Po miesiącu obowiązywania opłaty 3 euro. Temu i Shein nie zwalniają, a logistyka szybko dostosowała się do nowych zasad

Podsumuj artykuł z AI
Podsumowanie wygenerowane automatycznie przez Gemini. Sprawdź pełną treść artykułu.

28.07.2026

Niespełna miesiąc po wejściu w życie unijnej opłaty w wysokości 3 euro za przesyłki o wartości do 150 euro sprowadzane spoza Unii Europejskiej pierwsze oceny rynku wskazują, że wpływ nowych przepisów okazał się ograniczony. Branża logistyczna nie obserwuje trwałego załamania importu z Chin, a największe platformy e-commerce coraz częściej wykorzystują magazyny zlokalizowane na terenie Unii Europejskiej, zmieniając model dostaw zamiast ograniczać sprzedaż.

Nowe przepisy obowiązują od 1 lipca 2026 r. i są elementem reformy unijnego systemu celnego. Zlikwidowano dotychczasowe zwolnienie dla przesyłek o wartości do 150 euro, zastępując je uproszczoną opłatą celną w wysokości 3 euro naliczaną za każdą kategorię towarową znajdującą się w zgłoszeniu celnym. Komisja Europejska uzasadniała zmianę potrzebą wyrównania warunków konkurencji między europejskimi sprzedawcami a platformami spoza UE oraz zwiększeniem bezpieczeństwa produktów trafiających na unijny rynek.

Branża logistyczna nie widzi trwałego spadku importu

Pierwsze tygodnie obowiązywania nowych regulacji potwierdzają scenariusz, którego spodziewali się najwięksi operatorzy logistyczni. Cytowana przez niemiecki portal t3n DHL Group ocenia, że wpływ nowych przepisów na ruch cargo będzie przede wszystkim krótkotrwały. Operator zakłada, że duże platformy będą dalej przebudowywać swoje łańcuchy dostaw, zwiększając udział importu zbiorczego do magazynów znajdujących się na terenie Unii Europejskiej.

Podobne stanowisko zajmuje lotnisko Lipsk/Halle, jeden z najważniejszych europejskich hubów przeładunkowych dla przesyłek e-commerce z Azji. Początkowy spadek wolumenu frachtu był spodziewany, jednak w średnim terminie operatorzy oczekują odbudowy ruchu dzięki zmianie organizacji dostaw.

Z biznesowego punktu widzenia taki model jest znacznie bardziej efektywny. Zamiast wysyłać miliony pojedynczych paczek bezpośrednio z Chin do europejskich klientów, towary trafiają najpierw do magazynów w Niemczech, Polsce, Czechach czy Holandii. Po odprawie celnej są dystrybuowane już jako przesyłki wewnątrzunijne, co pozwala ograniczyć koszty logistyczne i skrócić czas dostawy.

Komisja Europejska chciała ograniczyć przewagę kosztową platform z Chin

Zmiana przepisów jest odpowiedzią na bezprecedensowy wzrost liczby tanich przesyłek trafiających do Unii Europejskiej. Komisja Europejska szacuje, że każdego dnia do państw członkowskich docierają miliony paczek zamawianych głównie za pośrednictwem platform sprzedażowych spoza UE. Część z nich zawiera towary niespełniające europejskich wymagań dotyczących bezpieczeństwa lub produkty zaniżane pod względem deklarowanej wartości, co utrudnia skuteczny nadzór celny.

Nowa opłata nie jest naliczana za każdą paczkę, lecz za każdą kategorię towarową wykazaną w zgłoszeniu celnym. Jeżeli przesyłka zawiera wyłącznie odzież, opłata wynosi 3 euro. Jeżeli znajdują się w niej odzież, elektronika i zabawki, opłata zostanie naliczona osobno dla każdej grupy towarów.

Zmiana ma charakter przejściowy i będzie obowiązywać do czasu uruchomienia nowego unijnego systemu zarządzania danymi celnymi.

