Komisja Europejska ukarała Temu za nielegalne produkty na marketplace
1.06.2026
Komisja Europejska nałożyła na Temu karę w wysokości 200 mln euro za naruszenie Digital Services Act, czyli unijnego rozporządzenia o usługach cyfrowych, które nakłada na duże platformy internetowe obowiązki związane z bezpieczeństwem użytkowników, przejrzystością działania i ograniczaniem ryzyk systemowych. Decyzja została ogłoszona 28 maja 2026 r., a 1 czerwca temat szerzej opisały niemieckie media branżowe, wskazując na nielegalne produkty dostępne na chińskim marketplace. Komisja zarzuciła Temu, że platforma niewystarczająco identyfikowała, analizowała i oceniała ryzyko związane z ofertami produktów niezgodnych z unijnymi przepisami bezpieczeństwa.
Sprawa dotyczy przede wszystkim małej elektroniki, ładowarek oraz zabawek dziecięcych. W testowych zakupach przeprowadzonych w ramach postępowania wykryto produkty, które nie spełniały podstawowych wymogów bezpieczeństwa. Komisja wskazała na bardzo wysoki odsetek ładowarek niespełniających podstawowych testów oraz wysoki odsetek zabawek dziecięcych stwarzających ryzyko średniego lub wysokiego stopnia, w tym z powodu przekroczenia dopuszczalnych limitów chemikaliów albo obecności małych elementów grożących zadławieniem.
Temu należy do grupy platform objętych najsurowszym nadzorem w ramach DSA. Status Very Large Online Platform, czyli bardzo dużej platformy internetowej, otrzymują serwisy mające co najmniej 45 mln aktywnych odbiorców miesięcznie w Unii Europejskiej. Temu przekroczyło ten próg już w 2024 r., dlatego od tego momentu platforma podlega obowiązkom wykraczającym poza standardowe reagowanie na pojedyncze zgłoszenia nielegalnych ofert. Chodzi o ocenę ryzyk wynikających z całego modelu działania marketplace, w tym algorytmów rekomendacji, programów promocyjnych, konstrukcji ofert i skali transgranicznej sprzedaży.
Komisja Europejska uznała, że ocena ryzyka przygotowana przez Temu za 2024 r. była zbyt ogólna. Według organu regulacyjnego platforma opierała się na informacjach o ryzykach w całym sektorze e-commerce, zamiast przedstawić konkretne dane dotyczące własnej usługi, własnych sprzedawców, własnych testów i własnego systemu rekomendowania produktów. W postępowaniu wskazano również, że Temu niedoszacowało częstotliwość kontaktu klientów z produktami niezgodnymi z prawem oraz nie zbadało wystarczająco, jak system rekomendacji i promocje prowadzone przez afiliowanych influencerów mogą zwiększać zasięg takich ofert.
Spór o odpowiedzialność platformy za produkty sprzedawców
Model marketplace opiera się na masowej sprzedaży produktów wystawianych przez zewnętrznych handlowców. Platforma nie zawsze jest formalnym sprzedawcą produktu, ale organizuje dostęp do oferty, widoczność w wynikach wyszukiwania, system płatności, mechanizmy promocji, komunikację z klientem i obsługę posprzedażową. Digital Services Act rozszerza odpowiedzialność największych platform, ponieważ przy takiej skali pojedyncze zgłoszenia naruszeń nie wystarczają do ograniczenia ryzyka dla konsumentów. Regulator oczekuje systemowej kontroli tego, czy mechanizmy platformy nie wzmacniają obrotu produktami niebezpiecznymi.
W sprawie Temu Komisja Europejska nie ograniczyła się do oceny pojedynczych ofert. W centrum postępowania znalazł się sposób, w jaki platforma zarządza ryzykiem wynikającym z tysięcy sprzedawców, bardzo niskich cen, dużej rotacji produktów i wysokiej intensywności promocji. Dla regulatora znaczenie ma nie tylko sam fakt obecności wadliwej ładowarki albo zabawki z małymi elementami. Równie ważne jest pytanie, czy platforma potrafi wykrywać powtarzalne schematy, blokować sprzedawców naruszających przepisy, ograniczać widoczność ryzykownych kategorii i wykorzystywać dane o reklamacjach, zwrotach oraz zgłoszeniach konsumentów.
Ten spór wykracza poza Temu. Amazon, AliExpress, Shein, Zalando, Kaufland Marketplace i inne duże platformy działające na rynku europejskim funkcjonują w tym samym kierunku regulacyjnym, choć różnią się modelem kontroli sprzedawców i poziomem integracji logistycznej. Komisja pokazuje, że marketplace nie może traktować bezpieczeństwa produktu jako wyłącznej odpowiedzialności sprzedawcy, jeżeli jednocześnie sam decyduje o ekspozycji oferty, promocjach, rekomendacjach i programach zwiększających sprzedaż.
