Amazon wprowadza coroczną certyfikację zabawek. Czy sprzedawcy wytrzymają presję przed świętami?
24.09.2025 | Aktualizacja (listopad 2025): Amazon doprecyzowuje zasady dotyczące nowej polityki bezpieczeństwa zabawek – sprzedawcy zyskali więcej czasu i jasność w kwestii wymogów
W ostatnich tygodniach wokół nowej polityki Amazon dotyczącej bezpieczeństwa zabawek narosło wiele nieporozumień. Po licznych skargach sprzedawców i błędnych interpretacjach publikowanych nawet w branżowych mediach, Amazon oficjalnie potwierdził, że nie wymaga ukończenia testów bezpieczeństwa do dnia wskazanego w komunikatach Seller Central. Wystarczy, że sprzedawca do tego terminu zleci badanie akredytowanemu laboratorium z listy zatwierdzonych przez Amazon (TIC) – samo zlecenie uznawane jest za spełnienie obowiązku terminowego. Testy mogą zostać ukończone później, a wyniki laboratoria przesyłają bezpośrednio do Amazon. To kluczowa zmiana, która znacznie zmniejsza presję czasową, szczególnie w okresie przedświątecznym. Amazon jednocześnie zapowiedział, że listy laboratoriów i opisy procedur w centrum pomocy są obecnie aktualizowane – wcześniejsze wersje zawierały bowiem nieprecyzyjne sformułowania. Dodatkowo potwierdzono, że istniejące raporty i certyfikaty zgodności mogą być ponownie zatwierdzone przez akredytowane laboratorium bez konieczności pełnych testów, a w przypadku produktów markowych, takich jak LEGO czy Hasbro, weryfikacja ASIN przez Amazon lub innego sprzedawcę zwykle wystarcza – nie jest wymagane ponowne badanie przez każdego sprzedawcę z osobna. Zmiana ta ma kluczowe znaczenie dla dystrybutorów i mniejszych firm, które obawiały się masowych blokad ofert zabawek przed szczytem sezonu świątecznego. Amazon podkreśla, że celem regulacji nie jest zwiększenie biurokracji, lecz zapewnienie, że w sprzedaży pozostaną jedynie produkty bezpieczne i zgodne z obowiązującymi normami. Mimo to eksperci zalecają sprzedawcom, aby udokumentowali zlecenie badań i regularnie sprawdzali aktualizacje komunikatów w Seller Central, gdyż treści pomocy i FAQ są nadal w procesie doprecyzowania.
Pierwotny artykuł
Sprzedaż zabawek od lat stanowi jeden z najważniejszych filarów sezonu świątecznego w e-commerce. To właśnie w listopadzie i grudniu miliony klientów poszukują prezentów, a kategoria dziecięca generuje rekordowe obroty. W tym roku sprzedawców czeka jednak poważne utrudnienie – Amazon wprowadził nową politykę, która wymaga od każdego sprzedawcy przeprowadzania corocznej weryfikacji bezpieczeństwa produktów zaklasyfikowanych jako zabawki. Wielu handlarzy mówi wprost: „To może nas zniszczyć”.
Na czym polega nowy wymóg Amazon?
Zgodnie z nową polityką, obowiązującą od września 2025 roku, każdy sprzedawca oferujący zabawki na Amazonie musi corocznie współpracować z zewnętrznym laboratorium z listy zatwierdzonej przez platformę. Takie laboratorium (TIC – Testing, Inspection & Certification) może albo przeprowadzić pełne testy produktu, albo zweryfikować i zatwierdzić już istniejące dokumenty, takie jak raporty badań, deklaracje zgodności (DoC) czy potwierdzenia oznakowania.
To oznacza, że sprzedawca ma wybór: nowe badania albo weryfikacja istniejących dokumentów. W teorii więc Amazon nie odrzuca automatycznie istniejących certyfikatów, ale wymaga, aby zostały one sprawdzone i potwierdzone przez podmiot z listy akceptowanych przez Amazon (lub pobierz listę jako PDF tutaj – stan w dniu publikacji artykułu.

