Vinted przebił 10 mld euro. Platforma rośnie tak szybko, że buduje już własne zaplecze dostaw i płatności

Podsumuj artykuł z AI
Podsumowanie wygenerowane automatycznie przez Gemini. Sprawdź pełną treść artykułu.

22.04.2026

Vinted zakończył 2025 rok z wynikiem, który pokazuje skalę zmiany na europejskim rynku handlu używanymi rzeczami. Łączna wartość towarów sprzedanych na platformie, czyli GMV (Gross Merchandise Value, w praktyce całkowita wartość transakcji zawartych przez użytkowników), sięgnęła 10,8 mld euro. To wzrost o 47 proc. rok do roku.

Równie mocno wzrosły przychody spółki. Vinted podał, że w 2025 roku osiągnął 1,1 mld euro przychodu, co oznacza wzrost o 38 proc. wobec 2024 roku. To najwyższy wynik w historii firmy. Jednocześnie platforma pozostała rentowna trzeci rok z rzędu, choć sama rentowność osłabła. Skorygowana EBITDA, czyli wynik operacyjny przed odsetkami, podatkami i amortyzacją, liczony po korektach biznesowych, spadła o 5 proc. do 151 mln euro. Zysk netto obniżył się jeszcze mocniej, o 19 proc., do 62 mln euro.

Dla rynku to ważny sygnał. Vinted nie jest już wyłącznie dużą aplikacją do sprzedaży ubrań z drugiej ręki. Skala GMV przekraczająca 10 mld euro stawia platformę w gronie największych europejskich graczy handlu konsumenckiego. To ma znaczenie nie tylko dla użytkowników sprzedających pojedyncze rzeczy, ale też dla marketplace, operatorów logistycznych, dostawców płatności i marek obserwujących kierunek zmian w zachowaniach klientów.

Prezes Thomas Plantenga już w listopadzie zapowiadał, że Vinted przekroczy próg 10 mld euro GMV. Opublikowane wyniki potwierdziły te zapowiedzi z nadwyżką. Jeszcze ważniejsze od samej liczby jest jednak to, skąd bierze się wzrost. Spółka wskazuje, że poprawiła wyniki „na każdym wektorze wzrostu”, a więc jednocześnie rozwijała główny marketplace, nowe kategorie, nowe rynki oraz własne usługi logistyczne i płatnicze.

W praktyce oznacza to przejście z modelu platformy pośredniczącej do modelu bardziej zintegrowanego ekosystemu. Dla e-commerce w Europie to jedna z najważniejszych zmian ostatnich lat: przewagę buduje już nie tylko liczba użytkowników, ale kontrola nad dostawą, odbiorem przesyłki, płatnością i kosztami obsługi transakcji.

Niemcy w centrum uwagi. Niższy zysk nie wynika ze słabości, lecz z inwestycji

Vinted otwarcie przyznaje, że 2025 był dla spółki „dużym rokiem inwestycyjnym”. To właśnie tłumaczy, dlaczego mimo rekordowego wzrostu sprzedaży firma zarobiła netto mniej niż rok wcześniej. Spółka wskazała cztery główne kierunki inwestycji: rozwój rynku niemieckiego, rozszerzanie kategorii marketplace, rozwój usług przewozowych Vinted Go w Portugalii i Hiszpanii oraz uruchomienie portfela Vinted Pay.

Na tle tych decyzji szczególnie istotne jest jedno zdanie: Vinted inwestował w rozwój rynku niemieckiego. Dla polskiego sprzedawcy to informacja ważniejsza niż sam wynik finansowy. Niemcy są największym rynkiem e-commerce w Europie kontynentalnej i jednocześnie jednym z najbardziej wymagających pod względem obsługi klienta, terminowości, kosztu dostawy i standardów informacji dla kupującego. Jeżeli Vinted przyspiesza właśnie tam, to znaczy, że widzi przestrzeń do dalszego zdobywania udziałów na rynku, na którym konkurencja jest znacznie trudniejsza niż w mniejszych krajach regionu.

Niemcy są też rynkiem, na którym szczególnie mocno liczy się operacyjna jakość sprzedaży. Nie wystarcza szeroka oferta. Kluczowe są lokalne metody dostawy, przewidywalny czas doręczenia, prosty proces zwrotu, jasne zasady płatności i wysoki poziom zaufania do platformy. Inwestycja Vinted w ten kierunek pokazuje, że firma nie chce być tylko aplikacją do okazjonalnej odsprzedaży rzeczy, lecz pełnoprawnym graczem infrastrukturalnym europejskiego handlu wtórnego.

