Thomann wchodzi do sporu z Fender o kształt gitar elektrycznych
7.07.2026
Spór o kształt korpusu Fender Stratocaster wszedł w nowy etap po tym, jak Thomann, jeden z największych europejskich sprzedawców instrumentów muzycznych, zapowiedział własne działania prawne wobec Fender Musical Instruments Corporation. Amerykański producent gitar od kilku tygodni kieruje upomnienia, czyli niemieckie pisma wzywające do zaprzestania domniemanego naruszenia prawa, do producentów, dystrybutorów i sklepów oferujących instrumenty w stylu Stratocaster. Podstawą tych działań jest wyrok Sądu Krajowego w Düsseldorfie (Landgericht Düsseldorf), który uznał kształt korpusu Stratocaster za utwór sztuki użytkowej objęty ochroną prawa autorskiego. Thomann kwestionuje znaczenie tego rozstrzygnięcia, ponieważ sprawa zakończyła się wyrokiem zaocznym, wydanym po braku reakcji pozwanej chińskiej firmy handlowej, a nie po pełnym sporze z dowodami i argumentami obu stron.
Wejście Thomann do sprawy ma znaczenie większe niż typowa reakcja jednego sklepu na upomnienie. Musikhaus Thomann powstał w 1954 roku w Treppendorf koło Bambergu w Górnej Frankonii, w tym samym roku, w którym Fender wprowadził na rynek model Stratocaster. Firma założona przez Hansa Thomanna seniora zaczynała jako lokalny sklep muzyczny, a pod kierownictwem Hansa Thomanna juniora przekształciła się w globalnego gracza e-commerce. Thomann podaje, że pozostaje niezależnym przedsiębiorstwem rodzinnym i zatrudnia 1660 pracowników, a niemiecka prasa branżowa wskazywała w 2025 roku na ponad 1,5 mld euro rocznych przychodów, ponad 100 tys. produktów w ofercie i wysyłki do ponad 160 krajów.
Historia Thomann jest jednocześnie historią bardzo wczesnej cyfryzacji handlu specjalistycznego. Hans Thomann junior przejął prowadzenie firmy w 1990 roku, gdy przedsiębiorstwo było jeszcze lokalnym sklepem z niewielkim zespołem. Już w latach 90. firma zaczęła inwestować w sprzedaż internetową, a własny sklep online uruchomiła w czasie, gdy wiele tradycyjnych detalistów traktowało internet jako kanał poboczny. OMR opisywał Thomann jako przykład firmy, która zbudowała pozycję światowego lidera w handlu instrumentami dzięki połączeniu bardzo szczegółowych opisów produktów, opinii użytkowników, własnych treści poradnikowych i specjalistycznej obsługi klienta. W branży, w której kupujący przed wyborem gitary, mikrofonu lub sprzętu studyjnego potrzebuje wiedzy technicznej, taka strategia ogranicza ryzyko zakupu online i zmniejsza zależność od marketplace.
Ten kontekst tłumaczy, dlaczego reakcja Thomann jest obserwowana szerzej niż sam konflikt o jeden kształt gitary. Firma nie jest wyłącznie dystrybutorem cudzych marek. Sprzedaje instrumenty Fender, prowadzi własny sklep internetowy, obsługuje sprzedaż międzynarodową, rozwija logistykę w Treppendorf i posiada własną markę Harley Benton, pod którą oferuje między innymi gitary elektryczne. Thomann wskazuje, że właśnie Harley Benton również jest dotknięty obecną falą upomnień. Dla rynku oznacza to zderzenie dwóch dużych modeli biznesowych: producenta chroniącego ikonę własnego katalogu oraz wyspecjalizowanego detalisty, który żyje z szerokiego wyboru produktów, marek własnych, konkurencji cenowej i dostępności alternatyw dla różnych grup klientów.