Tym samym Amazon wymaga od sprzedawców czegoś więcej niż prawo unijne. W Unii Europejskiej producent lub importer odpowiada za zgodność produktów z dyrektywą w sprawie bezpieczeństwa zabawek i powinien posiadać stosowne dokumenty. Testy są ważne tak długo, jak długo produkt ani przepisy się nie zmieniają. Amazon natomiast narzuca cykl coroczny.
Co Amazon uznaje za zabawkę?
Definicja zabawek przyjęta przez Amazon jest szeroka. Zalicza się do nich wszystkie produkty przeznaczone dla dzieci poniżej 14. roku życia, niezależnie od tego, czy służą do nauki, zabawy, czy rozwijania kreatywności. Brane są pod uwagę m.in. oznaczenia wiekowe na opakowaniu, sposób prezentacji produktu w reklamach oraz ogólna percepcja konsumentów.
W praktyce oznacza to, że system automatycznej klasyfikacji Amazon może zakwalifikować do kategorii „zabawki” także artykuły, które niekoniecznie są nimi w potocznym rozumieniu – np. gadżety kolekcjonerskie dla dorosłych czy zestawy kreatywne, które jedynie przypominają zabawki. Sprzedawcy donoszą, że w ich panelach sprzedażowych pojawiły się setki komunikatów o brakach w zakresie „bezpieczeństwa produktów”, nawet dla prostych przedmiotów, takich jak balony foliowe, naklejki czy kolorowanki.
Koszty mogą zniszczyć mniejszych sprzedawców
Największym problemem są koszty. Jeden z niemieckich sprzedawców wyliczył, że przy stawce 100 euro za badanie i ofercie 2000 różnych produktów, roczny koszt certyfikacji sięgnąłby 200 000 euro. W rzeczywistości ceny podawane przez laboratoria wahają się od kilkuset do nawet kilku tysięcy euro za test, w zależności od rodzaju produktu. Co gorsza, Amazon wymaga osobnych raportów dla każdej odmiany produktu (np. inny kolor czy rozmiar lalki), nawet jeśli dotychczasowe certyfikaty obejmowały całą serię.
Teoretycznie można ograniczyć koszty, grupując produkty w „rodziny” (np. różne kolory czy warianty wykonane z identycznych materiałów). Wówczas TIC zatwierdza istniejące raporty i deklaracje dla całej grupy produktów. W praktyce jednak wielu sprzedawców obawia się, że laboratoria i tak naliczają opłaty zbliżone do nowych badań, a w razie braków w dokumentacji zlecają testy od podstaw. Dlatego dla szerokiego asortymentu drobnych zabawek problem pozostaje bardzo dotkliwy.
Krytyka w społeczności sprzedawców
Na forach Amazon Seller Central pojawiła się fala krytyki. Sprzedawcy podkreślają, że:
- Amazon nie uznaje automatycznie istniejących certyfikatów, nawet jeśli zostały wydane przez akredytowane laboratoria w UE zgodnie z ISO 17025.
- Certyfikaty mają w Europie kilkuletnią ważność, a coroczny obowiązek badań to sztuczne generowanie kosztów bez faktycznego zwiększenia bezpieczeństwa.
- Terminy wyznaczone przez Amazon są nierealne – proces od zamówienia testu, przez dostarczenie próbek, aż po wydanie raportu trwa tygodniami, a sprzedawcy dostali czas tylko do 1 listopada 2025 roku.
- W praktyce oznacza to wyłączenie z oferty wielu tysięcy produktów przed startem sezonu świątecznego.
Amazon odpowiada, że istnieje możliwość przedstawienia już posiadanych raportów i certyfikatów akredytowanym firmom z zatwierdzonej listy. Laboratoria mogą wówczas potwierdzić ich ważność i przekazać je do Amazon, co teoretycznie powinno ograniczyć konieczność pełnego powtarzania badań. W praktyce jednak również ten proces wiąże się z kosztami i dodatkowymi procedurami, a w wielu przypadkach laboratoria i tak wymagają pełnych badań próbek. Dlatego sprzedawcy podkreślają, że nie zmienia to meritum problemu – Amazon narzuca kosztowną i coroczną weryfikację, która obciąża zwłaszcza mniejsze firmy i dystrybutorów o szerokim asortymencie.
