UE zaostrza zasady importu e-commerce. Od listopada do małych przesyłek dojdzie nowa opłata

Podsumuj artykuł z AI
Podsumowanie wygenerowane automatycznie przez Gemini. Sprawdź pełną treść artykułu.

17 września 2026 r.

Unia Europejska wprowadza kolejne obciążenie dla e-commerce opartego na bezpośredniej wysyłce towarów z państw trzecich do konsumentów. Najpóźniej 1 listopada 2026 r. państwa członkowskie zaczną pobierać nową unijną opłatę manipulacyjną od małych przesyłek sprzedawanych na odległość. Jej wysokość nie jest jeszcze znana – ma ją ustalić Komisja Europejska przed rozpoczęciem poboru. Opłata będzie niezależna od tymczasowego cła obowiązującego już od 1 lipca 2026 r.

Zmiana jest częścią szerokiej reformy unijnego systemu celnego. Rada Unii Europejskiej zatwierdziła ją 3 września 2026 r. Nowe przepisy mają przenieść większą część odpowiedzialności za import z konsumenta na przedsiębiorstwa prowadzące sprzedaż do UE, ujednolicić dane przekazywane organom celnym i zwiększyć możliwości kontroli ogromnego strumienia niewielkich paczek napływających przede wszystkim z Azji. W 2025 r. unijne służby celne obsłużyły około 6 mld przesyłek e-commerce, a ponad 90 proc. z nich pochodziło z Chin.

Dla polskich sklepów internetowych zmiana nie sprowadza się więc do konkurencji cenowej z Temu, Shein czy AliExpress. Dotyczy również przedsiębiorców korzystających z dropshippingu, dostawców z Chin oraz modeli logistycznych, w których zamówienie polskiego lub niemieckiego klienta uruchamia pojedynczą wysyłkę bezpośrednio z magazynu znajdującego się poza Unią.

Cło 3 euro i nowa opłata manipulacyjna to dwa różne obciążenia

Od 1 lipca 2026 r. przestało obowiązywać dotychczasowe zwolnienie z cła dla importowanych przesyłek o wartości do 150 euro. W jego miejsce UE wprowadziła rozwiązanie przejściowe: cło w wysokości 3 euro naliczane dla kategorii towarowej znajdującej się w przesyłce. Mechanizm ma obowiązywać do 1 lipca 2028 r., kiedy towary zostaną objęte standardowymi stawkami celnymi zależnymi od ich klasyfikacji.

Sposób naliczania ma duże znaczenie dla kalkulacji kosztów. Kwota 3 euro nie zawsze przypada na całą paczkę. Rada UE podaje przykład przesyłki zawierającej dwie zabawki, płaszcz z wełny oraz trzy butelki szamponu. Ponieważ towary należą do trzech różnych kategorii, należność wynosi w takim przypadku 9 euro.

Od listopada do tego mechanizmu dojdzie opłata manipulacyjna przeznaczona na pokrycie kosztów kontroli i obsługi małych przesyłek przez administrację celną. Są to dwa odrębne instrumenty. Komisja Europejska nie ustaliła jeszcze wysokości nowej opłaty, dlatego sprzedawcy nie mogą obecnie wiarygodnie wyliczyć jej ostatecznego wpływu na koszt pojedynczego zamówienia.

Najbardziej podatny na zmianę pozostaje model oparty na tanich produktach wysyłanych pojedynczo spoza UE. Przy produkcie kosztującym kilkanaście czy kilkadziesiąt euro nawet kilka euro dodatkowych kosztów granicznych stanowi znacznie większą część marży niż w przypadku droższych zakupów. Sprzedawca musi wtedy zdecydować, czy podnieść cenę, zmniejszyć własną marżę, zmodyfikować próg darmowej dostawy albo przebudować sposób zaopatrywania europejskiego rynku.

Własny sklep internetowy sprzedający przykładowo akcesoria sprowadzane bezpośrednio z Chin może mieć przy tym inną strukturę kosztową niż firma kupująca ten sam towar hurtowo i odprawiająca cały transport przed umieszczeniem produktów w magazynie w Polsce. W pierwszym przypadku każde zamówienie konsumenta uruchamia transgraniczny proces importowy. W drugim import odbywa się wcześniej, a późniejsze dostawy z polskiego magazynu do klientów w Polsce, Niemczech czy Czechach odbywają się już wewnątrz unijnego rynku.

Platforma i sprzedawca dostają znacznie większą odpowiedzialność za import

Reforma zmienia również rozłożenie obowiązków między konsumentem a przedsiębiorstwem. Zaktualizowany unijny kodeks celny przewiduje, że platformy e-commerce spoza UE sprzedające towary na unijny rynek będą traktowane jako importerzy. Odpowiedzialność za formalności celne oraz uregulowanie należności ma spoczywać na podmiocie obsługującym sprzedaż, a nie na konsumencie odbierającym paczkę. Regulacja obejmuje również podmioty prowadzące sprzedaż na odległość bezpośrednio do UE.