Rodzinna firma, która urosła dzięki e-commerce i logistyce
Thomann przez lata pokazywał, że specjalistyczny sklep internetowy może skutecznie konkurować z największymi platformami dzięki głębokości oferty i zaufaniu klientów. Firma nie oparła rozwoju wyłącznie na niskiej cenie. W jej modelu duże znaczenie ma własna wiedza produktowa, testy, recenzje, poradniki, serwis posprzedażowy, trzyletnia gwarancja oraz 30-dniowa gwarancja zwrotu pieniędzy, którą Thomann deklaruje od 1995 roku. Przy instrumentach muzycznych takie elementy mają bezpośredni wpływ na konwersję, ponieważ klient kupujący gitarę za kilkaset lub kilka tysięcy euro nie porównuje wyłącznie ceny, lecz także ryzyko nietrafionego wyboru, koszt zwrotu, dostępność serwisu i wiarygodność opisu.
Za skalą Thomann stoi także logistyka. DVZ podawał, że z centrum logistycznego w Treppendorf firma wysyła dziennie do 40 tys. paczek. W handlu instrumentami muzycznymi nie jest to prosty odpowiednik sprzedaży książek, elektroniki użytkowej lub kosmetyków. Sklep musi obsługiwać towary o bardzo różnych gabarytach, od strun i kabli po pianina cyfrowe, nagłośnienie estradowe i oświetlenie sceniczne. Dla polskich sprzedawców obserwujących rynek niemiecki Thomann jest przykładem, że przewaga w e-commerce specjalistycznym powstaje na styku katalogu produktów, treści, logistyki, obsługi zwrotów i fachowej pomocy, a nie wyłącznie w budżecie reklamowym.
Wyrok zaoczny nie rozstrzyga całego sporu o Stratocaster
Punktem zapalnym pozostaje wyrok zaoczny Sądu Krajowego w Düsseldorfie. Wyrok zaoczny jest rozstrzygnięciem wydawanym wtedy, gdy pozwany nie podejmuje obrony w terminie przewidzianym przez procedurę. Sąd nie prowadzi wtedy pełnego badania sporu w takim zakresie, jak przy aktywnym udziale obu stron, lecz ocenia, czy twierdzenia strony powodowej mogą uzasadniać dochodzone roszczenie. W sprawie, na którą powołuje się Fender, pozwaną była chińska firma handlowa oferująca gitary w stylu S, a Thomann twierdzi, że rozstrzygnięcie oparto na formalnym uchybieniu terminowi, nie na wszechstronnym badaniu granic ochrony kształtu korpusu Stratocaster.
Dla sprzedawców najważniejszy jest zakres możliwej ochrony. Fender próbuje oprzeć roszczenia na prawie autorskim, a nie wyłącznie na znaku towarowym lub wzorze przemysłowym. Znak towarowy chroni oznaczenie odróżniające towar, na przykład nazwę lub logo. Wzór przemysłowy chroni wygląd produktu, ale co do zasady jest ograniczony czasowo. Prawo autorskie do utworu sztuki użytkowej może dawać znacznie dłuższą ochronę, jeżeli projekt osiąga wymagany poziom indywidualnej twórczości. Właśnie dlatego stawką sporu nie jest tylko sprzedaż gitar z oznaczeniem Fender, lecz sama obecność na rynku instrumentów o korpusie inspirowanym modelem Stratocaster.
Thomann podnosi argument funkcjonalności formy. Firma wskazuje, że górny róg korpusu pomaga w wyważeniu instrumentu, wycięcia ułatwiają grę w wysokich pozycjach na gryfie, a profilowanie zwiększa komfort trzymania gitary. Jeżeli sąd w pełnym postępowaniu uznałby, że istotne elementy kształtu wynikają z funkcji technicznej i ergonomii, zakres ochrony mógłby zostać oceniony inaczej niż w postępowaniu zaocznym. Dla producentów gitar różnica jest fundamentalna: projekt artystyczny może być chroniony szeroko, ale rozwiązanie wynikające z funkcji użytkowej nie powinno blokować całej kategorii instrumentów o podobnej ergonomii.
Drugim istotnym argumentem jest wieloletnia obecność gitar S-style na rynku. Określenie S-style jest używane w branży do opisywania instrumentów nawiązujących do ogólnej sylwetki Stratocaster, zwykle z podwójnym wycięciem korpusu, trzema przetwornikami lub podobną ergonomią, ale bez oznaczeń Fender. Przez dekady takie modele oferowały zarówno duże marki, jak i niewielkie pracownie lutnicze. Jeżeli przez lata rynek funkcjonował przy szerokiej dostępności takich instrumentów, sąd może badać, czy późniejsze egzekwowanie roszczeń wobec całej kategorii produktów nie napotyka ograniczeń wynikających z wcześniejszej tolerancji lub utrwalenia kształtu jako standardu branżowego.
