Przycisk zamówienia i przycisk odstąpienia: berliński wyrok i pierwsze upomnienia uderzają w sklepy sprzedające do Niemiec

Podsumuj artykuł z AI
▼
Podsumowanie wygenerowane automatycznie przez Gemini. Sprawdź pełną treść artykułu.

2 października 2026

Sprzedawca samochodów elektrycznych musi oddać klientowi 53 217,73 euro, chociaż kupujący jeździł autem mniej więcej rok. Tak orzekł 17 września 2026 r. berliński Kammergericht, czyli sąd drugiej instancji, który w Berlinie pełni rolę sądu apelacyjnego. O wyniku sprawy nie przesądziła wada pojazdu ani opóźniona dostawa, lecz napis na przycisku, którym klient złożył zamówienie w internecie. W tym samym czasie niemieckie organizacje uprawnione do zwalczania nieuczciwej konkurencji wysyłają pierwsze upomnienia sklepom, które nie wdrożyły albo źle wdrożyły przycisk odstąpienia od umowy, obowiązkowy od 19 czerwca 2026 r. Oba problemy dotyczą ostatnich etapów ścieżki zakupowej i oba obejmują polskie sklepy kierujące ofertę do niemieckich konsumentów.

Wyrok berlińskiego sądu: samo „Bestellen” nie wystarczyło do zawarcia umowy

W sprawie o sygnaturze 1 U 25/25 klient kupił przez internet samochód elektryczny za 60170 euro. Przycisk wieńczący zamówienie miał tylko napis „Bestellen”, czyli „zamów”, bez informacji, że kliknięcie rodzi obowiązek zapłaty. Po około roku użytkowania kupujący zażądał zwrotu pieniędzy. Sąd krajowy pierwszej instancji (Landgericht Berlin II) oddalił powództwo, ale sąd apelacyjny w przeważającej części przyznał klientowi rację. Uznał, że umowa w ogóle nie została zawarta, a sprzedawca może jedynie potrącić 6 952,27 euro tytułem wynagrodzenia za korzystanie z auta. Sąd odrzucił argument, że wcześniejsze etapy zamówienia jasno pokazywały cenę, oraz zarzut, że żądanie zwrotu po roku jazdy jest nadużyciem prawa w rozumieniu § 242 niemieckiego kodeksu cywilnego (BGB), czyli przepisu o działaniu w dobrej wierze.

Konsekwencje dla sprzedawcy są znacznie poważniejsze niż przy zwykłym odstąpieniu od umowy. Skoro umowa nie powstała, klient nie musi mieścić się w 14-dniowym terminie na odstąpienie. Dochodzi zwrotu ceny na podstawie przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu, a takie roszczenie przedawnia się w Niemczech po trzech latach liczonych od końca roku, w którym powstało. Sklep może więc po kilkunastu miesiącach dostać z powrotem używany towar i zwrócić większość ceny, a ryzyko utraty wartości produktu spada na niego. Sąd dopuścił rewizję do Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (Bundesgerichtshof, BGH), najwyższego sądu w sprawach cywilnych, więc ostateczne rozstrzygnięcie zapadnie w Karlsruhe.

Dwa sądy, dwa odmienne rozstrzygnięcia

Dwa dni wcześniej, 15 września 2026 r., Wyższy Sąd Krajowy we Frankfurcie nad Menem w sprawie 9 U 76/25 oddalił niemal identyczne powództwo. Frankfurccy sędziowie uznali, że klient sam wybrał model, wyposażenie i formę płatności, znał cenę, a próba wycofania się z zakupu po roku bezspornego użytkowania narusza zasadę lojalności wobec kontrahenta. Ten wyrok jest nieprawomocny. Podobne stanowisko jak we Frankfurcie zajęły wcześniej sądy apelacyjne w Monachium, Hamm i Brunszwiku, a nawet inny wydział samego berlińskiego sądu. Do czasu wyroku BGH sklepy działają więc w niepewności prawnej, ale to ryzyko rozkłada się nierówno: sprzedawca z prawidłowo opisanym przyciskiem nie musi czekać na rozstrzygnięcie, bo spór w ogóle go nie dotyczy.

Jak działa obowiązek przycisku „zamówienie z obowiązkiem zapłaty”

Paragraf 312j ust. 3 BGB wymaga, by przycisk składania zamówienia w sklepie internetowym był opisany słowami „zahlungspflichtig bestellen”, czyli „zamawiam z obowiązkiem zapłaty”, albo innym równie jednoznacznym sformułowaniem. Przepis wdraża art. 8 ust. 2 dyrektywy 2011/83/UE w sprawie praw konsumentów, a w Polsce jego odpowiednikiem jest art. 17 ustawy o prawach konsumenta. Za bezpieczne uchodzą napisy „zahlungspflichtig bestellen”, „kostenpflichtig bestellen” (zamawiam odpłatnie) oraz „kaufen” (kupuję). Ryzykowne są natomiast „Bestellen”, „Bestellung abgeben” (złóż zamówienie), „Weiter” (dalej) i „Buchung abschließen” (zakończ rezerwację).