Dla polskich firm sprzedających za granicą przez platformy marketplace decyzja wobec Temu jest sygnałem zmiany w relacji między platformą a handlowcem. Marketplace będą zwiększać liczbę kontroli dokumentacji, oznaczeń, danych producenta, certyfikatów, zdjęć opakowań, instrukcji i informacji o importerze. Sprzedawca, który dotąd konkurował głównie ceną i czasem dostawy, częściej będzie konkurował także jakością danych produktowych oraz zdolnością do szybkiego udowodnienia zgodności produktu z przepisami Unii Europejskiej.
Elektronika i zabawki pod największą presją kontrolną
Mała elektronika jest jedną z najbardziej wrażliwych kategorii w sprzedaży cross-border. Ładowarka, adapter, powerbank albo kabel zasilający są produktami o niskiej cenie jednostkowej, wysokiej rotacji i dużej podatności na import z Azji w krótkich seriach. Przy sprzedaży przez marketplace taka oferta może w ciągu kilku dni trafić do klientów w kilku państwach Unii Europejskiej, zanim pojawią się pierwsze reklamacje albo zgłoszenia dotyczące przegrzewania, uszkodzeń lub niezgodności oznaczeń. Każde opóźnienie w reakcji platformy zwiększa skalę potencjalnego problemu.
Podobna logika dotyczy zabawek dziecięcych. Produkt może wyglądać na prosty i tani, ale w Unii Europejskiej podlega wymaganiom dotyczącym bezpieczeństwa mechanicznego, chemicznego, oznaczeń wiekowych oraz ryzyka oderwania małych elementów. Jeżeli sprzedawca importuje produkt spoza Unii Europejskiej, jego rola może zbliżyć się do roli podmiotu odpowiedzialnego za wprowadzenie produktu na rynek unijny. Brak dokumentacji technicznej, nieprecyzyjny opis materiałów albo błędne oznakowanie nie są już tylko kwestią edycji karty produktu. W sporze z platformą, organem nadzoru rynku albo klientem mogą przesądzić o blokadzie sprzedaży.
Scenariusz polskiego sprzedawcy elektroniki pokazuje skalę operacyjnego napięcia. Firma z Poznania sprowadza niedrogie ładowarki i akcesoria GSM, sprzedaje je we własnym sklepie internetowym, na Allegro, Amazon i jednym z międzynarodowych marketplace. Dotąd głównymi kosztami były zakup towaru, reklama produktowa, prowizja platformy, logistyka i obsługa zwrotów. Po decyzji Komisji wobec Temu platformy mogą szybciej żądać pełnej dokumentacji zgodności, danych producenta, zdjęć etykiet i dowodów przeprowadzonych testów. Sprzedawca bez uporządkowanych dokumentów traci nie tylko jedną ofertę, ale także historię sprzedaży, pozycję w wynikach wyszukiwania i środki zamrożone w zatowarowaniu.
Drugi scenariusz dotyczy marki dziecięcej, która sprzedaje akcesoria dla niemowląt do Niemiec i Francji przez fulfillment, czyli zewnętrzną obsługę magazynowania, pakowania i wysyłki zamówień. Jeżeli marketplace po kontroli kategorii zażąda potwierdzenia zgodności produktów, problem nie kończy się na panelu sprzedawcy. Towar znajduje się już w magazynie operatora, kampanie reklamowe są aktywne, a zaplanowane dostawy od producenta mogą obejmować kolejne partie. Blokada listingów powoduje koszt magazynowania, konieczność przekierowania sprzedaży do własnego sklepu albo wycofania produktów z rynku, a każde opóźnienie w komunikacji z klientami zwiększa liczbę zapytań i zwrotów.
Decyzja wobec Temu zmienia ekonomikę taniego importu
Temu zbudowało pozycję w Europie na bardzo niskich cenach, szerokim asortymencie i agresywnej ekspozycji produktów w aplikacji mobilnej. Przy takim modelu sprzedaży przewagą jest szybkie dopasowanie podaży do popytu, a nie wielomiesięczne budowanie karty produktu. Decyzja Komisji Europejskiej uderza właśnie w tę część mechanizmu, ponieważ wymaga od platformy wykazania, że szybka rotacja ofert nie odbywa się kosztem bezpieczeństwa konsumentów.
Wysokość kary, 200 mln euro, jest znacząca symbolicznie, choć dla dużych platform nie musi być finansowym punktem granicznym. Digital Services Act przewiduje możliwość nakładania kar sięgających 6 proc. globalnego rocznego obrotu przedsiębiorstwa. W przypadku Temu Komisja zastosowała sankcję za niewystarczającą ocenę ryzyka, a według relacji prasowych inne elementy postępowania dotyczące platformy nadal pozostają otwarte, w tym kwestie projektowania usługi i dostępu badaczy do danych.
Największe znaczenie dla rynku ma jednak obowiązek przedstawienia planu naprawczego. Temu ma czas do 28 sierpnia 2026 r. na pokazanie Komisji, w jaki sposób zamierza usunąć wskazane naruszenia. Brak wystarczających działań może prowadzić do kolejnych sankcji, w tym okresowych kar pieniężnych. Ten harmonogram tworzy presję nie tylko na samą platformę, ale także na sprzedawców korzystających z podobnych kanałów sprzedaży, ponieważ platformy zwykle wdrażają zmiany regulacyjne przez automatyczne kontrole ofert, aktualizacje regulaminów i nowe wymagania w panelach sprzedawców.
