Otrzymałeś upomnienie za zdjęcie? Sprawdź, kiedy autor musi udowodnić prawa i jak ograniczyć koszty sporu w Niemczech

Podsumuj artykuł z AI
Podsumowanie wygenerowane automatycznie przez Gemini. Sprawdź pełną treść artykułu.

25.03.2026

Sprzedawcy internetowi regularnie dostają upomnienia za naruszenie praw autorskich do zdjęć, grafik i opisów produktów. W praktyce najczęściej chodzi o fotografie wykorzystane w sklepie, na karcie produktu, w reklamie albo w starych postach w mediach społecznościowych. Taki spór bywa kosztowny, bo roszczenia potrafią sięgać kilku, a przy dłuższym okresie publikacji nawet kilkunastu tysięcy euro.

W sprawie rozpoznanej 10 marca 2026 r. przez Sąd Krajowy we Frankfurcie nad Menem, czyli Landgericht Frankfurt am Main, sąd odniósł się do bardzo konkretnego pytania: jak osoba dochodząca roszczeń za naruszenie praw autorskich ma wykazać, że rzeczywiście jest twórcą utworu i przysługują jej prawa do dochodzenia roszczeń. Sygnatura sprawy to 2-06 O 41/26.

To istotne rozstrzygnięcie dla firm sprzedających do Niemiec, przez niemieckie platformy albo kierujących ofertę do klientów z tego rynku. W niemieckiej praktyce prawnej upomnienie za naruszenie praw autorskich nie jest zwykłą korespondencją ostrzegawczą. To formalne wezwanie do zaniechania naruszeń, usunięcia skutków i często także do zapłaty. Jeżeli adresat zareaguje błędnie, spór szybko przenosi się do sądu, a wtedy dochodzą kolejne koszty.

W sprawie frankfurckiej jedna strona dochodziła roszczeń z zakresu prawa autorskiego wobec drugiej strony. Adresat zakwestionował jednak, czy osoba występująca z roszczeniem rzeczywiście jest autorką utworów. Zażądał dowodów i uznał, że samo oświadczenie pod przysięgą nie wystarcza. W efekcie kwestia autorstwa trafiła do sądowego postępowania pilnego, czyli trybu zabezpieczającego.

Sąd uznał potem, że odrzucenie takiego środka dowodowego miało konsekwencje kosztowe dla strony, która go nie zaakceptowała.

Oświadczenie pod przysięgą to w Niemczech normalny środek dowodowy

Kluczowy element tej sprawy dotyczył oświadczenia pod przysięgą, czyli formalnego pisemnego zapewnienia co do określonych faktów, złożonego pod rygorem odpowiedzialności. W niemieckiej praktyce procesowej taki dokument jest dopuszczalnym i typowym środkiem uprawdopodobnienia, zwłaszcza w postępowaniach pilnych. To ważne rozróżnienie: nie zawsze chodzi o pełne, wielomiesięczne postępowanie dowodowe z przesłuchaniami i opiniami. W sprawach zabezpieczających sąd bada przede wszystkim, czy roszczenie zostało wystarczająco uprawdopodobnione na potrzeby szybkiej ochrony.

Landgericht Frankfurt am Main wyraźnie wskazał, że oświadczenie pod przysięgą jest dopuszczalnym i zwyczajowo stosowanym dowodem. Jeżeli druga strona wyraźnie odrzuca taki sposób wykazania autorstwa, musi liczyć się z wyższymi kosztami. W tej sprawie to właśnie strona kwestionująca poniosła koszty postępowania, które stało się konieczne po zakwestionowaniu oświadczenia.

Dla polskiego sprzedawcy to bardzo praktyczny sygnał. Sam fakt, że ktoś dochodzi roszczeń za zdjęcie, nie zwalnia tej osoby z wykazania, że ma do tego podstawę. Nie oznacza to jednak, że można automatycznie odrzucać każdy przedstawiony dokument i wymuszać pełne postępowanie sądowe. Jeżeli w realiach danej sprawy oświadczenie pod przysięgą jest uznawane za zwyczajowy i wystarczający środek uprawdopodobnienia, spór o samą formę dowodu może tylko zwiększyć rachunek po stronie sprzedawcy.

To szczególnie ważne w e-commerce, gdzie zdjęcia krążą między producentem, dystrybutorem, agencją, marketplace i sprzedawcą. Często osoba publikująca fotografię zakłada, że skoro zdjęcie było dostępne w materiałach handlowych albo pojawiło się u innych sprzedawców, można z niego korzystać. Taka praktyka bywa jedną z najdroższych pomyłek.