Sama opłata nie rozwiązuje problemu nieuczciwej konkurencji

Sceptycznie do skuteczności nowych regulacji podchodzi również Handelsverband Deutschland (HDE), czyli Niemiecki Związek Handlu.

Jak podkreślił zastępca dyrektora zarządzającego HDE Stephan Tromp, dodatkowa opłata jedynie częściowo wyrównuje przewagę kosztową sprzedawców spoza Unii Europejskiej. Nie zastępuje jednak skutecznego nadzoru rynku, który odpowiada za kontrolę zgodności produktów z europejskimi przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa, ochrony konsumentów i ochrony środowiska.

Zdaniem organizacji handlowej produkty niespełniające unijnych norm nie znikną z rynku wyłącznie dlatego, że ich import został objęty dodatkową opłatą. Konieczne pozostają skuteczne kontrole celne oraz egzekwowanie obowiązujących regulacji wobec wszystkich uczestników rynku.

Temu i Shein nadal zwiększają udział w europejskim e-commerce

Skala importu pokazuje, dlaczego Unia Europejska zdecydowała się na zmianę przepisów.

Według danych Parlamentu Europejskiego w 2024 roku do państw członkowskich trafiło około 4,6 miliarda przesyłeko wartości poniżej 150 euro, a 91% z nich pochodziło z Chin. Znaczna część zamówień była realizowana za pośrednictwem platform Temu i Shein.

Jednocześnie ich pozycja na największym rynku e-commerce w Europie nadal rośnie. Jak podaje Heise Online, w drugim kwartale 2026 roku azjatyckie platformy odpowiadały już za 5,3% niemieckiego handlu internetowego, zwiększając swój udział o około 20% rok do roku. Tempo wzrostu pozostaje wyższe niż dynamika całego rynku e-commerce w Niemczech.

To sugeruje, że pierwszy miesiąc obowiązywania nowych przepisów nie przyniósł wyraźnego ograniczenia sprzedaży. Zmienia się przede wszystkim sposób organizacji logistyki, a nie skala działalności największych platform.

Rynek wchodzi w kolejny etap konkurencji

Pierwsze tygodnie obowiązywania unijnej opłaty pokazują, że dodatkowy koszt importu nie stał się przełomem dla największych platform, ale jego skutki nie rozkładają się równomiernie między poszczególnymi kategoriami produktów. Szczególnie wyraźnie odczuwają je nabywcy niewielkich podzespołów elektronicznych i artykułów do samodzielnych projektów, które przez lata były sprowadzane z AliExpress w typowych foliowych przesyłkach z Azji. Moduły sterujące, przetwornice napięcia, czujniki, płytki rozwojowe, złącza, przewody, wyświetlacze i zestawy elementów często kosztowały po kilka euro, dlatego opłata w wysokości 3 euro może zwiększyć cenę niewielkiego zamówienia o kilkadziesiąt procent. W przypadku takich produktów nie zawsze istnieje porównywalna oferta europejska, którą klient mógłby wybrać zamiast importu.

Rynek ten rozwijał się nie tylko dzięki niskim cenom, lecz także dzięki dostępności bardzo wąskiego asortymentu. Europejskie sklepy elektroniczne coraz mocniej koncentrowały się na klientach profesjonalnych, zamówieniach firmowych i produktach o większej wartości, pozostawiając część detalicznej sprzedaży drobnych komponentów platformom azjatyckim. Conrad Electronic, przez dekady kojarzony z rozbudowaną ofertą dla elektroników i majsterkowiczów, zamknął większość sklepów stacjonarnych w Niemczech i Austrii oraz przekształcił działalność w europejską platformę zaopatrzeniową nastawioną przede wszystkim na odbiorców biznesowych. Firma sama opisuje swoją obecną strategię jako przejście od tradycyjnego sprzedawcy technologicznego do platformy zakupowej dla przedsiębiorstw. Według danych opublikowanych w 2025 roku klienci biznesowi odpowiadali już za około 80% jej obrotów.