Ostatni przykład pochodzi wprost z orzecznictwa unijnego. W sprawie C-249/21 Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł 7 kwietnia 2022 r., na tle rezerwacji w serwisie Booking.com, że o tym, czy konsument rozumie, iż składa wiążące zamówienie, decyduje wyłącznie napis na przycisku, a nie okoliczności towarzyszące. Na ten wyrok powołał się berliński sąd, odrzucając argument o przejrzystości całej ścieżki zakupowej. Dla sklepu każdy przycisk, którym konsument zawiera umowę, jest więc osobnym punktem kontroli prawnej, niezależnie od tego, jak czytelny jest koszyk czy podsumowanie zamówienia.

Przycisk odstąpienia od umowy: obowiązek od 19 czerwca 2026 r.

Drugi przycisk wynika z dyrektywy (UE) 2023/2673, która dodała do dyrektywy o prawach konsumentów art. 11a o elektronicznej funkcji odstąpienia od umowy. Niemcy wdrożyły go nowym § 356a BGB; ustawa ukazała się w federalnym dzienniku ustaw 5 lutego 2026 r., a przepis stosuje się od 19 czerwca 2026 r. do umów zawieranych na odległość przez strony internetowe i aplikacje, zarówno przy sprzedaży towarów, jak i usług.

Wymagania są szczegółowe. Według izby przemysłowo-handlowej w Hanau przycisk z napisem „Vertrag widerrufen”, czyli „odstąp od umowy”, musi być dostępny przez cały okres odstąpienia, wyraźnie widoczny i łatwo osiągalny, bez konieczności logowania, chyba że umowę zawarto w aplikacji. Proces ma dwa etapy. Najpierw klient podaje imię i nazwisko, dane pozwalające zidentyfikować umowę oraz adres do korespondencji elektronicznej, a następnie zatwierdza oświadczenie przyciskiem „Widerruf bestätigen”, czyli „potwierdź odstąpienie”. Sklep nie może wymagać żadnych innych danych, w tym powodu zwrotu. Po wysłaniu oświadczenia sprzedawca niezwłocznie przesyła potwierdzenie na trwałym nośniku, najczęściej e-mailem, z treścią oświadczenia oraz datą i godziną jego otrzymania.

Brak przycisku ma bezpośredni skutek finansowy. Europejskie Centrum Konsumenckie w Niemczech wskazuje, że jeśli konsument nie został poinformowany o funkcji odstąpienia, termin na odstąpienie wydłuża się z 14 dni do roku i 14 dni. Centrum, należące do unijnej sieci ośrodków doradzających konsumentom w sporach transgranicznych, przypomina też, że niemieckie przepisy stosuje się do sklepu, który kieruje ofertę na rynek niemiecki, niezależnie od kraju jego siedziby. W Polsce, według Infor.pl, data wejścia w życie krajowych przepisów wdrażających ten obowiązek nie jest jeszcze znana, więc polski sklep może mieć przycisk w wersji niemieckiej, zanim będzie go musiał mieć w wersji polskiej.

Pierwsze upomnienia i ich koszty

Upomnienie to w Niemczech pismo wzywające przedsiębiorcę do zaprzestania naruszenia i podpisania zobowiązania zabezpieczonego karą umowną, połączone z żądaniem zwrotu kosztów. Centrala do Zwalczania Nieuczciwej Konkurencji (Wettbewerbszentrale), organizacja branżowa uprawniona do występowania z takimi roszczeniami, zakwestionowała sklep, w którym funkcja odstąpienia była ukryta w stopce pod niewyróżnionym linkiem „Widerruf & Rückgabe” (odstąpienie i zwrot), a klient musiał przejść trzy zbędne kroki, zanim dotarł do formularza. Jako podstawę wskazano § 3a niemieckiej ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (UWG), który pozwala ścigać naruszenia przepisów regulujących zachowania na rynku. Koszt upomnienia wyniósł 390 euro plus 7 proc. VAT, czyli 417,30 euro. W drugim opisanym przypadku Centrala Konsumencka Hesji (Verbraucherzentrale Hessen) zażądała 365,30 euro od sklepu, który w ogóle nie miał elektronicznej funkcji odstąpienia, a jedynie link do informacji o prawie odstąpienia w stopce.