Zmienia to jeden z charakterystycznych elementów dotychczasowego handlu transgranicznego, w którym klient mógł dopiero przy imporcie zetknąć się z należnością celną lub koniecznością wykonania dodatkowych formalności. Nowy system ma przesuwać obsługę tych obowiązków na wcześniejszy etap procesu sprzedaży.

Dla marketplace odpowiedzialność nie kończy się na prawidłowym wyliczeniu należności. Przepisy wiążą obowiązki celne również z przestrzeganiem unijnych wymagań dotyczących towarów. Za systematyczne naruszanie obowiązków przewidziano sankcje finansowe. W najpoważniejszych przypadkach kara może wynieść do 6 proc. rocznej wartości towarów zaimportowanych przez przedsiębiorstwo w poprzednim roku. Możliwa będzie również utrata określonych ułatwień celnych, a nawet ograniczenie dostępu do platform internetowych.

Rosną przez to wymagania wobec danych produktowych. Sprzedaż transgraniczna musi być powiązana z prawidłową identyfikacją produktu, jego klasyfikacją, wartością, pochodzeniem oraz informacjami wymaganymi do przeprowadzenia odprawy. Od 1 listopada 2026 r. obowiązkowe mają być również identyfikatory produktów PID, czyli dane służące zwiększeniu identyfikowalności towarów i skuteczności kontroli bezpieczeństwa.

Dla przedsiębiorcy prowadzącego kilka kanałów sprzedaży jakość danych przestaje być wyłącznie problemem katalogu produktowego. Informacja znajdująca się w ERP, czyli systemie zarządzającym m.in. towarami, zamówieniami i gospodarką magazynową, musi być zgodna z informacjami przekazywanymi marketplace, operatorowi logistycznemu i podmiotowi obsługującemu import. Błędy w tej części procesu mogą wpływać nie tylko na widoczność oferty, ale również na odprawę i koszt dostarczenia zamówienia.

Import zbiorczy i magazyny w UE zyskują na znaczeniu

Kierunek zmian wyraźnie premiuje model, w którym towary są sprowadzane do Unii większymi partiami, odprawiane, a następnie wysyłane konsumentom z magazynów znajdujących się na jednolitym rynku. Z punktu widzenia służb celnych kilka większych transportów jest łatwiejszych do kontrolowania niż miliony osobnych paczek kierowanych bezpośrednio do gospodarstw domowych.

Dla sprzedawcy jest to jednak znacznie szersza decyzja niż wybór firmy kurierskiej. Import zbiorczy wymaga finansowania zapasu przed jego sprzedażą, prognozowania popytu oraz ponoszenia kosztów magazynowania. W zamian przedsiębiorstwo może ograniczyć liczbę indywidualnych procesów importowych i skrócić czas dostawy do klienta.

Przykładowy polski sklep sprzedający również w Niemczech może obecnie zamawiać produkt u chińskiego dostawcy dopiero po otrzymaniu zamówienia od klienta. Towar jedzie wtedy bezpośrednio z Chin do Niemiec. Alternatywny model wymaga sprowadzenia np. kilkuset sztuk do magazynu w Polsce lub Niemczech i późniejszej realizacji zamówień jako dostaw wewnątrz UE. Firma zamienia część kosztów związanych z pojedynczą przesyłką transgraniczną na koszt kapitału zamrożonego w zapasie, powierzchni magazynowej, kompletacji oraz potencjalnie niesprzedanych produktów.

Rachunek będzie inny dla każdej kategorii. Towary o dużej rotacji i przewidywalnym popycie łatwiej przenieść do europejskiego fulfillmentu, czyli usługi, w której operator magazynuje zapas, kompletuje zamówienia i przekazuje je przewoźnikom. Przy szerokim katalogu produktów sprzedawanych sporadycznie utrzymywanie całego asortymentu w UE może natomiast szybko zwiększyć zapasy i zapotrzebowanie na kapitał obrotowy.

Lokalny magazyn wpływa jednocześnie na obsługę klienta. Krótszy termin dostawy może poprawiać atrakcyjność oferty na marketplace i ograniczać liczbę pytań o status przesyłki. Europejski adres zwrotów ułatwia także obsługę odstąpień od umowy w sprzedaży konsumenckiej. Sprzedawca musi jednak policzyć cały proces, łącznie z przyjęciem zwrotu, kontrolą produktu, ponownym wprowadzeniem go do sprzedaży albo jego likwidacją.

EU Customs Data Hub zmieni sposób przekazywania danych celnych

Drugim filarem reformy jest EU Customs Data Hub, czyli wspólne unijne środowisko informatyczne przeznaczone do gromadzenia i analizowania danych celnych. Zamiast przekazywania tych samych informacji do różnych krajowych systemów przedsiębiorstwa mają docelowo korzystać z jednego środowiska. Organy celne poszczególnych państw uzyskają natomiast dostęp do wspólnych danych pozwalających analizować przepływy towarów i wybierać przesyłki wymagające kontroli.

