą kosztować 0,40 dolara za każde 1000 żądań.
Dla użytkowników końcowych – sprzedawców i marek – może to oznaczać jedno: podwyżki cen za korzystanie z popularnych narzędzi, które na co dzień z SP-API korzystają. Mowa tu o takich gigantach jak Helium 10, Jungle Scout, SellerApp, Pacvue, Perpetua czy DataHawk, ale również o mniejszych integratorach ERP i systemach do automatyzacji ofert.
Do tej pory API Amazona było de facto darmowe, co pozwalało twórcom narzędzi budować rentowne modele subskrypcyjne bez większych kosztów operacyjnych. Teraz każdy GET będzie miał swoją cenę. A to oznacza, że Amazon zamierza współuczestniczyć w przychodach całego ekosystemu, który sam stworzył.
Narzędzia e-commerce muszą przeprojektować swoje modele
Dla firm takich jak Helium 10 czy Jungle Scout nowa polityka to podwójne wyzwanie: z jednej strony zwiększone koszty utrzymania infrastruktury, z drugiej – konieczność optymalizacji liczby wywołań API, by utrzymać ceny w ryzach.
W praktyce oznacza to powrót do dobrych praktyk, o których wielu deweloperów przez lata zapominało: lokalne cache’owanie danych, łączenie zapytań, wykonywanie aktualizacji przyrostowych (tzw. delta updates) i harmonogramowanie odświeżeń. Kto tego nie zrobi, może zderzyć się z rachunkiem, który przewyższy marżę z subskrypcji.
To także sygnał dla sprzedawców: w 2026 roku trzeba będzie dokładnie przyjrzeć się, które narzędzia realnie pomagają w sprzedaży, a które tylko „ładnie wyglądają” w dashboardzie. Amazon w komunikacie uspokaja, że jego własne narzędzia – m.in. Amazon Advertising Console, Brand Analytics, A+ Content Manager i Amazon Marketing Stream – pozostają nieobjęte nowymi opłatami. W praktyce to zachęta, by część zadań przenieść z zewnętrznych aplikacji do natywnych rozwiązań Amazon.
Amazon Marketing Stream zostaje nietknięty – i to nieprzypadkowo
Warto zauważyć, że jedynym segmentem ekosystemu, który pozostaje całkowicie poza zmianami cenowymi, jest Amazon Marketing Stream (AMS) – strumień danych reklamowych w czasie rzeczywistym. To nie przypadek. AMS jest dziś jednym z najdynamiczniej rozwijających się produktów Amazona, a jego otwartość dla agencji i analityków przekłada się na gwałtowny wzrost wydatków na reklamę w ramach Amazon Ads.
Z perspektywy strategii biznesowej to jasny sygnał: Amazon będzie zarabiał na infrastrukturze (chmura, SP-API), ale nie zamierza zniechęcać reklamodawców. Wręcz przeciwnie – chce ich jak najwięcej. Jak ironicznie zauważył jeden z niemieckich komentatorów: „Amazon rozszerzył swoje sieci reklamowe na prawie wszystkich, a teraz tylko przypomniał, że za dane trzeba płacić – ale reklamy? Te zawsze są mile widziane”.
A co z ryzykiem? Październikowa awaria AWS przypomina o jednej rzeczy
Zaledwie dwa tygodnie przed ogłoszeniem nowego kontraktu z OpenAI świat e-commerce (i nie tylko) doświadczył kilku godzin cyfrowego paraliżu. Awaria w regionie US-EAST-1 (Virginia) zatrzymała działanie dziesiątek serwisów: od Snapchat i Zoom po Canva, Shopify, Roblox, a nawet Seller Central – panel sprzedawcy Amazon. Przeczytaj więcej tutaj.
Dla wielu firm był to bolesny dowód na to, że potęga chmury jest jednocześnie jej największym ryzykiem. 33% światowego rynku usług chmurowych kontroluje dziś AWS, a jego awaria może błyskawicznie przełożyć się na straty sprzedaży, opóźnienia w zamówieniach i utratę zaufania klientów.