Dla sprzedawcy z Polski liczy się nie tylko to, czy roszczenie jest zasadne, ale też jak odpowie na pierwsze pismo

W niemieckich sporach o prawa autorskie ogromne znaczenie ma etap przedsądowy. To właśnie wtedy adresat upomnienia decyduje, czy uznać część twierdzeń, czy kwestionować uprawnienia drugiej strony, czy negocjować zakres żądań i czy próbować obniżyć koszty. Z biznesowego punktu widzenia nie wystarczy odpowiedzieć emocjonalnie albo mechanicznie napisać, że „proszę udowodnić prawa”. Trzeba ocenić, jakie dowody są w tej sprawie realnie wystarczające.

W praktyce sprzedawca z Polski powinien sprawdzić przede wszystkim cztery rzeczy. Po pierwsze, kto występuje z roszczeniem: sam autor, agencja, pełnomocnik, a może podmiot, który nabył prawa. Po drugie, czego dokładnie dotyczy zarzut: zdjęcia produktu, zdjęcia aranżacyjnego, grafiki, bannera czy treści marketingowej. Po trzecie, gdzie i jak długo materiał był używany. Po czwarte, jakie dowody autorstwa lub praw przedstawiono już na starcie.

Jeżeli druga strona przedkłada oświadczenie pod przysięgą, nie należy z góry zakładać, że jest ono bezwartościowe. Trzeba zbadać, czy dokument rzeczywiście odnosi się do konkretnego utworu, czy wskazuje autora, okoliczności powstania materiału i związek tej osoby z dochodzonym roszczeniem. Jeżeli dokument jest precyzyjny i dotyczy dokładnie tego zdjęcia, którego użył sklep, jego całkowite odrzucenie może otworzyć drogę do niepotrzebnego sporu sądowego.

Z drugiej strony sprzedawca nadal ma prawo domagać się rzetelnego wykazania uprawnień. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy roszczenie zgłasza nie sam twórca, lecz podmiot pośredni, albo gdy materiał był rozpowszechniany przez wielu partnerów handlowych bez jasnego oznaczenia licencji. W takich sprawach problemem nie jest samo autorstwo, ale to, czy osoba wysyłająca upomnienie rzeczywiście może żądać zaniechania, odszkodowania albo zwrotu kosztów.

Co powinien zrobić sprzedawca z Polski

Po otrzymaniu upomnienia za naruszenie praw autorskich trzeba natychmiast zabezpieczyć materiał dowodowy: zrzuty ekranu oferty, historię publikacji, źródło zdjęcia, korespondencję z dostawcą, umowy licencyjne, regulaminy współpracy i pliki otrzymane od producenta lub hurtowni. Równolegle należy zweryfikować, czy osoba dochodząca roszczeń przedstawiła wiarygodne potwierdzenie autorstwa lub praw do dochodzenia roszczeń. Jeżeli przedstawiono oświadczenie pod przysięgą odnoszące się do konkretnego utworu, nie wolno go automatycznie odrzucać tylko dlatego, że nie jest to „twardszy” dokument. Wysokie kwoty, spór co do autorstwa albo sprzedaż prowadzona na rynek niemiecki to moment, w którym odpowiedź powinien przygotować prawnik znający niemiecką praktykę e-commerce.

Największe ryzyko nie leży tylko w samym zdjęciu, ale w kosztach ubocznych i chaosie operacyjnym

Dla właściciela sklepu albo zespołu marketplace szkoda nie kończy się na potencjalnym odszkodowaniu. Spór o zdjęcie szybko wpływa na operacje: trzeba zmieniać karty produktów, wycofywać reklamy, podmieniać grafiki w feedach, aktualizować opisy w kilku kanałach sprzedaży i pilnować, by sporny materiał nie wrócił automatycznie przez integrację systemów.

W praktyce problem pojawia się często w dwóch scenariuszach.

Pierwszy scenariusz to stary post sprzedażowy na Facebook, Instagram lub Pinterest. Firma dawno zmieniła ofertę, ale archiwalny materiał nadal jest publicznie dostępny. Roszczenie przychodzi po latach, a dział marketingu nie ma już dostępu do źródła pliku ani informacji, kto dostarczył zdjęcie. Właśnie takie stare publikacje potrafią generować wysokie żądania, bo okres naruszenia jest długi, a usunięcie materiału nie cofa wcześniejszego wykorzystania.