Dla osoby naprawiającej starszy wzmacniacz, budującej sterownik do instalacji domowej albo wymieniającej uszkodzony moduł w urządzeniu wybór często nie sprowadza się więc do zakupu części chińskiej albo europejskiej. Europejskiego odpowiednika może nie być w sprzedaży detalicznej, może być dostępny wyłącznie w opakowaniu zbiorczym albo kosztować wielokrotnie więcej ze względu na obsługę małego zamówienia. Dodatkowa opłata nie przenosi wówczas popytu do lokalnego sprzedawcy, lecz podnosi koszt projektu, skłania do rezygnacji z naprawy albo powoduje, że bardziej opłacalny staje się zakup nowego urządzenia.

Ten skutek pozostaje w napięciu z unijną polityką wydłużania życia produktów. Dyrektywa 2024/1799 w sprawie wspólnych zasad promujących naprawę towarów ma ułatwiać konsumentom naprawianie urządzeń po zakończeniu odpowiedzialności sprzedawcy, ograniczać liczbę przedwcześnie wyrzucanych produktów i wzmacniać rynek usług naprawczych. Komisja Europejska wskazuje, że nowe przepisy mają zwiększyć dostępność napraw i wspierać bardziej zrównoważoną konsumpcję. Sama możliwość naprawy nie wystarczy jednak bez dostępu do niedrogich podzespołów, narzędzi, adapterów i niewielkich modułów elektronicznych.

Nowe koszty importu mogą stworzyć przestrzeń dla europejskich dystrybutorów, którzy zdecydują się ponownie obsługiwać hobbystów, małe warsztaty, szkoły techniczne i punkty napraw. Wymagałoby to jednak szerokiego asortymentu, sprzedaży pojedynczych sztuk oraz kosztów wysyłki proporcjonalnych do wartości zamówienia. Jeżeli część za 2 euro będzie dostępna w europejskim sklepie wyłącznie z dostawą za 8–10 euro, klient nadal wybierze AliExpress albo zrezygnuje z projektu. Powrót lokalnych sprzedawców do tej niszy zależy więc nie tylko od wzrostu cen importu, lecz także od stworzenia logistyki zdolnej rentownie obsłużyć tysiące bardzo małych zamówień.

Dla rynku elektroniki hobbystycznej i samodzielnych napraw opłata 3 euro staje się przykładem kosztu regulacyjnego, który uderza również w kategorie niemające silnej europejskiej konkurencji. Największe platformy mogą ograniczać jego wpływ poprzez import zbiorczy i magazyny na terenie Unii Europejskiej. Konsument zamawiający rzadki moduł, kilka układów scalonych albo zestaw złączy nie ma podobnej możliwości. Płaci więcej za ten sam produkt, mimo że jego zakup może służyć naprawie, ponownemu wykorzystaniu urządzenia lub realizacji niewielkiego projektu technicznego.

Z perspektywy europejskiego handlu większego znaczenia nabiera obecnie skuteczność kontroli produktów wprowadzanych na rynek oraz dalsza reforma unijnego systemu celnego. Sama opłata 3 euro częściowo ogranicza przewagę kosztową platform spoza UE, jednak po niemal miesiącu obowiązywania nie widać sygnałów, które wskazywałyby na wyraźne zahamowanie ekspansji Temu, Shein i innych azjatyckich marketplace’ów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewiętnaście + dwa =

Szukasz wiedzy o e-commerce?
Zapytaj o darmową analizę lub przeszukaj naszą bazę. 👇
Asystent ecommercenews.pl Jaki temat Cię interesuje?
×
Cześć! 👋 Jestem asystentem ecommercenews.pl.

Pomogę Ci znaleźć artykuły lub skontaktować się z ekspertami Setup.pl. O co chcesz zapytać?