Nowe prawo odpowiedzialności za produkt w Niemczech: kiedy sklep internetowy odpowiada jak producent
- Bundestag przyjął nowe prawo odpowiedzialności za produkt. Przepisy zaczną obowiązywać 9 grudnia 2026
- Kiedy sklep internetowy odpowiada jak producent
- Fulfillment, marketplace i oprogramowanie w nowym łańcuchu odpowiedzialności
- Wyższe ryzyko finansowe i łatwiejsze dochodzenie roszczeń
- Co powinien zrobić sprzedawca z Polski przed 9 grudnia
15 października 2026
Niemieckie sklepy internetowe i ich zagraniczni dostawcy mają niespełna dwa miesiące na przygotowanie się do nowych zasad odpowiedzialności za wadliwe produkty. Bundestag przyjął 8 października ustawę o modernizacji prawa odpowiedzialności za produkt, która przenosi do niemieckiego prawa unijną dyrektywę 2024/2853 w sprawie odpowiedzialności za produkty wadliwe. Dla polskich firm sprzedających do Niemiec towar sprowadzany z Chin albo produkty pod własną marką zmiana jest bardzo konkretna: sklep, który po zgłoszeniu szkody nie wskaże w ciągu miesiąca producenta, importera albo swojego dostawcy, odpowiada za szkodę tak jak producent.
Bundestag przyjął nowe prawo odpowiedzialności za produkt. Przepisy zaczną obowiązywać 9 grudnia 2026
Za ustawą zagłosowały kluby CDU/CSU, SPD oraz Zielonych, a AfD i Die Linke wstrzymały się od głosu. To pierwsza tak szeroka reforma niemieckiej ustawy o odpowiedzialności za produkt (Produkthaftungsgesetz) od 1989 roku. Projekt rząd przyjął w grudniu 2025 roku, a ustawa nie wymaga zgody Bundesratu, czyli izby reprezentującej kraje związkowe, więc druga izba może ją najwyżej opóźnić, ale nie zablokować. Nowe przepisy zaczną obowiązywać 9 grudnia 2026 roku, a więc dokładnie w dniu, w którym upływa unijny termin wdrożenia dyrektywy we wszystkich państwach członkowskich.
Przepis przejściowy rozstrzyga, które produkty obejmie nowe prawo. Towary wprowadzone na rynek lub oddane do użytku do 8 grudnia 2026 roku włącznie podlegają dotychczasowej ustawie, nawet jeżeli sklep sprzeda je klientowi dopiero w styczniu. Nowe zasady dotyczą więc przede wszystkim kolejnych dostaw. Sprzedawca, który w grudniu przyjmuje do magazynu nową partię, powinien zatem przechowywać dokumenty pozwalające ustalić, kiedy dana partia trafiła na rynek UE.
Kiedy sklep internetowy odpowiada jak producent
Odpowiedzialność za produkt w rozumieniu ustawy działa na zasadzie ryzyka. Poszkodowany nie musi wykazywać, że ktokolwiek zawinił, wystarczy mu udowodnić wadę produktu, szkodę i związek między nimi. Do tej pory w praktyce chodziło głównie o producenta i importera. Nowe przepisy wydłużają listę podmiotów, od których klient może żądać odszkodowania, zwłaszcza gdy producent ma siedzibę poza Unią Europejską.
Sam zwykły handel nie oznacza jeszcze odpowiedzialności producenta. Jak wyjaśnia kancelaria IT-Recht Kanzlei, sprzedawca wchodzi w tę rolę dopiero wtedy, gdy sam wytwarza produkt, sprowadza go z kraju spoza UE, umieszcza na nim własną nazwę lub znak towarowy, istotnie go zmienia albo nie wskaże w terminie innego podmiotu z łańcucha dostaw.
Miesiąc na wskazanie dostawcy
Najbardziej praktyczną zmianą dla handlu internetowego jest mechanizm z § 12 nowej ustawy. Jeżeli w UE nie da się ustalić producenta, importera, upoważnionego przedstawiciela producenta ani dostawcy usług fulfillment, odpowiedzialność może ponieść dystrybutor, czyli firma, która udostępniła produkt na rynku, w tym zwykły sklep internetowy. Poszkodowany może zażądać od niego wskazania jednego z tych podmiotów albo własnego dostawcy. Sklep, który nie odpowie w ciągu miesiąca od otrzymania żądania, odpowiada za szkodę samodzielnie. Zasada nie ogranicza się do towarów z państw trzecich.
Weźmy polski sklep z oświetleniem, który sprzedaje do Niemiec lampy biurkowe kupowane od hurtowni pod Łodzią, a hurtownia sprowadza je od fabryki w Shenzhen. Niemiecki klient zgłasza, że przegrzany zasilacz uszkodził mu biurko i laptopa używanego prywatnie. Jeżeli sklep w ciągu kilku dni wskaże hurtownię jako importera wraz z jej danymi i fakturą zakupu, roszczenie trafi do niej. Jeżeli zamówienie z tej partii przepadło w nieuporządkowanym systemie zakupowym, a sklep nie potrafi powiązać sprzedanej sztuki z konkretną dostawą, po miesiącu sam staje się stroną odpowiedzialną.
Marka własna i towar sprowadzany z Chin
Inaczej wygląda sytuacja sprzedawcy marki własnej (private label), czyli firmy, która zamawia produkt u zewnętrznego wytwórcy i sprzedaje go pod własnym logo. Polski sprzedawca, który oferuje na Amazon blendery z fabryki w Chinach z nadrukiem swojej marki, występuje wobec klienta jako producent, niezależnie od tego, że niczego sam nie produkuje. Termin miesiąca nic mu tu nie daje, bo wskazanie chińskiej fabryki nie zwalnia go z odpowiedzialności.