Ekonomika taniego importu zmienia się przez koszty, które dotąd były często ukryte. Niska cena zakupu produktu z Azji nie obejmuje pracy związanej z weryfikacją dokumentacji, testami laboratoryjnymi, tłumaczeniem instrukcji, oznakowaniem opakowania, obsługą zgłoszeń i ryzykiem wycofania partii. Gdy platforma wzmacnia kontrole, te koszty przesuwają się bliżej sprzedawcy. Marża na produkcie za kilka euro może przestać pokrywać ryzyko blokady oferty, utraty kampanii reklamowej i konieczności obsługi zwrotów z kilku rynków jednocześnie.
Dla marketplace konsekwencją będzie większa selekcja asortymentu w kategoriach wysokiego ryzyka. Platforma, która wcześniej premiowała szerokość oferty i niską cenę, może zacząć ograniczać widoczność produktów bez pełnych danych producenta, bez wiarygodnych zdjęć etykiet albo bez potwierdzenia zgodności z normami. W wynikach wyszukiwania większą przewagę zyskają sprzedawcy z uporządkowaną bazą produktową, stabilnymi dostawcami i historią niskiej liczby reklamacji. Dla mniejszych firm oznacza to wyższy próg wejścia, ale dla rzetelnych importerów i marek własnych może otworzyć przestrzeń po sprzedawcach działających wyłącznie na cenie.
Temu zapowiada analizę decyzji, a rynek czeka na plan naprawczy
Temu nie zgodziło się z decyzją Komisji Europejskiej i uznało karę za nieproporcjonalną. Spółka argumentuje, że decyzja odnosi się do pierwszej oceny ryzyka przygotowanej w 2024 r. i nie odzwierciedla obecnego stanu systemów platformy. Firma zapowiedziała analizę decyzji oraz rozważenie dostępnych opcji prawnych, deklarując jednocześnie dalszą współpracę z Komisją.
Linia obrony Temu jest przewidywalna dla dużej platformy technologicznej. Spółka wskazuje na zmianę systemów, rozwój procedur i różnicę między stanem sprzed dwóch lat a bieżącą operacją. Komisja ocenia jednak nie deklaracje, ale skuteczność mechanizmów ograniczania ryzyka. Jeżeli testowe zakupy i dane zgromadzone w postępowaniu wskazują na wysoką dostępność niebezpiecznych produktów, regulator będzie oczekiwał mierzalnej zmiany: mniej niezgodnych ofert, skuteczniejszego wykrywania powtarzających się naruszeń, lepszej kontroli sprzedawców i bardziej precyzyjnej oceny wpływu algorytmów na sprzedaż ryzykownych towarów.
Dla polskiego e-commerce sprawa ma znaczenie szersze niż reputacja jednego chińskiego marketplace. Unia Europejska zaostrza kontrolę nad platformami, które przez lata rosły szybciej niż tradycyjne mechanizmy nadzoru rynku. Organy publiczne coraz wyraźniej łączą bezpieczeństwo produktu z architekturą platformy: wyszukiwarką, rekomendacjami, promocjami, afiliacją, kampaniami influencerów i automatycznym tłumaczeniem ofert. Produkt niezgodny z przepisami przestaje być wyłącznie problemem pojedynczego sprzedawcy, gdy system platformy zwiększa jego zasięg wśród milionów klientów.
Polskie firmy sprzedające za granicę będą odczuwać ten trend przez bardziej rygorystyczne procedury po stronie platform. Marketplace mogą skracać czas na dostarczenie dokumentów, rozszerzać listy wymaganych danych, częściej blokować całe warianty produktu i automatycznie porównywać oferty z bazami zgłoszeń bezpieczeństwa. W kategoriach takich jak elektronika, zabawki, tekstylia, kosmetyki i produkty dziecięce sama atrakcyjna cena nie wystarczy do utrzymania stabilnej sprzedaży. Coraz większe znaczenie będzie miała przewidywalność dostawcy, jakość dokumentacji i możliwość szybkiego odtworzenia drogi produktu od producenta do klienta końcowego.
Decyzja wobec Temu wpisuje się również w napięcie między europejskimi sprzedawcami a platformami opartymi na bezpośrednim imporcie z Chin. Europejskie firmy od lat wskazują, że muszą ponosić koszty zgodności z regulacjami, podczas gdy część konkurentów spoza Unii korzysta z niższych cen, masowej wysyłki i słabszej kontroli jakości. Kara 200 mln euro nie zamyka tej dyskusji, ale przesuwa ją z poziomu debaty branżowej na poziom egzekwowania prawa. Marketplace działające w Europie będą musiały wykazać, że skala, automatyzacja i niska cena nie zwalniają ich z obowiązku ograniczania ryzyka dla konsumentów.