Dlaczego sprawa jest ważna dla polskich sprzedawców cross-border
Polski sprzedawca nie musi mieć magazynu w Niemczech, aby znaleźć się w zasięgu niemieckiego sporu prawnego. Wystarczy, że kieruje ofertę do niemieckiego konsumenta przez własny sklep, Amazon, eBay, kampanie Google Shopping, niemieckojęzyczne opisy produktów, dostawę do Niemiec lub ceny w euro. Jeżeli produkt trafia do niemieckiego obrotu, właściciel praw może próbować dochodzić roszczeń przed sądem niemieckim albo kierować upomnienie do przedsiębiorcy z innego państwa Unii Europejskiej. W branży instrumentów muzycznych ten scenariusz jest realny, ponieważ wiele polskich sklepów sprowadza gitary z Azji, Europy Środkowej lub od dystrybutorów unijnych, a następnie publikuje te same oferty w kilku kanałach sprzedaży.
Pierwszy scenariusz dotyczy sklepu z Polski, który importuje gitary elektryczne bez oznaczeń Fender i sprzedaje je na Amazon.de jako tańsze instrumenty dla początkujących. Produkty mają własną markę, inne logo na główce i odmienne kolory, ale zachowują korpus zbliżony do klasycznego układu Stratocaster. Po otrzymaniu upomnienia sklep musi w krótkim czasie ustalić, które oferty są objęte zarzutem, czy produkt jest nadal aktywny w Amazon, czy reklamy automatyczne nadal promują instrument, czy zapas znajduje się w magazynie własnym, czy u operatora logistycznego. Opóźnienie w usunięciu oferty może zwiększać ryzyko kolejnych roszczeń, zwłaszcza gdy sprzedawca podpisze oświadczenie o zaniechaniu naruszeń z karą umowną za każdy przyszły przypadek.
Drugi scenariusz obejmuje sklep muzyczny, który prowadzi sprzedaż przede wszystkim w Polsce, ale ma niemiecką wersję językową strony i włącza kampanie produktowe dla klientów z Niemiec. W takim modelu ryzyko może powstać nawet przy niewielkim udziale niemieckich zamówień w całym obrocie. System reklamowy pobiera dane z feedu produktowego, czyli pliku z nazwami, cenami, opisami, zdjęciami i dostępnością produktów. Jeżeli sprzedawca usunie gitarę z kategorii w sklepie, ale nie wyłączy jej z feedu lub porównywarki cen, oferta może nadal być widoczna dla niemieckiego klienta. W sporach o własność intelektualną sama ekspozycja produktu bywa traktowana jako element naruszenia, ponieważ przedsiębiorca nadal proponuje zakup produktu objętego zarzutem.
Koszty dla sprzedawcy nie kończą się na honorarium prawnika. Wycofanie produktów z oferty może zamrozić zapas magazynowy, obniżyć marżę przez konieczność sprzedaży na innych rynkach, wymusić przeceny, skomplikować rozliczenia z dostawcą i zwiększyć liczbę kontaktów z klientami, którzy złożyli zamówienia przed blokadą. Marketplace może dodatkowo ograniczyć widoczność konta, jeżeli właściciel praw zgłosi naruszenie przez wewnętrzny system ochrony własności intelektualnej. Dla sklepu działającego na niskiej marży utrata kilkudziesięciu aktywnych ofert w sezonie sprzedażowym może być bardziej dotkliwa niż samo pismo kancelarii.
Co powinien zrobić sprzedawca z Polski po eskalacji sporu Fender–Thomann
Pierwszym działaniem powinien być audyt katalogu gitar elektrycznych sprzedawanych do Niemiec i innych państw Unii Europejskiej. Audyt nie powinien ograniczać się do produktów opisanych jako Stratocaster. Weryfikacji wymagają również modele oznaczane jako S-style, ST-style, vintage double cut, classic single coil albo instrumenty wizualnie nawiązujące do charakterystycznego korpusu z podwójnym wycięciem. Sprzedawca powinien zestawić zdjęcia, nazwy handlowe, opisy, dane producenta, faktury zakupu i dokumentację importową, ponieważ bez tych informacji trudno ocenić, czy zarzut dotyczy konkretnego produktu, całej serii, zdjęcia marketingowego czy sposobu opisu oferty.