Kwota samego upomnienia jest niewielka, ale podpisane zobowiązanie zostaje ze sklepem na lata. Każde kolejne naruszenie tej samej reguły uruchamia karę umowną, zwykle znacznie wyższą niż koszt pierwszego pisma.

Co ryzykuje polski sklep sprzedający do Niemiec

Typowy przykład to sklep z odzieżą na Shopify lub WooCommerce, który uruchomił niemiecką wersję językową przez wtyczkę tłumaczącą. Polski przycisk „Zamawiam” zamienia się wtedy często w „Bestellen” albo „Bestellung abschließen”, a stopka kieruje do statycznej strony z pouczeniem o odstąpieniu i formularzem do pobrania w PDF. Taki sklep narusza oba przepisy jednocześnie. Przy koszyku rzędu 80 euro roszczenie z tytułu braku umowy rzadko się opłaca klientowi, ale upomnienie od organizacji konsumenckiej czy konkurenta przychodzi niezależnie od wartości zamówienia, a wydłużony do roku i 14 dni termin odstąpienia podnosi wskaźnik zwrotów w sezonie wyprzedaży.

Znacznie groźniej wygląda sytuacja producenta mebli, rowerów elektrycznych albo sprzętu AGD, który sprzedaje do Niemiec towar za kilka tysięcy euro. Jeśli niemieckie sądy pójdą drogą berlińską, klient może po kilkunastu miesiącach zwrócić używaną sofę lub rower i odzyskać większość ceny. Sprzedawca ponosi wtedy koszt transportu zwrotnego z Niemiec, przeceny towaru jako używanego i obsługi sporu po niemiecku, a cała marża z transakcji przepada z nawiązką.

Inaczej rozkłada się ryzyko na platformach sprzedażowych, takich jak Amazon, Kaufland, eBay czy OTTO. Tam wygląd przycisku zamówienia i ścieżki zwrotu kontroluje operator platformy, ale umowę z klientem zawiera sprzedawca, więc skutki ewentualnych braków interfejsu mogą obciążyć właśnie jego. Sklep, który prowadzi równolegle własny kanał sprzedaży i obecność na platformach, musi pilnować zgodności własnego sklepu oraz sprawdzić, jak platforma obsługuje odstąpienie i czy zgłoszenia trafiają do jego systemu obsługi zamówień.

Co powinien zrobić sprzedawca z Polski

Pracę trzeba zacząć od przeglądu ostatniego ekranu zamówienia we wszystkich wersjach językowych, w aplikacji mobilnej i w szybkich ścieżkach płatności, takich jak przyciski ekspresowej płatności w karcie produktu. Napis musi brzmieć „zahlungspflichtig bestellen” albo „kaufen” niezależnie od tego, co podsuwa szablon lub automatyczne tłumaczenie. Sklep powinien też archiwizować zrzuty ekranu ścieżki zakupowej z datą, bo przy sporze sprzed dwóch lat to sklep musi wykazać, jak wyglądał przycisk w chwili zamówienia.

W przypadku przycisku odstąpienia link „Vertrag widerrufen” powinien być widoczny na każdej podstronie, prowadzić bezpośrednio do formularza z trzema dozwolonymi polami i kończyć się przyciskiem „Widerruf bestätigen”, bez logowania i bez pytań o powód zwrotu. Automatyczny e-mail z potwierdzeniem musi zawierać treść oświadczenia, datę i godzinę. Zgłoszenia z formularza trzeba połączyć z systemem do zarządzania zasobami przedsiębiorstwa (ERP) albo systemem obsługi zamówień, tak by magazyn w Polsce dostał informację o zwrocie, a dział finansowy uruchomił zwrot płatności w ustawowym terminie. Pouczenie o odstąpieniu, regulamin i treść maili transakcyjnych należy zaktualizować tak, by opisywały nową funkcję.

Sklep, który wdroży oba przyciski teraz, zamknie temat również na rynku polskim, bo krajowe przepisy wdrażające art. 11a dyrektywy przyniosą ten sam mechanizm. Zmiana napisu na przycisku i dodanie formularza to jednorazowa praca w szablonie sklepu, a upomnienie za brak funkcji odstąpienia oznacza co najmniej kilkaset euro kosztów i zobowiązanie z karą umowną na lata.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

1 × 5 =

Szukasz wiedzy o e-commerce?
Zapytaj o darmową analizę lub przeszukaj naszą bazę. 👇
Asystent ecommercenews.pl Jaki temat Cię interesuje?
×
Cześć! 👋 Jestem asystentem ecommercenews.pl.

Pomogę Ci znaleźć artykuły lub skontaktować się z ekspertami Setup.pl. O co chcesz zapytać?