Spółka podała również, że bardzo dobrze radziła sobie w podstawowych kategoriach modowych, zwłaszcza w odzieży damskiej i dziecięcej. Według deklaracji firmy Vinted stał się we Francji największym sprzedawcą odzieży pod względem wolumenu sprzedaży, wyprzedzając Amazon i lokalnych konkurentów. To porównanie warto traktować jako komunikat spółki o skali własnego biznesu, ale nawet w takim ujęciu pokazuje ono jedno: handel używanymi produktami przestał być niszą, a zaczął realnie odbierać popyt tradycyjnemu e-commerce.

Vinted nie chce już tylko pośredniczyć. Buduje własne „szyny” dla rynku wtórnego

Najciekawszy element wyników Vinted dotyczy logistyki i płatności. Plantenga mówi wprost, że spółka wzmacnia „szyny”, które napędzają marketplace, czyli dostawy i płatności. To ważne sformułowanie, bo dobrze oddaje kierunek rozwoju największych platform: kto kontroluje proces zapłaty i fizyczny przepływ paczki, ten ma większy wpływ na koszt, wygodę i lojalność użytkownika.

Vinted Go to własna usługa logistyczna firmy. Platforma podała, że zapewnia użytkownikom dostęp do ponad 500 tys. punktów nadania i odbioru przesyłek w Europie. Taki model jest szczególnie skuteczny w handlu transgranicznym produktami o relatywnie niskiej wartości jednostkowej, bo ogranicza koszt ostatniej mili i upraszcza odbiór przesyłki. Dla klienta oznacza to większą elastyczność. Dla platformy: niższy koszt obsługi i mniejszą zależność od zewnętrznych operatorów.

Co jeszcze ważniejsze, w 2025 roku Vinted Go zaczął testować dodatkowe zastosowania swojej infrastruktury, w tym usługi dostawcze dla klientów zewnętrznych. Vinted Go Carrier działa już na pięciu rynkach: w Belgii, Francji, Holandii, Portugalii i Hiszpanii. To nie jest drobny eksperyment poboczny. To sygnał, że Vinted próbuje monetyzować własną logistykę także poza własnym marketplace.

Dla rynku oznacza to potencjalne przesunięcie ról. Platforma, która jeszcze niedawno była przede wszystkim miejscem spotkania kupującego i sprzedającego, staje się dostawcą usług infrastrukturalnych. W dłuższej perspektywie taki ruch może wywierać presję cenową na klasycznych operatorów przesyłek i wzmacniać pozycję Vinted w negocjacjach z partnerami logistycznymi.

Podobny mechanizm widać w płatnościach. Vinted Pay rozpoczął wdrażanie własnego portfela dla użytkowników. Portfel cyfrowy, czyli rozwiązanie pozwalające przechowywać środki w ekosystemie platformy i używać ich do kolejnych transakcji, ma z czasem ograniczyć koszty związane z płatnościami oraz zależność od zewnętrznych dostawców. Z biznesowego punktu widzenia to krok bardzo logiczny. Im więcej elementów transakcji pozostaje wewnątrz platformy, tym łatwiej poprawiać marżę i doświadczenie użytkownika.

Co to oznacza dla sprzedawców z Polski: rośnie presja na cenę, prostotę i lokalną obsługę

Dla polskich firm sprzedających cross-border, zwłaszcza do Niemiec, Francji, Hiszpanii czy krajów Beneluksu, wyniki Vinted są ważne nie dlatego, że każdy powinien zacząć sprzedawać odzież używaną. Ważne jest to, że Vinted pokazuje nowy standard zakupowy w Europie: klient oczekuje niskiego kosztu dostawy, prostego procesu płatności, wygodnych punktów odbioru i maksymalnie niskiego progu wejścia w transakcję.

To uderza nie tylko w klasyczny segment second-hand. Taka zmiana oczekiwań wpływa też na sprzedaż nowych produktów, szczególnie w kategoriach modowych, dziecięcych, sportowych i kolekcjonerskich. Jeżeli klient przyzwyczaja się do łatwej sprzedaży i zakupu produktów używanych, zaczyna inaczej oceniać wartość nowego towaru. Porównuje nie tylko cenę, lecz także to, jak łatwo będzie później dany produkt odsprzedać.