Drugim krokiem jest sprawdzenie wszystkich miejsc, w których produkt jest widoczny. W handlu cross-border oferta żyje równolegle w sklepie internetowym, marketplace, feedach reklamowych, porównywarkach cen, systemach afiliacyjnych, integracjach ERP i katalogach hurtowych. ERP, czyli system do zarządzania zasobami przedsiębiorstwa, często automatycznie przekazuje dane produktowe do kilku kanałów. Usunięcie produktu tylko z panelu sklepu nie zamyka ryzyka, jeżeli integracja nadal wystawia go na Amazon lub eBay. W sytuacji sporu prawnego potrzebna jest blokada na poziomie głównego systemu produktowego, a nie ręczna korekta pojedynczej karty produktu.
Trzecim elementem jest analiza treści upomnienia przed podpisaniem jakiegokolwiek oświadczenia. Niemieckie upomnienie często zawiera projekt oświadczenia o zaniechaniu naruszeń, czyli dokumentu, w którym przedsiębiorca zobowiązuje się do zaprzestania określonego działania pod rygorem kary umownej. Podpisanie takiego dokumentu bez zmian może zamienić spór o jedną ofertę w długoterminowe ryzyko finansowe dla całej firmy. Nawet przypadkowe przywrócenie produktu przez integrację, import pliku od dostawcy lub automatyczne wznowienie oferty w marketplace może zostać potraktowane jako naruszenie zobowiązania.
Sprzedawca powinien również przejrzeć umowy i korespondencję z dostawcami. Zakup produktu od europejskiego hurtownika nie zwalnia automatycznie z odpowiedzialności wobec właściciela praw, ale może mieć znaczenie przy regresie, czyli późniejszym dochodzeniu zwrotu kosztów od podmiotu, który dostarczył towar jako bezpieczny prawnie. Warto sprawdzić, czy dostawca składał zapewnienia dotyczące praw własności intelektualnej, czy przekazał zdjęcia i opisy, czy produkt był oferowany na terenie Niemiec, oraz czy w umowie znajdują się postanowienia o odpowiedzialności za naruszenia praw osób trzecich.
W dłuższej perspektywie sprawa Fender–Thomann powinna skłonić sklepy z instrumentami do uporządkowania procedur compliance, czyli wewnętrznych zasad kontroli zgodności działalności z prawem i wymaganiami platform sprzedażowych. W praktyce taka procedura obejmuje ocenę ryzyka przed wprowadzeniem nowej marki, archiwizację dokumentów od producenta, kontrolę zdjęć i opisów, szybką ścieżkę blokowania ofert oraz listę osób odpowiedzialnych za reakcję na pisma prawne. Dla sklepu sprzedającego do Niemiec koszt takiej procedury jest niższy niż obsługa sporu, który jednocześnie blokuje sprzedaż, angażuje dział obsługi klienta i wymusza korekty w magazynie.
Eskalacja sporu po wejściu Thomann nie kończy niepewności dla rynku, ale zmienia układ sił. Po jednej stronie stoi Fender, który próbuje wykorzystać niemieckie rozstrzygnięcie do ochrony jednego z najbardziej rozpoznawalnych projektów w historii gitar elektrycznych. Po drugiej stronie pojawia się przedsiębiorstwo, które od lokalnego sklepu w bawarskiej wsi doszło do pozycji światowego lidera handlu instrumentami, ma własną markę gitar i wystarczające zasoby, aby doprowadzić do pełnego badania prawnego. Dla polskich sprzedawców najrozsądniejsza strategia nie polega na czekaniu na prawomocny finał sporu, lecz na uporządkowaniu katalogu, kanałów sprzedaży i dokumentacji, zanim upomnienie trafi do skrzynki mailowej lub na adres siedziby firmy.