Dlatego wraz z każdą nową integracją – czy to z OpenAI, czy z SP-API – przedsiębiorcy powinni pamiętać o dywersyfikacji infrastruktury. Równoległe kanały sprzedaży (np. Allegro, eBay, Kaufland.de), alternatywne narzędzia komunikacji z klientem (lokalne serwery SMTP, kopie danych w innej chmurze) i gotowy plan awaryjny to dziś nie luksus, lecz obowiązek.
Czy Alexa wreszcie stanie się użyteczna?
To pytanie, które Amazon słyszy od lat – niemal tak często, jak użytkownicy słyszą od Alexy: „Przepraszam, nie zrozumiałam pytania”. Przez dekadę była ona obietnicą sztucznej inteligencji w domu, która miała zarządzać naszym życiem, a skończyła jako cyfrowy minutnik i głośnik z pogodą. Jej rozmowy z użytkownikiem przypominały raczej starą automatyczną sekretarkę niż asystenta przyszłości.
A jednak coś może się zmienić. Partnerstwo Amazona z OpenAI może tchnąć w Alexę prawdziwy sens słowa „inteligencja”. Po raz pierwszy Amazon ma dostęp do technologii, która potrafi nie tylko rozpoznawać komendy, ale też rozumieć kontekst, intencje i prowadzić rozmowę jak człowiek. Jeśli ChatGPT potrafi doradzić, napisać ofertę sprzedażową, zaplanować podróż i rozwiązać problem z kodem, to może wreszcie Alexa nauczy się odpowiadać na pytania inne niż „jaka jest pogoda w Berlinie?”.
Nie byłby to zresztą pierwszy przypadek sztucznego przebudzenia w świecie asystentów głosowych. Siri, przez lata równie „błyskotliwa” co Alexa, niedawno zaczęła wreszcie zadawać sensowne pytanie: „Czy chcesz, żebym zapytała ChatGPT?”. Apple po latach przyznało, że własny system nie daje rady i że bez integracji z prawdziwą generatywną AI nie ma co marzyć o byciu użytecznym. Amazon stoi dziś w identycznym punkcie – z tą różnicą, że ma w rękach znacznie większy potencjał danych i platform sprzedażowych, które Alexa mogłaby faktycznie wykorzystać.
Pytanie brzmi więc nie „czy może?”, ale „czy Amazon pozwoli?”. Bo jeśli Alexa faktycznie dostanie „mózg” OpenAI – zdolność rozumienia, planowania i reagowania „po ludzku” – mogłaby z miejsca stać się najpotężniejszym osobistym asystentem na rynku. Jeśli jednak współpraca skończy się na kosmetycznym liftingu głosu i nowym sposobie mówienia „nie rozumiem pytania”, to użytkownicy nadal będą woleli zapytać Siri… a ta, przynajmniej z klasą, zapyta ChatGPT o odpowiedź.
Wnioski: Amazon wraca na szczyt – ale rachunek zapłacą narzędzia
Amazon nie przegrywa w wyścigu sztucznej inteligencji – on właśnie wraca do gry w wielkim stylu. Umowa z OpenAI to nie tylko technologiczne partnerstwo, lecz także sygnał dla rynku: AWS znów jest kluczowym graczem w globalnym ekosystemie AI. Jednocześnie, wprowadzając opłaty za SP-API, Amazon jasno pokazuje, że nadszedł czas na monetyzację wszystkiego, co przez lata budowało wartość jego platformy.
Dla sprzedawców oznacza to, że warto trzymać rękę na pulsie – aktualizować narzędzia, korzystać z natywnych rozwiązań Amazon i planować odporność operacyjną. Dla twórców aplikacji takich jak Helium 10 to czas na optymalizację i innowację – bo Amazon nie zamierza już finansować ich sukcesu za darmo.