Drugi scenariusz dotyczy sprzedaży na marketplace. Producent przesyła paczkę zdjęć, sprzedawca wystawia produkt na Amazon albo eBay, a po kilku miesiącach pojawia się upomnienie od fotografa lub agencji. Sprzedawca jest przekonany, że działał legalnie, bo dostał materiały od dostawcy. Problem polega na tym, że przekazanie plików nie zawsze oznacza skuteczne udzielenie licencji na wszystkie pola eksploatacji i wszystkie rynki.

Ryzyko dla sprzedawcy obejmuje więc kilka warstw naraz. Pierwsza to koszty prawne i sądowe. Druga to konieczność natychmiastowego usunięcia materiałów z wielu kanałów. Trzecia to ryzyko utraty sprzedaży, gdy znikają dopracowane karty produktów. Czwarta to relacje z platformami, bo powtarzające się naruszenia praw własności intelektualnej mogą pogarszać ocenę konta i zwiększać ryzyko ograniczeń.

W sporach niemieckich dochodzi jeszcze specyfika samego postępowania zabezpieczającego. To szybki tryb, w którym nie ma komfortu długiego zbierania argumentów. Gdy przedsiębiorca zareaguje zbyt wolno albo zignoruje standardowe środki dowodowe, może przegrać nie dlatego, że na pewno nie miał racji, ale dlatego, że błędnie poprowadził pierwszy etap obrony.

Frankfurckie rozstrzygnięcie nie odbiera prawa do obrony, ale premiuje rozsądną ocenę dowodów

Orzeczenie z 10 marca 2026 r. nie oznacza, że każda osoba wysyłająca upomnienie automatycznie wygrywa po przedstawieniu oświadczenia pod przysięgą. Sens tego rozstrzygnięcia jest bardziej praktyczny: w niemieckiej rzeczywistości procesowej to uznany środek dowodowy, którego nie można lekceważyć bez ryzyka finansowego.

To ważne zwłaszcza dlatego, że w sprawach o prawa autorskie upomnienie może wystawić wyłącznie podmiot uprawniony, a nie dowolny konkurent rynkowy. Przy sporach z zakresu nieuczciwej konkurencji katalog podmiotów aktywnych bywa szerszy. W prawie autorskim punkt ciężkości pada na to, kto rzeczywiście ma prawa do utworu. Właśnie dlatego kwestia dowodu autorstwa i uprawnień jest tak istotna.

Dla polskich firm sprzedających do Niemiec wniosek jest prosty: trzeba odróżnić uzasadnioną weryfikację od kosztownego sporu o formę dowodu. Jeżeli dokumenty są niejasne, niespójne albo nie odnoszą się do konkretnego materiału, warto to podnosić. Jeżeli jednak druga strona przedstawiła oświadczenie pod przysięgą, które w realiach sprawy spełnia funkcję typowego dowodu, całkowite odrzucenie tego środka może skończyć się dodatkowym postępowaniem i rachunkiem po stronie sklepu.

Najrozsądniejsza strategia zaczyna się jeszcze przed sporem. Sprzedawca powinien prowadzić porządną ewidencję źródeł zdjęć, przechowywać licencje i zgody, ustalać na piśmie zasady korzystania z materiałów od producentów oraz regularnie czyścić archiwalne treści w social media i na zapomnianych podstronach. W przypadku ekspansji do Niemiec to nie jest kwestia porządku administracyjnego, lecz element ochrony marży.

Z perspektywy zarządzania sprzedażą ten wyrok ma jeszcze jeden wymiar. W sporach o zdjęcia nie wygrywa ten, kto najgłośniej kwestionuje roszczenie, tylko ten, kto ma uporządkowane dokumenty i potrafi szybko ocenić, czy spór warto prowadzić. Brak takiego procesu oznacza nie tylko ryzyko zapłaty, ale też chaos operacyjny, straty w kampaniach i problemy z obsługą oferty na wielu rynkach jednocześnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

13 − 9 =

Szukasz wiedzy o e-commerce?
Zapytaj o darmową analizę lub przeszukaj naszą bazę. 👇
Asystent ecommercenews.pl Jaki temat Cię interesuje?
×
Cześć! 👋 Jestem asystentem ecommercenews.pl.

Pomogę Ci znaleźć artykuły lub skontaktować się z ekspertami Setup.pl. O co chcesz zapytać?