Dla e-commerce system ma rozpocząć działanie 1 lipca 2028 r. Następnie będzie stopniowo rozszerzany na pozostały handel, a obowiązkowe korzystanie z niego dla wszystkich przedsiębiorców przewidziano od 1 marca 2034 r.

Nadzór nad nową architekturą otrzyma EU Customs Authority, czyli nowy unijny urząd celny z siedzibą w Lille we Francji. Instytucja ma rozpocząć działalność w 2027 r. i wspierać krajowe administracje m.in. poprzez analizowanie danych, tworzenie wspólnych kryteriów ryzyka oraz koordynowanie kontroli na poziomie UE.

Centralizacja ma znaczenie również dla przedsiębiorców sprzedających w wielu państwach. Dane dotyczące tego samego łańcucha dostaw będą łatwiej dostępne dla administracji w całej Unii. Model, w którym poszczególne elementy dokumentacji produktowej, logistycznej i celnej funkcjonują niezależnie w różnych systemach, będzie więc coraz trudniejszy do utrzymania.

Co powinien zrobić sprzedawca z Polski przed 1 listopada

Pierwszym zadaniem jest ustalenie rzeczywistej drogi każdego towaru do klienta. Sam fakt prowadzenia firmy w Polsce lub sprzedaży na europejskim marketplace nie przesądza o modelu importowym. Jeżeli produkt po zakupie przez klienta rusza z magazynu w Chinach, Turcji, Wielkiej Brytanii lub innym państwie spoza UE, przedsiębiorca powinien przeanalizować ten przepływ jako import do Unii.

Kalkulacja rentowności powinna oddzielać obowiązujące od 1 lipca cło 3 euro od przyszłej opłaty manipulacyjnej. Nie ma obecnie podstaw do wpisywania konkretnej kwoty tej drugiej pozycji do prognozy finansowej, ponieważ Komisja Europejska jeszcze jej nie określiła. Można natomiast przygotować analizę scenariuszową i sprawdzić, przy jakim dodatkowym koszcie jednostkowym sprzedaż danego SKU, czyli konkretnego wariantu produktu identyfikowanego w systemie magazynowym, przestaje zapewniać zakładaną marżę.

Kolejny obszar to odpowiedzialność za import. Sprzedawca korzystający z marketplace powinien ustalić, kto w konkretnym modelu sprzedaży występuje jako importer, kto przekazuje dane celne, kto pobiera należności od klienta oraz kto odpowiada za zgodność informacji o produkcie. Samo korzystanie z platformy nie zwalnia firmy z analizy własnego łańcucha dostaw, zwłaszcza gdy sprzedaje równolegle przez marketplace i własny sklep.

Firmy prowadzące regularną sprzedaż cross-border powinny również porównać bezpośrednią wysyłkę spoza UE z importem zbiorczym. Do kalkulacji trzeba włączyć nie tylko fracht i cło, lecz także koszt finansowania zapasu, magazynowania, kompletacji, zwrotów, obsługi reklamacji oraz utrzymywania produktów o niskiej rotacji. Dopiero taki rachunek pokazuje, czy europejski fulfillment rzeczywiście obniża koszt obsługi zamówienia.

Najbliższy termin operacyjny przypada na 1 listopada 2026 r. Wtedy najpóźniej ma rozpocząć się pobieranie nowej opłaty manipulacyjnej, a identyfikatory produktów PID mają stać się obowiązkowe dla przesyłek objętych przejściowym systemem. Kolejna duża zmiana nastąpi 1 lipca 2028 r., wraz z uruchomieniem EU Customs Data Hub dla e-commerce i odejściem od przejściowego cła 3 euro na rzecz standardowych stawek wynikających z klasyfikacji towaru.

Dla polskich sprzedawców konkurujących z azjatyckimi platformami reforma może zmniejszać część przewagi wynikającej z masowej wysyłki tanich produktów bezpośrednio do europejskich konsumentów. Firmy, które same korzystają z tego samego modelu zaopatrzenia, znajdą się jednak po tej samej stronie nowych kosztów i obowiązków. Granica między „europejskim sklepem” a importerem coraz wyraźniej będzie przebiegała nie według miejsca rejestracji przedsiębiorstwa, lecz według tego, skąd faktycznie rusza towar i kto odpowiada za jego wprowadzenie na rynek UE.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

cztery × jeden =

Szukasz wiedzy o e-commerce?
Zapytaj o darmową analizę lub przeszukaj naszą bazę. 👇
Asystent ecommercenews.pl Jaki temat Cię interesuje?
×
Cześć! 👋 Jestem asystentem ecommercenews.pl.

Pomogę Ci znaleźć artykuły lub skontaktować się z ekspertami Setup.pl. O co chcesz zapytać?