Podobnie jest z firmą, która kupuje towar bezpośrednio od chińskiego dostawcy i sama wprowadza go na rynek UE. Wtedy jest importerem i odpowiada obok producenta. Ustawa obejmuje też upoważnionego przedstawiciela, czyli firmę z siedzibą w UE, którą producent spoza Unii pisemnie wyznaczył do działania w jego imieniu. Bundestag w osobnej rezolucji poprosił rząd o sprawdzenie, czy tacy przedstawiciele nie powinni mieć obowiązkowego ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej.
Fulfillment, marketplace i oprogramowanie w nowym łańcuchu odpowiedzialności
Jeżeli producent działa poza UE i nie ma importera ani przedstawiciela, odpowiedzialność może przejść na dostawcę usług fulfillment. Według informacji izby przemysłowo-handlowej w Oldenburgu chodzi o firmę, która przy cudzym produkcie wykonuje co najmniej dwie z czterech usług: magazynowanie, pakowanie, adresowanie i wysyłkę. Firmy kurierskie, pocztowe i przewoźnicy są z tej definicji wyłączeni. Operator magazynu obsługujący chińskich sprzedawców w Niemczech będzie więc dokładniej sprawdzał, kto jest importerem towaru, który przyjmuje na stan.
Platforma internetowa, taka jak marketplace, odpowiada jak dystrybutor tylko wtedy, gdy przeciętny klient może odnieść wrażenie, że produkt dostarcza ona sama albo kontrolowana przez nią firma, a w UE nie ma innego odpowiedzialnego podmiotu. Samo pośredniczenie w sprzedaży nie wystarcza. Także platforma ma miesiąc na wskazanie właściwej firmy, dlatego marketplace będzie częściej wymagać od sprzedawców pełnych danych producenta i importera w ofercie.
Za produkt uznaje się teraz także oprogramowanie, w tym systemy AI, niezależnie od tego, czy jest zainstalowane na urządzeniu, czy działa w chmurze. Producent, który kontroluje produkt przez aktualizacje, odpowiada również za wady powstałe po sprzedaży, a o wadliwości może przesądzić brak zabezpieczeń cyfrowych. Dotyczy to na przykład marek sprzedających inteligentne gniazdka, kamery czy zegarki sterowane aplikacją. Darmowe oprogramowanie open source tworzone poza działalnością gospodarczą jest wyłączone.
Wyższe ryzyko finansowe i łatwiejsze dochodzenie roszczeń
Znika górny limit odpowiedzialności, który przy szkodach na osobie spowodowanych tą samą wadą wynosił 85 mln euro, a także udział własny poszkodowanego w wysokości 500 euro przy szkodach na rzeczach. Klient, którego wadliwa ładowarka zniszczyła rzeczy warte 400 euro, będzie więc mógł domagać się całej kwoty. Odszkodowanie obejmie również utratę lub zniszczenie danych używanych prywatnie oraz medycznie potwierdzone zaburzenia zdrowia psychicznego.
Roszczenia przedawniają się nadal po trzech latach od momentu, w którym poszkodowany dowiedział się o szkodzie, wadzie i odpowiedzialnej firmie. Wygasają po dziesięciu latach od wprowadzenia produktu na rynek, a przy szkodach na zdrowiu ujawniających się z opóźnieniem po 25 latach. Sąd może też na wniosek poszkodowanego nakazać pozwanej firmie ujawnienie dokumentów, z zachowaniem ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa, którą podkreśla izba przemysłowo-handlowa we Frankfurcie. Firma, która takich dokumentów nie przedstawi, musi liczyć się z domniemaniem wadliwości produktu. Odpowiedzialności wobec klienta nie można też wyłączyć w regulaminie sklepu, choć podział ryzyka między przedsiębiorcami nadal można ustalić w umowach.
Co powinien zrobić sprzedawca z Polski przed 9 grudnia
Podstawą jest dokumentacja łańcucha dostaw dla każdego SKU, czyli numeru identyfikującego konkretny wariant produktu w magazynie: nazwa i adres producenta, importera lub przedstawiciela w UE, numer partii, data dostawy i faktura zakupu. Te dane powinny być powiązane z zamówieniami w systemie ERP, czyli oprogramowaniu do zarządzania zakupami, magazynem i sprzedażą, albo w integracji z marketplace, tak by w razie żądania klienta dało się w kilka dni wskazać dostawcę konkretnej sztuki. Firma potrzebuje też prostej procedury dla obsługi klienta: kto przyjmuje pismo, kto sprawdza dane i kto wysyła odpowiedź przed upływem miesiąca.
Sprzedawcy marek własnych i bezpośredni importerzy powinni przejrzeć umowy z fabrykami pod kątem regresu, czyli możliwości odzyskania od wytwórcy wypłaconego odszkodowania, oraz sprawdzić, czy polisa OC produktu, czyli ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej za szkody wyrządzone przez sprzedawany towar, obejmuje sprzedaż do Niemiec i nie ma limitów niższych niż realne ryzyko po zniesieniu górnej granicy odpowiedzialności. Trzeba też przejrzeć oznaczenia na opakowaniach i w ofertach na Amazon czy Allegro: logo sprzedawcy na produkcie, który miał być tylko odsprzedawany, przesuwa firmę do roli producenta. Marki sprzedające urządzenia z aplikacją powinny zaplanować aktualizacje zabezpieczeń na cały okres sprzedaży, bo od grudnia luka w oprogramowaniu może stać się podstawą roszczenia odszkodowawczego.