Niektórzy sprzedawcy wprost zapowiadają, że przeniosą sprzedaż na Kaufland, eBay czy inne platformy, gdzie obowiązują jedynie wymogi prawne, a nie dodatkowe regulacje narzucone przez marketplace.
Dlaczego Amazon to robi?
Amazon uzasadnia nowe zasady troską o bezpieczeństwo dzieci i klientów. Platforma od lat stoi pod presją regulatorów w USA i UE, którzy zarzucają jej dopuszczanie do sprzedaży produktów niebezpiecznych, zwłaszcza importowanych z Azji. Nowa polityka ma zapewnić pełną zgodność oferty z unijnym Rozporządzeniem w sprawie ogólnego bezpieczeństwa produktów (GPSR), które weszło w życie w 2024 roku i nakłada na platformy sprzedażowe większą odpowiedzialność za weryfikację bezpieczeństwa towarów.
Problem w tym, że Amazon wybrał najostrzejsze możliwe rozwiązanie, przerzucając koszty i obowiązki w całości na sprzedawców, nie uwzględniając przy tym realiów rynku ani istniejących certyfikatów.
Warto przypomnieć, że podobne obawy pojawiły się już w grudniu 2024 roku wraz z wejściem w życie GPSR. Wówczas wielu sprzedawców w panice koncentrowało się na szybkim, często prowizorycznym spełnieniu nowych wymogów informacyjnych – od dodatkowych ostrzeżeń po uzupełnianie kart produktowych. Ostatecznie jednak Amazon nie zdecydował się na masowe blokady ofert, a do dziś część przesłanych dokumentów nadal nie została przez platformę zweryfikowana. Na tym tle obecne, wyjątkowo rygorystyczne podejście wobec sprzedawców z kategorii zabawkowej budzi szczególny niepokój. Zwłaszcza że podczas gdy europejscy sprzedawcy – często działający od lat – muszą udźwignąć ogromne koszty i ryzyko, wielu chińskich sprzedawców zarówno na Amazon, jak i na platformach takich jak Temu, zmienia spółki z dnia na dzień i w praktyce omija część wymogów dotyczących bezpieczeństwa produktów. Równe traktowanie wszystkich uczestników rynku staje się więc poważnym wyzwaniem.
Co to oznacza dla polskich sprzedawców?
Polscy sprzedawcy zabawek działający na Amazon.de i innych rynkach unijnych stają przed trudnym wyborem. Albo poniosą wysokie koszty corocznych badań, albo zrezygnują z części oferty. W szczególnie trudnej sytuacji są importerzy i dystrybutorzy mniejszych marek, którzy często sprzedają setki drobnych akcesoriów. Nawet jeśli produkt jest w pełni zgodny z unijnymi normami, Amazon może go zablokować, dopóki nie przejdzie dodatkowej certyfikacji.
W praktyce oznacza to, że:
- warto już dziś przeanalizować portfolio i zdecydować, które produkty mają szansę „przetrwać” w nowym systemie, a które należy wycofać,
- trzeba przygotować się na negocjacje z producentami i sprawdzić, czy są gotowi współfinansować dodatkowe testy,
- należy rozważyć dywersyfikację kanałów sprzedaży – choćby poprzez eBay, Kaufland.de, Otto.de czy własny sklep internetowy – aby nie uzależniać biznesu wyłącznie od Amazon.
Czy Amazon się cofnie?
Wielu sprzedawców ma nadzieję, że Amazon złagodzi wymagania, gdy uświadomi sobie skalę problemu. Jeśli polityka zostanie utrzymana w obecnym kształcie, oferta zabawek na platformie może ulec dramatycznemu uszczupleniu tuż przed świętami. To z kolei uderzyłoby również w sam Amazon, dla którego kategoria dziecięca jest kluczowym elementem sprzedaży w Q4.
Na razie jednak sygnałów o ustępstwach brak. Sprzedawcy muszą liczyć się z tym, że nowe zasady pozostaną i przygotować się do funkcjonowania w nowej rzeczywistości.