W praktyce polski sprzedawca powinien patrzeć na Vinted w dwóch wymiarach.

Pierwszy to konkurencja o popyt. Marka sprzedająca nowe ubrania do Francji czy Niemiec coraz częściej konkuruje nie tylko z innymi sklepami, lecz także z płynnym i wygodnym rynkiem wtórnym. Drugi wymiar to infrastruktura. Vinted pokazuje, że przyszłość cross-border w Europie należy do modeli, które lokalizują dostawę i płatność, a nie tylko tłumaczą stronę na kolejny język.

Przykład pierwszy: polska marka dziecięca wchodzi do Francji i zauważa wysokie porzucenia koszyka mimo dobrego ruchu. Problem nie musi leżeć w samym checkout. Klient, przyzwyczajony do tanich dostaw do punktu odbioru i prostego modelu zwrotu, ocenia ofertę przez pryzmat wygody całej transakcji. Jeżeli sklep proponuje tylko droższego kuriera do domu i dłuższy czas realizacji, przegrywa nawet przy atrakcyjnej cenie produktu.

Przykład drugi: sprzedawca akcesoriów sportowych kieruje ofertę do Niemiec przez marketplace. W tym samym czasie Vinted rozwija kategorię sport i wzmacnia logistykę. Dla klienta różnica między zakupem nowego a używanego produktu maleje, jeśli platforma oferuje szybki odbiór paczki, prostą płatność i wiarygodny system ochrony transakcji. To może obniżać skłonność do zakupu nowego produktu w pełnej cenie.

Co powinien zrobić sprzedawca z Polski i gdzie pojawia się realne ryzyko

Polski sprzedawca, który rozwija sprzedaż zagraniczną, powinien potraktować wyniki Vinted jako sygnał operacyjny, a nie tylko ciekawostkę z rynku marketplace. Trzeba sprawdzić, czy oferta na rynkach eksportowych jest rzeczywiście lokalna w trzech kluczowych obszarach: dostawa, płatność i obsługa posprzedażowa. Sama obecność na rynku niemieckim czy francuskim nie wystarcza, jeżeli klient nie dostaje wygodnych metod odbioru, jasnych kosztów i przewidywalnego procesu zwrotu. Warto też przeanalizować, czy w kategoriach narażonych na silną konkurencję rynku wtórnego komunikacja marki nie powinna mocniej akcentować trwałości, jakości, serwisu lub wartości rezydualnej produktu.

Ryzyko dla sprzedawców nie polega dziś wyłącznie na spadku cen. Równie groźna jest utrata porównywalności oferty. Jeżeli klient widzi po stronie Vinted prostszą logistykę, tańszą wysyłkę i mniejsze tarcie w płatności, to nawet dobrze wyceniony sklep może tracić konwersję. W dłuższym okresie prowadzi to do wzrostu kosztu pozyskania klienta, słabszych ocen sprzedaży na marketplace i większej liczby niedokończonych zakupów. Na rynku niemieckim, gdzie standardy obsługi są wysokie, taki rozdźwięk między ofertą a oczekiwaniem klienta widać szczególnie szybko.

Vinted rośnie więc nie tylko dlatego, że moda z drugiej ręki jest popularna. Firma rośnie, bo systemowo obniża koszt i złożoność transakcji. To właśnie z tego powodu jej inwestycje w Niemczech, logistykę i płatności trzeba czytać jako zapowiedź dalszej profesjonalizacji rynku wtórnego w Europie. Dla polskich sprzedawców to wyraźny komunikat: konkurencja w cross-border coraz częściej toczy się już nie między samymi produktami, lecz między całymi modelami wygody zakupowej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

szesnaście − piętnaście =

Szukasz wiedzy o e-commerce?
Zapytaj o darmową analizę lub przeszukaj naszą bazę. 👇
Asystent ecommercenews.pl Jaki temat Cię interesuje?
×
Cześć! 👋 Jestem asystentem ecommercenews.pl.

Pomogę Ci znaleźć artykuły lub skontaktować się z ekspertami Setup.pl. O co chcesz zapytać?